Piechociński w RMF FM: Dymisja sekretarza PKW: Wyjście honorowe, spóźnione i niczego nie rozwiązuje

„Kwestionowanie wyborów tylko dlatego, że zawiódł system, który miał pomóc - jest niepoważne. Gdyby w niedzielę zapadła decyzja, że wracamy do starej metody ręcznego liczenia głosów, to mielibyśmy dawno ogłoszony wynik” – mówi wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński w Kontrwywiadzie RMF FM. Dymisja Kazimierza Czaplickiego? „Honorowe wyjście, ale spóźnione. Niczego nie rozwiązuje” – ocenia. Pytany o pomysł PiS i SLD, czyli ponowne głosowanie odpowiada: „Kaczyński i Miller powinni zabiegać o polską demokrację w trakcie kampanii, zawinąć rękawy i iść w teren”. „Kaczyński kwestionuje to, że w drugiej turze znalazł się kandydat PiS-u?” – pyta Piechociński

Mariusz Piekarski: Dymisja szefa Krajowego Biura Wyborczego, sekretarza Czaplickiego, zmieni cokolwiek, uratuje sytuację, pozwoli wyjść z twarzą?

Reklama

Janusz Piechociński: - Honorowe wyjście dla pana Czaplickiego spóźnione, ale nie rozwiązuje niczego, bo doszło do kompromitacji Państwowej Komisji Wyborczej w sposób szczególny.

Czaplicki składa dymisję, została ona przyjęta, ale odchodzi 1 grudnia, czyli jeszcze tę drugą turę przeprowadzi.

- Ekscytowanie się ruchami kadrowymi ex-post nic nie daje, bo nie sztuka, żebyśmy byli mądrzejsi po szkodzie.

Za późno?

- Nie tylko w tych kategoriach. To jest niesmaczne, bo to jest wysiłek tysięcy ludzi w obwodowych komisjach wyborczych, a dzisiaj jest stawianie wątpliwości, czy aby na pewno z urny wyborczej wyszedł ten wynik. To przez ewidentne zaniechania PKW i centrali.

Śladem sekretarza PKW powinna pójść cała komisja?

- Pamiętajmy, w jakim trybie jest wyłaniana i pamiętajmy o tym, że to nie politycy, którzy są wyłaniani - także ci samorządowi - w trybie wyborczym powinni to oceniać. Stąd dobrze, że pan prezydent proponuje to spotkanie z instytucjami, które wskazują kandydatów do PKW.

Ale członkowie komisji mogliby też honorowo zapowiedzieć, że dokończą liczenie, dokończą wybory i odejdą.

- Ja myślę, że w tej chwili najważniejsze jest jedno - żeby dokończyć to ręczne liczenie. Zdarza się, że są awarie systemu, ataki hakerskie, ale centrali w Warszawie nie powinno zabraknąć wyobraźni i gdyby w niedzielę, najdalej w poniedziałek rano, zapadła decyzja o tym, że wracamy do starej metody weryfikacji i sumowania poszczególnych zestawień, które przygotowały obwodowe komisje wyborcze, mielibyśmy już dawno ogłoszone wyniki.

Dzisiaj z twarzą z tej sytuacji już nie da się wyjść i powiedzieć Polakom: nic się nie stało, te wybory są absolutnie przejrzyste, transparentne.

- Nie, ale w starym, sprawdzonym trybie - wszędzie tam, gdzie pojawią się sygnały o incydentach albo ktoś zaskarży - w poszczególnych komisjach obwodowych można rozstrzygnąć, czy wybory są transparentne i przejrzyste. Kwestionowanie wyborów tylko dlatego, że zawiódł system, który miał przyspieszyć przedstawienie wyniku, jest niepoważne.

A nie interesuje pana los polskiej demokracji? Bo pana nie było wczoraj na spotkaniu Kaczyński-Miller.

- Mnie interesuje nie tylko los polskiej demokracji, bo o polską demokrację, i pan Kaczyński i pan Miller, powinni zabiegać w czasie kampanii, zarejestrować może także więcej kandydatów, może nie liczyć na to, że elementami kampanii centralnej w Warszawie, konferencjami, spotami wygra się te wybory, tylko zawinąć rękawy, iść w teren i ciężko popracować.

Ale mówią: unieważnić niedzielne wybory - proponuje prezes Kaczyński.


- A także kwestionuje to, że w drugiej turze znalazł się kandydat PiS-u? Albo, że PiS w powiecie woołmińskim wygrał wybory? Albo to, że ponieważ sondaż jest wyjątkowo niekorzystny dla Twojego ruchu, to...

To dodaje tylko wiarygodności prezesowi Kaczyńskiemu. Mówi: Powtórzmy wybory, które PiS wygrywa.


- Ale nie mówi o powtórzeniu wyborów, bo proszę bardzo, pan Sasin już rozmawia z panią Gronkiewicz o terminie wspólnych debat. No więc mamy zakwestionować to, że Biedroń nieprawidłowo znalazł się w drugiej turze w Słupsku? W związku z tym mniej szaleństwa, a więcej racjonalności.

Mówi pan tak samo jak prezydent: Mniej szaleństwa, to odmęty szaleństwa, ale ludzie widzą to, co się dzieje. Te walające się worki z głosami, to że komisje pytają się, czy mają liczyć na liczydłach.

- Panie redaktorze. Był pan kiedyś w lokalu wyborczym?

W lokalu wyborczym - oczywiście. Głosuję za każdym razem.

- Czy dostrzegł pan w tym, w którym pan był, a ja głosowałem w Nowej Iwicznej, że byli tam przedstawiciele jednego komitetu wyborczego czy jednej komisji... Czy z pana lokalu wyborczego, kiedy mógł pan nad ranem lub późno w nocy wyjść zobaczyć zestawienie z podpisami tych... Może pan zakwestionować, że widział pan jakieś akty, które godzą, nieprawidłowości w Państwowej Komisji Wyborczej?

Ale są ludzie, którzy mówią, że głosowali z żoną na jakiegoś kandydata, a ten kandydat na liście wywieszonej na drzwiach ma jeden głos. Choć głosowała cała rodzina. Albo ma zero głosów. Takie przypadki są.

- Dobrze, i takie przypadki, w określonym trybie prawnym zgłoszone, rozstrzyga stosowny organ prawny. I odnosi się do tego, czy są to istotne czy nieistotne - z punktu widzenia wyniku - głosowania dla danego obwodu wyborczego. 

A może pan nie chce przystać na te nowe wybory, na powtórzenie wyborów - jak mówi Jarosław Kaczyński, dlatego że pan się boi, że ten fantastyczny wynik PSL już się nie powtórzy?

- Zwracam uwagę, że cztery lata temu z exit poll wychodziło, że PSL będzie miał poniżej 10 procent. Miał 16. Wtedy mięliśmy listę numer 10. Wyborcy PSL znaleźli... W tych wyborach zarejestrowaliśmy rekordową liczbę kandydatów, jak Polska długa i szeroka. I po drugie, ciągle przypominam, bo już wychodzą te wyniki pierwsze, Opolszczyzna bodajże jest pierwsza, i są wszyscy zdziwieni wynikiem PSL-u. Otóż jeszcze raz przypomnę- i te exit poll, i te badania i analizy ogólnokrajowe nijak się mają z punktu widzenia podziału mandatów. Mandaty dzieli się w okręgach, proste... Jeżeli w Warszawie PSL, któremu sondaż pokazał, że na Mazowszu ma 20 procent nie bierze ani jednego mandatu i ma 1,5 czy 2 procent, to żeby miał średnią w województwie 20 procent, to ile ma poza Warszawą? Trzydzieści parę. A to oznacza zwycięstwo albo co najmniej drugie miejsce w okręgu.


Pan jest spokojny o te 17 procent? Co najmniej, czy to będzie więcej?


- To będzie dwadzieścia parę procent, a w mandatach będzie podwojenie co najmniej liczby mandatów, które mieliśmy cztery lata temu.

Czyli PSL podwoi swój wynik jeśli chodzi o liczbę radnych w sejmikach w porównaniu z wyborami sprzed czterech lat?

- Jestem przekonany, dlatego że mamy już cząstkowe wyniki, które przesyłaliśmy własnym kanałem, to znaczy każdy z naszych członków albo mężów zaufania wysyłał SMS do sztabu powiatowego czy sztabu wojewódzkiego i okazuje się, że w Polsce gminnej, Polsce powiatowej mamy rekordowy wynik Polskiego Stronnictwa Ludowego, co automatycznie rzutuje także na głosowanie wojewódzkie.

Od niedzieli dzwonił do pana Waldemar Pawlak, z gratulacjami?


- Nie, a mamy powód do tego, żeby dodatkowo Waldemar Pawlak...

No nie dzwonił, może powinien zadzwonić. Powiedzieć: "Janusz, świetny wynik, gratuluję".

- Spotkamy się we wtorek. Waldemar Pawlak był bardzo aktywny w okręgu płocko-ciechanowskim, gdzie nie tylko Adam Struzik dał rekordowy wynik.

Czy przy tym wyniku, gdzie PSL będzie miał więcej radnych i najprawdopodobniej w większości województw wyborów wygra albo będzie miał drugie miejsce, wszędzie będziecie rządzić z Platformą, czy dopuszcza pan rozmowy z PiS-em?

- Zanosi się na to, z tych nieoficjalnych wyników, takich wstępnych kalkulacji, tego liczenia, które na własnych kalkulatorach robiliśmy, znając wyniki grupami powiatów, że poza Podkarpaciem koalicja ma większość, być może w niektórych województwach trzeba będzie jeszcze dobrać jakiś komitet lokalny.

Czyli PiS, mimo że wygrywa w skali całego kraju właściwie poza Podkarpaciem nie będzie rządzić nigdzie?


- No zwracam uwagę, że można wygrać w skali kraju i można rządzić nigdzie, można mieć 30 parę procent i nie mieć wpływu na bieg spraw państwowych i można mieć 10 procent i być w koalicji i mieć duży wpływ na sprawy państwowe.

Tyle, że pana koalicjant z Platformy w wielu miejscach w kraju, także w sejmikach wojewódzkich, dostał żółtą kartę. Czy jednak nie warto zawierać koalicji z tymi, na których ludzie głosowali, na których stawiali?


- No po pierwsze głosowali także na Polskie Stronnictwo Ludowe, które szło z określonym programem, przede wszystkim samorządowym i my nie zaufaliśmy temu, że wybory samorządowe wygra się w Warszawie, to nasze przesłanie: "Samorząd. Tu zaczyna się Polska" nie było prostym hasłem wyborczym. To jest potwierdzenie faktu, który współtworzymy swoją aktywnością, a po drugie wyobraża pan sobie sytuację, że w połowie Polski rządzi w sejmikach koalicja, która walczy politycznie z rządem centralnym w czasie toczącej się kampanii prezydenckiej i parlamentarnej. I z punktu widzenia skuteczności samorządu i z punktu widzenia tego, co dzieje się w parlamencie, byłby to przykład destabilizacji polityki.

Czuje się pan zwycięzcą?


- Nie, czuję się tak dramatycznie zmęczony, od tych trzech dni nie wypowiadam się na temat wyborów, bo miałem w poniedziałek ministra gospodarki Norwegii, we wtorek prezydenta Mołdawii ...

Czyli nie miał pan czasu jeszcze świętować?

- Ale nie świętuję. Wie pan co robiłem w sobotę, kiedy byłem w domu i mogłem świętować? Wypisywałem sobie, jakie błędy Polskie Stronnictwo Ludowe popełniło w tej kampanii.

Dziękuję bardzo, Janusz Piechociński był naszym gościem.

Mariusz Piekarski

CZYTAJ TAKŻE NA RMF24.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy