Paweł Kowal w Kontrwywiadzie RMF FM: To zaczyn nowej Ukrainy

- Dziś tylko pół Europy jest w UE. Nie możemy sobie na to pozwolić - mówi Paweł Kowal, szef PJN w Kontrwywiadzie RMF FM. - To, co dzieje się dziś w Kijowie to rewolucja studentów. Ich widok na ulicy robi wielkie wrażenie. Ci ludzie to zaczyn nowej Ukrainy. Oni stoją tam kilka dni w jednej sprawie i szybko do domu nie pójdą. Im trzeba sygnału z Zachodu. Musimy powiedzieć: "wiemy, że jesteście na ulicy!". Każda inwestycja tam, to inwestycja na lata. Dbanie o Ukrainę to też dbanie o polską rację stanu. Jeśli okazuje się, że przyciśnięcie guzika na Kremlu może zmienić orientację geopolityczną naszego sąsiada, to musimy się nad tym poważnie zastanowić - tłumaczy gość RMF FM. Paweł Kowal.

Konrad Piasecki: Tuż po powrocie z Kijowa, poczuł pan tam zapach rewolucji?

Paweł Kowal: - Najbardziej robi wrażenie widok studentów na ulicach. My mówimy "Majdan", bo myślimy, że to jest po prostu taka inna nazwa na plac. Majdan to są ludzie, którzy stoją na ulicy kilka dni w jakiejś sprawie. Europa jak długa i szeroka nie zna tego rodzaju demonstracji.

Reklama

Stoją, stoją, ale są gotowi na taką rewoltę, jak była Pomarańczowa Rewolucja czy oni postoją i dzisiaj wieczorem pójdą do domu?

- W warunkach Ukrainy oni sobie nie mogą pozwolić na żadną rewoltę. Oni muszą stać pokojowo, muszą pilnować, żeby nie zrobić fałszywego ruchu i stoją już prawie tydzień, więc szybko do domu nie pójdą.

Ale siła tego, co oni dzisiaj robią, jest porównywalna z tym, co działo się podczas Pomarańczowej Rewolucji?

- Niektórzy eksperci mówią, że jest większa i przede wszystkim to jest inna grupa. Pomarańczowa Rewolucja jest uważana za taką rewolucję klasy średniej, czyli rewolucję ludzi, którzy chcieli się dorobić w uczciwych warunkach na Ukrainie. Ta rewolucja jest bardziej rewolucją studentów.

Ale może do czegoś doprowadzić?

- Jeżeli Europa ich zauważy, ale jeżeli Zachód będzie milczał i będzie tak, jak obecnie, że jest tam tylko kilka polskich kamer - znaczne zresztą mniej niż podczas pomarańczowej rewolucji - to oni w końcu oczywiście stracą siłę. Dzisiaj trzeba sygnału z Zachodu, trzeba wyraźnego sygnału, który - moim zdaniem - powinien popłynąć już z Wilna: "Wiem, że jesteście na ulicy, wiem, że chcecie być we wspólnej Europie". To jest dzisiaj inwestycja. Każdy dzisiaj wyjazd do tych studentów na tę pokojową manifestację to jest inwestycja na lata dla Polski i Europy.

Ale ten sygnał powinien być aż tak mocny, że powinien pojechać tam na przykład szef polskiej dyplomacji?

- To niekoniecznie na tym etapie jest czas na takie formalne wizyty, bo ministrowi byłoby trudno...

Protokolarnie.

- Pojechać na demonstrację. Natomiast, jeśli miałby możliwość w jakikolwiek inny sposób wspierać tych ludzi, to nie ma powodu: to jest pokojowa demonstracja. Nie ma się, czego bać. Ci ludzie, którzy dzisiaj na ulicach Ukrainy stoją, to jest zaczyn nowej Ukrainy: bez tej sowieckiej pamięci, bez pamięci totalitarnej. Oni pójdą do Europy i to doświadczenie bycia na Majdanie, dla tego pokolenia, które teraz weszło już 9 lat od tamtego Majdanu, znowu zbuduje kolejne pokolenie Ukraińców, z którymi będziemy mogli rozmawiać.

Unia popełniła w tej rozgrywce, w tej bitwie o Ukrainę, błąd?

- Można analizować szczegółowe ruchy Unii, które pewnie były błędem.

Ale było tak, że za słabo się starała, za mało płaciła, czy Rosję dało się przebić w tej rozgrywce?

- Nie, właśnie do tego chciałem zmierzać, że koniec końców i tak decydował nacisk Kremla. Ostatni taki moment to był sierpień. Ja wtedy proponowałem, żeby natychmiast podpisać umowę stowarzyszeniową nie czekać na szampana do Wilna, ponieważ każdy miesiąc był zaproszeniem dla Kremla do podjęcia tej gry. Europa w tej grze nie miała zdolności do uderzenia pięścią w stół. Mówi się o takim politycznym uderzeniu.

Rosja w tej grze Europę przebiła, czy na tyle mocno zaszantażowała Unię, że była nie do przebicia w tej rywalizacji.

- Nie możemy oczekiwać od Unii Europejskiej - tu rację miał wczoraj Radek Sikorski - że się będziemy licytowali, albo, że będziemy zmieniali się w Rosję. Unia jest czymś innym niż Rosja. i chwała Bogu, że jest czymś innym. Unia może wygrać z Rosją aktywnością, zwróceniem się do społeczeństwa, stworzeniem nowych, wielkich programów edukacyjnych, żeby tym studentom na to odpowiedzieć. To powinien być program Unii. Jeżeli pytamy o błędy Unii to możemy mówić, że mogła być większa aktywność. Brakło w ostatnim momencie pewnych impulsów. Ale powiedzmy sobie szczerze, ostatecznie tutaj decydował nacisk Kremla.

Ukraina wejdzie kiedyś do Unii?

- Ja nie mam wątpliwości, że tak.

A to nie będzie tak jak z Turcją, że tajemnicą poliszynela jest to, że właściwie Turcja nigdy do Unii nie wejdzie, ale cały czas o tym mówimy.

- Różnica jest zasadnicza. My na to nie możemy pozwolić, dlatego, że dzisiaj Europa jest przepołowiona. Tylko pół Europy, spójrzmy na mapę, może troszkę więcej niż pół, jest w Unii. Ukraina jest krajem europejskim, Ukraińcy czują się Europejczykami, w większości popierają europejską integrację, głosują na partie europejskie. Nie ma więc żadnego powodu, żeby im mówić nie. I my nie możemy robić z Ukrainy jakiejś strefy buforowej. Dzisiaj politycy w Wilnie powinni powiedzieć: chcemy znieść wizy i to jest konkretna obietnica pod warunkiem pewnych reform. I to może być szybko jak dla Bałkanów Zachodnich, czy Mołdawii. I po drugie: wasze miejsce jest w Unii.

Konrad Piasecki


Informacja własna

RMF24.pl
Dowiedz się więcej na temat: Paweł Kowal | Ukraina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje