Nitras: Kopacz stała murem za Arłukowiczem

- Wiele rozmów premier Kopacz i ministra Arłukowicza widziałem w ostatnich tygodniach. Minister nie mógłby tak twardo negocjować, gdyby nie miał wsparcia Ewy Kopacz - mówi o porozumieniu Ministerstwa Zdrowia z lekarzami, doradca premier Ewy Kopacz, Sławomir Nitras w Kontrwywiadzie RMF FM.

- Negocjacje prowadził Arłukowicz, ale było to w nieustającym kontakcie z panią premier. Miał bardzo ograniczone pole manewru - komentuje. 

Reklama

Konrad Piasecki: Pan wie, jak wygląda porozumienie Arłukowicza z Porozumieniem Zielonogórskim?

Sławomir Nitras: - Dobrze, bo gabinety będą otwarte od dzisiaj.

Ale rozmawialiście, mieliście jakiś kontakt ze sobą?

- Tak, tak, oczywiście. Mieliśmy kontakt prawie całą noc i dzisiaj rano.

To było tak, że kancelaria premiera na bieżąco monitorowała i podpowiadała Arłukowiczowi: Bartek, tu się możesz posunąć, a tutaj nie ma mowy?

- Negocjacje prowadził pan minister, natomiast było to w nieustającym kontakcie i z panią premier i kancelarią.

Dosypał trochę pieniędzy lekarzom?

- Poznamy szczegóły za chwilę.

Dlatego pytam, czy pan wie coś więcej.

- To nie jest tak, że my rozmawialiśmy z lekarzami na poziomie pewnych buforów finansowych, które mieliśmy, czy mamy w budżecie NFZ, i które możemy w kolejnych etapach negocjacji dostać. Lekarze też zresztą to wiedzą.

Pula pieniędzy była ograniczona?

- Była oczywista.

Ale lekarze domagali się więcej. Więc teraz jest pytanie, czy skoro jest porozumienie, to Arłukowicz dosypał skądinąd tych pieniędzy.

- Ja nie znam jeszcze szczegółów, czekamy na to, co ogłoszą strony - w tej chwili z tego co wiem, spisują ostatnie ustalenia - to są poważne rozmowy, tu trzeba być bardzo precyzyjnym.

No i za chwilę się okaże, że spiszą te porozumienia i na papierze będzie zupełnie coś innego niż wyobrażały sobie obie strony.

- Jeżeli tak by było, dziennikarze na pewno to dostrzegą jako pierwsi. Natomiast wydaje mi się, że dobrze, że doszło do porozumienia. Ja nie chcę mówić: poszedł na ustępstwa finansowe pan minister Arłukowicz, ale pole manewru miał naprawdę niezmiernie ograniczone, bo te negocjacje nie wyglądały tak, że my trzymaliśmy jakieś pieniądze, zaskórniaki po to, żeby w drugim etapie dać, tylko co było możliwe, co się mieściło w budżecie NFZ, to od razu zaproponowaliśmy lekarzom.

Ale jakieś scenariusze awaryjne były. I również scenariusze awaryjne z uruchomieniem pieniędzy.

- Przypomnę panu, że to już był "plan B", jak nazwał go pan minister.

A "plan C" był taki, żeby zdymisjonować Arłukowicza?

- Takie "ewentualnościowe" plany, żeby posłużyć się militarną nomenklaturą, mają to do siebie, że się je ujawnia wtedy, kiedy trzeba je ujawnić.

Czyli rozumiem były, ale pan tego głośno nie powie, że był taki plan.

- Plan jaki?

Taki, żeby odwołać Arłukowicza, że to jego głowa będzie sposobem na załatwienie problemu.

- Gdyby pani premier Kopacz słuchała podpowiedzi dziennikarzy, nawet nie wszystkich, nie większości, ale wszystkich de facto, wielu środowisk, to pan minister Arłukowicz pewnie zdymisjonowany byłby już dawno. Pozostawienie pana ministra Arłukowicza i to dzisiejsze porozumienie jest dowodem na to, że trzeba w pewnych chwilach wytrzymać ciśnienie. Nawet jeżeli to osobiście panią premier kosztuje, bo w wielu momentach kosztowało, bo zarzucono jej różne rzeczy.

Ale czy w tym konflikcie Ewa Kopacz stała murem za Arłukowiczem?

- Tak, oczywiście.

To dlaczego nie powiedziała tego publicznie i głośno?

- Powiedziała to publicznie i wielokrotnie.

Nie. Niech pan mi przytoczy jedną wypowiedź Ewy Kopacz, która mówi: Bartoszu Arłukowiczu, jestem za tobą, twardo negocjuj z lekarzami, poprę każdą twoją decyzję.

- Zbyt wiele rozmów pani premier i pana ministra Arłukowicza w ostatnich kilku tygodniach osobistych widziałem, by mieć inne zdanie.

Pan widzi rozmowy zakulisowe, a ja mówię o tym, co się dzieje publicznie i na zewnątrz.

- Proszę to potraktować jako element strategii. Pan minister Arłukowicz nie mógłby tak twardo negocjować, gdyby nie miał wsparcia. Tu nie chodzi w tej sytuacji o wizerunek ministra Arłukowicza czy wizerunek pani premier. Tu chodziło o to, żeby gabinety były otwarte. Ci, którzy wczoraj kazali odwoływać lub dawali super-rady, dzisiaj rzucaliby się, że gabinety nie są otwarte.

Ja niczego w tej sprawie nie podpowiadałem. Jeśli coś podpowiadałem, to raczej dziwiłem się, że Ewa Kopacz nie demonstruje tego, że jest z ministrem Arłukowiczem. Co wyglądało tak, jakby on stał na krawędzi, a ona tylko czekała, żeby go pchnąć palcem i zrzucić w przepaść.

- Bardzo łatwo ocenia się takie rzeczy po fakcie. Idąc spać wczoraj, naprawdę późną nocą, martwiliśmy się, czy dojdzie do porozumienia, czy uda się otworzyć gabinety. Trzeba się cieszyć z tego, że ten niewątpliwie poważny kryzys, a jednocześnie udało się uratować reformę.

A co się w ogóle działo z Ewą Kopacz przez ostatnie dni, panie doradcą.

- Ale co się pana zdaniem miało dziać.

Dlaczego nie było jej widać publicznie? Lekarze już nawet na policję zgłaszali jej zniknięcie.

- Jeżeli na tym poziomie rozmawiamy...

To był oczywiście żart.

- Ale pana to śmieszyło, bo mnie nie?

Umiarkowanie. Natomiast zastanawiałem się, gdzie jest premier.

- Ostatnie dni pani premier spędziła przede wszystkim na pracy nad rozwiązaniami dotyczącymi służby zdrowia i górnictwa. Dzisiaj będziemy mieli efekt.

Ale była w Warszawie?

- Oczywiście, była w kancelarii premiera. Pracowała wczoraj od 8:00 rano do godziny 1:30 w nocy.

A pana nie niepokoi, że wiele autorytetów medycznych, na przykład prof. Skalski, który zasłynął ostatnio uratowaniem dziecka z hipotermii, mówił w "Tygodniku Powszechnym" o pakiecie onkologicznym: To jakieś kuriozum, idiotyzm. To wszystko jest złe, on poszedł w zaparte. O działaniach Arłukowicza i jego pomyśle: katastrofalnie złe, błąd za błędem.

- Naszym celem jest zbudowanie europejskiego standardu, doszlusowanie Polski do europejskiego standardu, jeśli chodzi o diagnostykę chorych na raka i zwiększenia możliwości uratowania im życia. 

Brawo. Brawo.

- Myślę, że każdy autorytet medyczny powie, że im szybsza diagnoza, im szybciej wiemy, że ktoś jest chory, tym zwiększamy prawdopodobieństwo jego wyleczenia. To jest naszym priorytetem. I mamy świadomość, że w środowisku medycznym może budzić to sprzeciw, bo wszelkie zmiany budzą jakiś opór. Na razie udaje nam się to realizować. To nie jest proste. Gdybyśmy tego nie robili, mógłby pan formułować zarzuty, że w tym obszarze służby zdrowia nic się nie zmienia. Ja zadam panu pytanie inne. Czy jest ok, jako polityk ale jako ubezpieczony, że budżet służby zdrowia w ciągu ostatnich 5-6 lat zwiększył się dwukrotnie - czy pan jako pacjent to odczuł? Bo ja nawet jeśli odczułem, to nie na poziomie takim, który byłby dla mnie satysfakcjonujący.

Ale to jest pretensja do rządzących.

- Próbujemy to robić. 

Próbujemy po 7 latach?

- To jest problem nie tylko rządzących.

To może jest problem zaniedbań rządzących? Byłego ministra zdrowia, obecnego ministra zdrowia, byłego premiera, obecnego premiera?

- Nie proszę pana. To jest nie tylko problem rządzących, żeby pacjenci poczuli rano poprawę, ale to jest również problem tych autorytetów medycznych, z całym szacunkiem dla nich, których nazwisk pan używa. To jest problem całego środowiska, że pacjenci muszą mieć poczucie, że są leczeni lepiej, że te pieniądze nie poszły nie wiadomo na co, tylko że jest poprawa warunków leczenia. To jest to, czego chcemy.

Kończąc temat służby zdrowia, czy...

- Nie skończymy tematu służby zdrowia.

Nie, nie skończymy. O nim będziemy dzisiaj dużo mówić na antenie RMF FM.

- Tak naprawdę efekty działania pakietu kolejkowego i onkologicznego powinniśmy poczuć w ciągu kilku miesięcy i wtedy będzie ocena, czy to wszystko miało sens, czy to wszystko nie udało się.

100 dni rządu: sesja fotograficzna, opowieści o wnuku, premier opowiada, jak rzuca się na wykładzinę i ćwiczy w chwilach stresu. Czy pan uważa, że to jest dobry sposób na kreowanie wizerunku szefowej rządu?

- A pan uważa, że to są rzeczy, które były w tych 100 dniach najważniejsze?

Nie, właśnie. Dziwię się, że przez te 100 dni pani premier nie wykreowała innego komunikatu, tylko właśnie taki.

Mógłbym się spodziewać po niektórych redakcjach, że takie informacje...

Ale widział pan jakieś entuzjastyczny komentarz na temat tych 100 dni?


Widziałem realistyczne. Rozumiem, że występuje pan jako adwokat diabła.

Ja występuję jako dziennikarz, jako Konrad Piasecki.

- Chodzi o pakiet energetyczno-klimatyczny, cały proces przejęcia władzy w państwie, co nie jest procesem prostym, łatwym, rozłożonym na role, stworzenie rządu.

Ale może słyszał pan, po co premier rządzi, jakie ma plany na przyszłość, jakie ma plany na lata?

- Oczywiście. Reforma górnictwa.

Do tej pory o reformie górnictwa niewiele było, może dzisiaj się to zmieni?

- Proszę pana, czy pan myśli, że ten dokument, który dzisiaj Rada Ministrów przyjmie, to się stworzył wczoraj na kolanie? Praca nad tym dokumentem trwała ostatnie 2 miesiące.

Ale panie ministrze - powie pan, że to był dobry pomysł z tą sesją w Vivie?

- Ale przepraszam, pan chce rozmawiać o 100 dniach, czy o sesji w "Vivie"?

Niech pan powie, czy to był dobry pomysł?

- Nie, nie był dobry.

Dziękuję, to tu się zgadzamy.

- Czy to jest pierwszy polityk, który zrobił sesję w "Vivie"?

Nie, tylko że to jest pierwszy polityk, który po 100 dniach rządzenia ma taki komunikat dla swoich wyborców i dla świata.

- Nie, pan dobrze wie, że to jest nieprawda. Jeżeli pan pozwala kreować taki wizerunek, to jest to nie do końca moim zdaniem uczciwe.

Ale to pani premier pozwoliła wykreować taki wizerunek. Przez ostatnie tygodnie to jest jedyny mocny komunikat, jaki wyszedł z kancelarii premiera.

- Czy ja mogę panu przypomnieć chronologię?

To niech pan powie, co przez ostatnie 3 tygodnie ważnego powiedziała pani premier?

- Przez ostatnie 3 tygodnie?

Tak.

- No wie pan, ale mówimy o słowach, czy mówimy o działaniach?

O słowach, o działaniach, o tym, co wyszło na światło dzienne.

- Przez ostatnie 3 tygodnie my walczyliśmy o to, żeby pakiet kolejkowy i pakiet onkologiczny się udał. My przez ostatnie 3 tygodnie walczyliśmy o to, żeby pan dzisiaj nie miał protestów górników pod kancelarią i pod Sejmem, mając świadomość bardzo trudnej sytuacji.

To może wy się słabo ze światem kontaktujecie? To może wy siedzicie zamknięci w swoich gabinetach i tego nie widać?

- Ale proszę pana, jak widać na razie Polska jest krajem stabilnym, Polska jest krajem, w którym protesty społeczne nie dominują i Polska jest krajem, który idzie w dobrą stronę.

I to rozumiem się od dzisiaj zmieni, jak pani premier ogłosi, co zrobi z górnictwem?

- Powiem panu zupełnie szczerze - naprawdę nie jest łatwo pana zadowolić, ale to wyzwanie, z którym również sobie spróbuję w jakiś sposób poradzić.


Dowiedz się więcej na temat: Ewa Kopacz | Sławomir Nitras

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje