"Naszej Europie grozi rozpad"

Ministrowie finansów i przywódcy państw UE chcieli zapobiec, żeby Grecja zademonstrowała, jak wycofać się z warunków dyktowanych przez wpływowych partnerów - powiedział Günter Verheugen w rozmowie z rozgłośnią DLF.

Czy ustąpienie greckiego ministra finansów Janisa Warufakisa jest, w Pana przekonaniu, obiecującym sygnałem?

Reklama

Günter Verheugen: Tak, to odniesie dobry skutek, ponieważ ułatwi to, co w chwili obecnej jest konieczne, czyli skupienie i zrozumienie, że musimy zacząć wszystko od początku, że musimy zostawić za nami przeszłość, tę całą zatrutą atmosferę, to wzajemne obwinianie siebie nawzajem, to czepianie się szczegółów. Dlatego rzeczywiście dobrze jest, jeśli ma się do czynienia z nową osobą.

Dlaczego właściwie wszystkim stronom przychodzi tak niesamowicie trudno to odcięcie grubą kreską konfrontacji, do których dochodziło miesiącami i tygodniami i rozpoczęcie na nowo konstruktywnego myślenia? Po obu stronach da się zaobserwować bardzo dużo urazów i zgorzknienia.

- To prawda. Tego nie da się też wytłumaczyć konfliktem w kwestiach merytorycznych. Ani Angela Merkel ani Wolfgang Schäuble nie potrafią wyjaśnić, dlaczego uzależniają losy naszego kontynentu od tego, jak bardzo zostaną obcięte emerytury Greków. Przecież to absurd! To trzeba robić inaczej. Sądzę, że chodzi o to, żeby zapobiec, by takie kraje jak Grecja i inne zademonstrowały, że można nie akceptować tego, czego wymagają wpływowi biurokraci czy w pewnych okolicznościach wpływowi politycy w Brukseli, w Berlinie czy gdziekolwiek. Myślę, że Berlin straszliwie boi się tego, że inni mogliby wpaść na ten sam pomysł (...). I sądzę, że to właśnie jest przyczyną tego tak przejmującego i głębokiego konfliktu. Ale tymczasem chodzi o coś więcej. O to żebyśmy zdali sobie sprawę z tego, że Europie grozi rozpad. I wcale nie przesadzam! Niebezpieczeństwo rozpadu jest i oczywiście nie można do tego dopuścić.

"Sprawdzian dojrzałości europejskiej“

Jednak to jest kontrargument, gdyż tymczasem ekonomiści twierdzą, że będzie można podołać wyjściu Grecji ze strefy euro. Polityczne konsekwencje tego, ogólnie skutki dla strefy euro oraz znaczenie tego dla reszty świata, to już inna kwestia. Gdzie dostrzega Pan największe zagrożenia?

- Znam ekonomistów, którzy w to wierzą. Ale znam też innych, którzy twierdzą coś innego. Ale to nie jest ani pomocne, ani jasne. Zastanawiam się tylko nad tym, dlaczego ci wszyscy, którzy od pewnego czasu prognozują już wyjście Grecji ze strefy euro, uważają, że wtedy będzie lepiej.

Dlaczego miałoby to być w jakikolwiek sposób korzystniejsze? Przecież zadłużenie pozostanie. Nowa waluta dramatycznie straci na wartości. Grecy nie produkują niczego, czym mogliby na światowym rynku dzięki niskim cenom i wynagrodzeniom poprawić swoją konkurencyjność. To jest przecież całkowity nonsens. Ale, gdy świat wokół nas zauważy, że gwarancji spójności Europy już nie ma, polityczne skutki tego będą bardzo, bardzo duże.

- Dlatego oczekuję w tym tygodniu od naszych przywódców państw i rządów, aby wysłali światu jasny sygnał: trzymamy się razem i nie wypadamy za burtę! To będzie prawdziwy sprawdzian. To będzie sprawdzian zdolności europejskiej także niemieckich partii. Teraz będą miały okazję pokazać, ile rzeczywiście warte są ich europejskie przekonania i czy nie jest to tak, że w zderzeniu z rzeczywistością dominują raczej interesy narodowe i partyjne.

"Niemieccy politycy trochę się zagalopowali"

Pierwsze reakcje wskazują inny kierunek. Ich wydźwięk jest raczej taki, że osiągnęliśmy granice naszych możliwości i nie będziemy wychodzić Grecji jeszcze bardziej naprzeciw, ponieważ byłby to katastrofalny sygnał dla innych państw, które wymagają reform, a także fatalny sygnał dla strefy euro. Skąd czerpie Pan przekonanie, że to może się jeszcze zmienić?

- To jest dokładnie to, czemu chce się zapobiec, czyli temu, żeby ten grecki model został przejęty przez inne państwa. Jeśli będziemy dalej robić to, co robimy, pogłębią się różnice między północą i południem, nasilać się będzie lewicowy i prawicowy populizm i będzie coraz trudniej znaleźć wspólne rozwiązania. Jeśli nie uda nam się załatwić greckiego problemu to jak mamy radzić sobie z globalnymi problemami?

- Odnoszę wrażenie, że niemieccy politycy trochę się zagalopowali w tej kwestii i wiem, że trudno jest przyznać się do pomyłki w ocenie tego, w jakim czasie Grecja może spełnić warunki. I szczególnie trudno jest stanąć przed wyborcami i przyznać, że część naszych pieniędzy z pożyczek nigdy nie wróci do nas. Brakuje mi u polityków takiej odwagi.

"Potrzebujemy długotrwałej restrukturyzacji“

Jak wyobraża Pan sobie zasadę niesienia pomocy finansowej na określonych warunkach?

- Jeśli ktoś z zawałem serca trafia na pogotowie, wtedy lekarze nie mówią mu: rzuć palenie, przestań pić, nie jedz tłusto, więcej się ruszaj, teraz porozmawiamy o tym, co i jak można zmienić. Najpierw pospieszymy mu z pomocą, prawda? Sądzę, że podobnie jest w przypadku państwa, które stoi nad przepaścią. Niemniej jest jasne, że należy coś zmienić, ale tych zmian - i to był podstawowy błąd trojki i jak sądzę także polityki Berlina - nie można osiągnąć w krótkim okresie. Uważaliśmy, że uda się to w 2010 roku, a w 2012 wszystko już będzie w porządku. Mówimy przecież o procesach, które prawdopodobnie będą trwały latami, a to znaczy, że potrzebujemy restrukturyzacji greckiego długu w perspektywie długoterminowej i do tego pomysłu na grecką gospodarkę i grecką administrację oraz modernizację we wszystkich obszarach, aby sprostać wyzwaniom XXI wieku.

Rozmawiał Jasper Berenberg

opr. Barbara Cöllen

Dowiedz się więcej na temat: Grecja | UE | günter verheugen

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje