Miller: Guział ma wazelinę i pomyje w kieszeniach

W tym samym studiu, przed wakacjami, mówiłem, że jeśli do referendum dojdzie, pójdę głosować za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wtedy jednak nie wiedziałem, że PiS wpadnie na pomysł z literą W i będzie chciał w haniebny sposób wykorzystać Powstanie Warszawskie. Referendum nie jest dobrym pomysłem. Spora cześć warszawiaków teraz machnie na to ręką - mówi Leszek Miller w Kontrwywiadzie RMF FM.

- Inicjator referendum, Piotr Guział, zarzuca mi, że jestem jak Armia Czerwona i będę spokojnie przyglądał się walczącej Warszawie. On zawsze w jednej kieszeni ma wazelinę, w drugiej pomyje. Używa ich na zmianę - mówi gość RMF FM.

Reklama

Konrad Piasecki: Podobno jest pan, jak Armia Czerwona.

Leszek Miller: - Tak.

Stoi pan - jak twierdzi Piotr Guział - i patrzy, jak Warszawa się wykrwawia w walce z Hanną Gronkiewicz-Walz i z pomocą nie chce pan przyjść.

- No widzę, że pan Guział brnie w tę terminologię powstańczą.

Pan zaczął, bo pan powiedział, że powstania z Guziałem, Palikotem i Kaczyńskim nie chce robić.

- Nie, o powstaniu powiedziało Prawo i Sprawiedliwość. Nawet próbuje postawić znak równości między powstaniem, a referendum. Co mnie zresztą nie dziwi, bo przecież PiS stawia również znak równości między ofiarami Katynia i ofiarami Smoleńska.

Bolą pana te porównania do Armii Czerwonej?

- Uważam je za śmieszne po prostu. Ale jeśli chodzi o pana Guziała, to on zawsze w jednej kieszeni ma wazelinę, a w drugiej pomyje i używa tych kieszeni w zależności od potrzeb.

Ale rzeczywiście pan z chęcią by popatrzył, jak się Guzioł, Plikot i Kaczyński wykrwawiają w walce z Gronkiewicz-Walz? Jak ponoszą klęskę?


- Ta trójka idzie w prostej drodze do tego. Jeśli stawia się alternatywę mieszkańcom Warszawy taką właśnie: "jak chcesz kultywować tradycje powstańcze, to idź do referendum przeciwko prezydent", to myślę, że spora część warszawiaków machnie ręką na tę inicjatywę.

A co Leszek Miller zrobi 13 października?

- Zrobię to, co moi koledzy z Warszawy powiedzą mi 6 października, bo wtedy odbędzie się posiedzenie rady Warszawy.

Pozwoli pan jakimś młodziakom decydować, co pan stary wilk ma robić?


- A myśli pan, że jak ktoś jest młody, to już nie ma nic do powiedzenia? Nie ma dobrze pokładane w głowie?

Nie no, sami kiedyś byliśmy młodzi.

- No właśnie i mieliśmy bardzo dobrze poukładane.

Tak oczywiście. I to, co oni powiedzą, to pan zrobi.


- Tak - zrobię to, co oni mi powiedzą. Dlatego, że uważam iż nasi koledzy w Warszawie ponoszą odpowiedzialność za tą decyzją i niech ją podejmą.

Ale pan już wiedział, co pan zrobi.

- Ja mogę panu powiedzieć, jakie są moje poglądy i tak dalej.

Mówił pan w tym studiu: nie warto robić referendum, ale jak do niego dojdzie zagłosuję za odwołaniem Gronkiewicz.

- Tak mówiłem, dlatego, że od początku uważaliśmy, że referendum jest niezbyt dobrym pomysłem, dlatego, że za rok, trochę więcej niż za rok, odbędą się normalne wybory. A poza tym, nawet jeżeli w referendum pani Gronkiewicz przegra, to PO nie straci władzy. To lepiej się skoncentrować na normalnych wyborach, które już niedługo się odbędą.

To jakże to? Wiedział pan i już pan nie wie?

- Proszę pana, sytuacja jest dynamiczna. Nie wiedziałem np. że PiS wpadnie na pomysł, aby literę W, ten symbol...

... ale to powinien być dodatkowy argument...

- ... ten symbol, który przecież dla warszawiaków i nie tylko jest bardzo drogi, zostanie wykorzystany w tak haniebny sposób.

Czyli w czerwcu pan chciał jeszcze iść z PiS-em, a dzisiaj już mniej pan chce. Tak to można powiedzieć.

- Nie mogę traktować poważnie propozycji PiS-u, która nawołuje mnie do tego, żebym poszedł do nowego Powstania Warszawskiego.

Pan rozmawiał o referendum z Donaldem Tuskiem? Na którymś z tych słynnych podwieczorków?

- Na podwieczorku nie...

... a bez podwieczorku?


- Kiedyś w Sejmie powiedziałem panu premierowi, że jest taka inicjatywa moich kolegów w Warszawie, że oni sformułowali chyba 13 postulatów, przedłożyli je pani Gronkiewicz-Waltz oferując, że jeżeli pani prezydent ustosunkowałaby się do nich pozytywnie, to oni rozważą wersję...

... czyli wy po prostu podbijacie stawkę tego poparcia dla Gronkiewicz?

- To jest wersja można powiedzieć...

... neutralnego zainteresowania...

- Proszę pana, jeśli można coś załatwić dla mieszkańców Warszawy, zwłaszcza w tych kwestiach społecznych i socjalnych to każdy Rzym jest warty każdej mszy.

Paryż był zdaje się warty, ale Rzym jeszcze bardziej.

- Niech będzie Rzym.

Ale jest tak, że wy chcecie jakiejś trwałej koalicji Platformą w Warszawie?

- Teraz to jest przecież to niemożliwe, bo za rok się odbędą wybory. A co będzie po wyborach, to zobaczymy.

A jednym z warunków tej współpracy czy tej neutralności jest pozostawienie Pomnika Braterstwa Broni, czyli słynnych Czterech Śpiących?

- Nie, to jest za mała sprawa, żeby interesować tym warszawiaków. Zdecydowana większość - jak pamiętam - tych trzynastu postulatów to są kwestie społeczne, socjalne. Na przykład takie, żeby powrócić do zniżek pięćdziesięcioprocentowych na przejazdy środkami lokomocji dla emerytów.

A czy zmysł polityczny nie podpowiada panu, żeby raczej coraz dalej się trzymać Tuska, a nie coraz bliżej?

- My się trzymamy cały czas tak samo. Lubimy dystans.

No nie, ale tak, jak pan mówił, że zagłosuje przeciwko Gronkiewicz, a dzisiaj już nie wie. Wygląda to cały, czas jak mówi wielu, że "Miller jest supporterem Tuska".

- Nie proszę pana. Staram się być człowiekiem rozumnym i reagować na sytuacje. Inna sytuacja w Warszawie przed referendum była wtedy, kiedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że mamy iść do powstania przeciwko pani Gronkiewicz-Waltz. A inna jest wtedy, kiedy słyszymy, że to jest powtórka powstania warszawskiego.

Przekonał pan wczoraj związkowców, żeby złotego Tuska po kraju nie wozili?

- Nie, nie mówiliśmy o tym. Natomiast z szefem "Solidarności", OPZZ i Forum Związków mówiliśmy o tym, co zrobić, żeby przerwać impas w negocjacjach społecznych.

Ale oni chcą w ogóle przerwania impasu, czy podoba im się tak, jak jest? Że oni sobie, rząd sobie?

- Nie, oni szukają rozwiązania. Ja zaproponowałem kilka propozycji. Właśnie utworzyliśmy sejmowe koło związków zawodowych, sejmowy zespół.

Żeby tam sobie pogadali z rządem?

- Nie, chcielibyśmy, żeby na forum tego zespołu tworzyć jakieś forum dialogu społecznego, bo przyzna pan, że to jest nienormalne, jeżeli związki zawodowe nie rozmawiają z przedstawicielami rządu.

No, ale myślę też, że dziwne jest jak wożą złoty pomnik po kraju.

- No to jest ekspresja już polityczna...

Ale zazdrości pan tego pomnika czy współczuje Tuskowi?

- Ja uważam, że pan premier Tusk nie zasłużył na pomnik. I tak sobie myślę, że w takim razie powinienem się mobilizować, bo może warto być jeszcze raz premierem, żeby zasłużyć sobie na taki pomnik.

Podobno pan marzy o tym? Gdzieś pan ujawnił.

- O pomniku?

Nie. Najpierw o premierowaniu, a potem o pomniku.


- Nie ma pełnokrwistego polityka w Polsce, który nie marzy o tym, żeby być premierem.

Mówi pan: "Po wyborach w Polsce my, SLD, będziemy współrządzić". A już pan wie z kim?


- Z tym, z kim będziemy mogli zawiązać porozumienie programowe. Bo zdobywa się władzę po to, żeby realizować swój program.

A nie jest to zabawne jak najmniejsza z partii, które dostały się do Sejmu, z taką pewnością mówi, że będzie rządzić?


- Najmniejszą partią byliśmy dwa lata temu.

Mówię, z tych, które się dostały do Sejmu. bo Solidarna Polska teraz jak powstała...

- Niech pan zwróci uwagę, co się zmieniło przez te dwa lata. Dwa lata temu mówiono nam, że jesteśmy politycznym trupem. A dzisiaj publicyści pytają się nas: "A z kim będzie rządzić?"

I to się panu podoba.


- Bardzo mi się to podoba.

"Czy to, że ktoś może być niepełnosprawny oznacza, że można go zabić?" - pytają zwolennicy zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Można?

- Nie. Jak ktoś jest żyjącym, niepełnosprawnym dzieckiem, to nie wolno go zabić.

A jak ktoś jest w łonie matki niepełnosprawnym dzieckiem?

- No to tutaj dochodzimy do dyskusji, kiedy tworzy się życie, kiedy można uważać, że to jest dziecko, a kiedy nie. Ja uważam, że te decyzje powinny być podejmowane przez polskie kobiety, przez polskie matki, które na pewno nie robią aborcji dla przyjemności. Nie wolno ich zmuszać do tego, żeby były maszynami rodzącymi dzieci za wszelką cenę.

Ironia losu trochę, że pan broni obecnej ustawy.

- No bo ta niedoskonała ustawa jest lepsza niż to, co ma się stać, to znaczy całkowity zakaz aborcji.

I ostatnie pytanie od pana Szymona: "Czy Platforma jest słabszym przeciwnikiem bez Gowina, Żalka i Godsona?"

- Dla takich spraw światopoglądowych, gdzie mielibyśmy przegłosowywać w sejmie, to tak. Lepiej, że ich nie ma.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje