Nałęcz w RMF FM: Trudno, żeby prezydent się obrażał

"Prezydent normalnie funkcjonuje. Widzę tego samego człowieka, którego znam od kilkudziesięciu lat. Jeśli człowiek połowę życia walczył o demokrację to trudno, żeby się obrażał na jej wyniki" - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM doradca prezydenta Tomasz Nałęcz

Konrad Piasecki: W ostatnim przed wakacjami Kontrwywiadzie RMF FM, po raz ostatni w roli doradcy prezydenta - Tomasz Nałęcz, dzień dobry.

Reklama

Tomasz Nałęcz: Dzień dobry. Ja też zaczynam wakacje. Długie wakacje.

No chyba że pan zostanie, żeby doradzać prezydentowi Dudzie, ale nie przewiduję raczej...

- Nie, nie. Wybieram wakacje.

Pracuje pan do 6 sierpnia, podobnie jak prezydent Komorowski.

- Tak. Ministrowie i doradcy prezydenta pracują do końca kadencji, a potem z mocy prawa umowa jest rozwiązana.

To już miesiąc - zdołaliście się jakoś otrząsnąć wszyscy?

- Zaskoczeniem była pierwsza tura, bo sondaże prognozowały zupełnie inny wynik, ale od tego momentu działamy już zupełnie normalnie.

Ale to był miesiąc, który w Pałacu spędziliście na ocieraniu sobie nawzajem łez?

- Nie, ekipa się sprawdza w sytuacji kryzysowej...

Bo jak widzę prezydenta, to mam wrażenie, że on przybity mocno i rozbity.

- A skądże znowu. Normalnie funkcjonuje, intensywnie, chodzi o to, żeby żadna teczka sprawy niezałatwionej, profesury, nominacji sędziowskiej, nie została na biurku.

Może wykańczać niektóre sprawy, ale psychicznie może się z trudem zbierać po porażce i przegranej.

- Bronisław Komorowski jest człowiekiem bardzo ciężkich doświadczeń i to z autentycznie trudnych czasów. Werdykt demokracji. Jeśli człowiek połowę życia walczył o demokrację, to trudno, żeby się obrażał na jej wyniki.

A pała żądzą rewanżu?

- Nie, absolutnie nie.

Nie ma w nim takiego poczucia, że czas się odegrać, pokazać, że przegrana bitwa nie oznacza przegranej wojny?

- Raczej jest pewien niepokój, co będzie, jak program jego konkurenta będzie realizowany, bo jednak te obietnice - jak widać, podtrzymywane w kampanii parlamentarnej, blisko 300 miliardów złotych, czyli cały budżet państwa... tym się należy niepokoić. Ale to, równie jak Bronisława Komorowskiego, jest pański czy mój niepokój.

Czyli nie śpi w nocy, bo myśli, co z tą Polską.

- Nie, panie redaktorze, pan też jest patriotą i co - śpi pan?

Śpię.

- No to dlaczego Bronisław Komorowski ma nie spać?

Ma już gotowy pomysł, czy gotową wizję post-prezydentury?

- Na razie jest to solidne postanowienie - tak jak 5 lat solidnie urzędował - tak ten koniec kadencji też będzie wyglądał. Nie ma żadnego pakowania pudełek. Jest normalne załatwianie spraw.

Ale potem nieubłaganie przyjdzie 6 sierpnia i pytanie co dalej?

- A potem prezydent na pewno odpocznie, bo przez 5 lat praktycznie nie był na urlopie, bo konstytucja to wyklucza. A na jesieni przyjdzie czas podejmowania nowych decyzji. Tak jak dla setek tysięcy polskich uczniów, czy nawet milionów polskich uczniów, którzy dzisiaj opuszczają szkołę. Na pewno się nie martwią tym, co będzie we wrześniu.

Pytając bardzo konkretnie - czy Bronisław Komorowski bierze pod uwagę start w wyborach parlamentarnych?

- Nie sądzę, żeby to był jego jakiś wymarzony cel, ale na pewno trudno to w tej chwili wykluczyć.

W roli na przykład "jedynki" z Warszawy? Czy do senatu?

- Trudno coś tu prognozować. Myślę, że na pewno jest takie dążenie w Platformie, żeby wykorzystać ten ogromny potencjał, popularność Bronisława Komorowskiego w jesiennej kampanii. I myślę, jeśli to nie będzie jakiś rabunkowy pomysł to pewnie Bronisław Komorowski jest zbyt lojalnym człowiekiem i przyzwoitym, żeby powiedzieć nie, moja chata z kraja - radźcie sobie sami.

A start w wyborach parlamentarnych jest rabunkowym pomysłem, czy nie rabunkowym?

- Naprawdę nie wiem.

Tak na pańskie wyczucie. Rozmawia pan, zna pan Bronisława Komorowskiego od ilu lat, powiedział pan?

- Od czterdziestu kilku.

No to jak rozmawiacie sobie szczerze i pan pyta: Bronek, co z tobą dalej? Coś musi panu odpowiadać.

- Nie, ja tu raczej mam dużą wyobraźnię w tych kwestiach, bo to nie jest prawdą, że jest jakiś utarty sposób postępowania byłych prezydentów, bo praktycznie to się jeszcze nie utarło, więc tu każdy wybór jest możliwy. Aczkolwiek uważam, że Bronisław Komorowski jest człowiekiem na tyle odpowiedzialnym, że to będzie taki prezydencki wybór i że będzie on planował swoje działania, nie w perspektywie tygodni - miesięcy, tylko w perspektywie lat.

A czy myśli o tym, żeby wystartować ponownie za 5 lat w walce o prezydenturę gdzieś się tam po Pałacu kołacze?

- Panie redaktorze, planowanie w polityce w Polsce za 5 lat, w perspektywie 5 lat... Bronisław Komorowski jest zbyt sprawnym politykiem, żeby był tak naiwny i tak idealistyczny. Teoretycznie powiem, jest to możliwe, bo polska konstytucja pozwala polskiemu prezydentowi 2 razy sprawować urząd. Bronisław Komorowskie do tej pory sprawował go tylko raz.

Zdiagnozowaliście jakoś w Pałacu przyczyny tej porażki? Odpowiedzieliście sobie na pytanie, co poszło nie tak?

- Nie ma jakiegoś zespołu analityków, który to diagnozuje.

A zespół historyków i współpracowników?

- Jednoosobowy zespół o nazwie Tomasz Nałęcz uważa, że zostaliśmy dotknięci falą wielkiego procesu społecznego, którego w Polsce nikt nie zdiagnozował i nikt nie przewidział, moim zdaniem.

Trochę pan po marksistowsku teraz zabrzmiał.

- Nie, dlaczego?

Wielkie procesy społeczne.

- Gdzie tam po marksistowsku... to znaczy chęć zmiany i dążenie do zmiany jest odwiecznym marzeniem i pragnieniem człowieka.

Ale dlaczego dotknęło to akurat Bronisława Komorowskiego, a nie PO i Ewy Kopacz?

- Bo był pierwszy - jak idzie tsunami, to nie wybiera sobie celów po drodze.

Zmiata wszystkich, a w tym przypadku zmiotło Komorowskiego. Prezydent widzi też swoje zaniedbania, słabości, winy?

- To jest naprawdę bardzo rozważny polityk i przede wszystkim, jak analizuje porażkę, to analizuje też i swoje zachowanie, aczkolwiek moim zdaniem tutaj akurat dotknął Bronisława Komorowskiego potop, którego on nie wyzwolił.

Nie uważa pan dzisiaj z perspektywy, że trzeba było mocniej i intensywniej naciskać na przykład w trakcie afery taśmowej czy afery podsłuchowej na rząd, czy na rządzących, żeby nie pozwalali sobie na powrót tych samych ludzi w nowym stylu czy w nowej roli.

- Panie redaktorze, pan jest zawodowcem, historykiem. Pan wie, że dzisiaj dziecko wygrywa bitwę pod Waterloo, a geniusz w postaci Napoleona ją przegrał, więc jak się znam, wydarzenia, które się dokonały - przewidzieć, poprowadzić korekty każdy poprawi.

Rozumiem, tutaj korekty by pan wprowadzał, tak z perspektywy roku?

- To jest oczywiste, skoro ludzie chcieli zmiany. Moim zdaniem prezydent miał w ręku mnóstwo atutów, żeby stać się człowiekiem zmiany, ale z lojalności do urzędu, z lojalności wobec konstytucji, takim sztandarem zmiany się nie uczynił i w trakcie kadencji, i w kampanii.

Kiedy wyprowadzka? 6 sierpnia o świcie?

- Myślę, że troszeczkę wcześniej. Na pewno nie będzie tak, że się wszyscy spakują rankiem 6 i następca zastanie puste pomieszczenia tak, jak to było przy zmianie w 1995 roku. Tak, jak o tym świadczy to spotkanie państwa Komorowskich i Dudów w Belwederze sprzed paru dni.

No właśnie, a jak to spotkanie? Bo to musiało być psychologicznie trudne dla wszystkich chyba, dla całej czwórki.

- Miłe, kurtuazyjne - mówiąc do historyka językiem Polski zaborowej. Bardziej w stylu krakowskim niż warszawskim, bo tu my w Warszawie, w zaborze rosyjskim to, żeśmy się zagonami gonili po ulicach, a tam w Krakowie przestrzegało się manier i zasad.

Czyli kulturalnie, grzecznie, ale bez nadmiernych emocji i ich okazywania, jeśli dobrze rozumiem pańską definicję "krakowskości".

- Bardzo to pan precyzyjnie ujął. Chociaż emocje też były. Każdy był ze swoją żoną, to miał gdzie lokować uczucia.

Ale będą takie kolejne spotkania, czy to jedno wystarczyło, by przekazać tajniki Pałacu Prezydenckiego?

- To w atmosferze galicyjsko-krakowskiej, więc przy żonach, tam się o polityce nie mówi, zwłaszcza, że żony, myślę, umiarkowanie polityką zainteresowane, więc na pewno będą jeszcze spotkania, gdzie będzie się mówiło tylko o tajnikach państwa. Są pewne rzeczy, które prezydent prezydentowi może tylko w cztery oczy powiedzieć. 

Tą walizkę z kodami atomowymi trzeba przekazać w końcu.

- Całe szczęście takiej walizki nie mamy, natomiast jest pewna sekretna wiedza prezydenta i myślę, że to pan Duda skorzysta z okazji, żeby tą wiedzę od prezydenta uzyskać.

To na koniec jeszcze pytanie o ustawę o in vitro. Czy prezydent będzie chciał ją podpisać, w takim sensie, bo to zdaje się będzie taki termin, że prezydent może oddać to następcy, albo sam jeszcze podjąć decyzję.

- Bronisław Komorowski nie jest osobą, która rzucałaby gorący kartofel komuś innemu do ręki. Będzie tak, jak z każdą inną ustawą. Jeśli spocznie na biurku prezydenta, zostaną procedury konstytucyjne (wszczęte-red.), poprawność ustawy (sprawdzona- red.), wszystko będzie w porządku, zostanie ona podpisana. Jeśli nie, oczywiście będzie inna ścieżka powstępowania.

A pan kończy przygodę z polityką?

- Taki mam zamiar, żeby właśnie rozpocząć długie wakacje.

Ale takie już ogólno-życiowo-polityczne? Czy gdzieś tam pana jeszcze kusi powrót?

- No nie jestem aż tak zarozumiały, żeby wierzyć, że każdy jest kowalem swego losu. Jeszcze są jakieś czynniki, na które nie mamy wpływu. Jak na przykład przekonaliśmy się w kampanii prezydenckiej.

Tomasz Nałęcz, dziękuję. Do zobaczenia i do usłyszenia w Kontrwywiadzie RMF po wakacjach.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy