Reiter: Polska niepotrzebnie płaci za poparcie Ameryki

Myśl o tym, że mogą połączyć siły takie kraje, jak Irak i terroryści typu Bin Ladena, jest koszmarem dla Amerykanów. I powinna być też koszmarem dla Europejczyków - mówi poranny Gość RMF FM Janusz Reiter- szef Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Tomasz Skory: Koniec dyplomacji, wojna jest nieunikniona, chyba nie możemy mieć już wątpliwości, że tak właśnie będzie. Czy Stany Zjednoczone mają tytuł do wszczynania tej wojny? Czy to będzie wojna legalna na gruncie prawa międzynarodowego?

Reklama

Janusz Reiter: Amerykanie mają silne przekonanie, że Irak jest zagrożeniem dla pokoju światowego i uważają, że rezolucja 1441 daje im mandat, aby tam interweniować. Amerykanie mają to przekonanie, natomiast nie bardzo potrafią się z nim podzielić ze swoimi sojusznikami i oczekują od nich w dużej mierze zaufania. Ale to nie jest najlepszy sposób, aby przekonywać opinię publiczną świata.

Tomasz Skory: Rada Bezpieczeństwa tego przekonania o Iraku nie podziela

Janusz Reiter: I to nie jest też zwycięstwo dla Amerykanów, polityczne zwycięstwo, jest to raczej fakt dosyć przykry. To osamotnienie Ameryki jest z pewnością rzeczą, która na początku tworzy nie sprzyjający klimat dla tej akcji wojskowej.

Tomasz Skory: A czy nie jest arogancją ze strony prezydenta Busha oświadczanie, że Rada Bezpieczeństwa nie stanęła na wysokości zadania?

Janusz Reiter: Tak mówi przywódca mocarstwa, który ma przekonanie; takie poczucie, że to, co jest dobre dla niego, jest dobre dla świata. I to się zazwyczaj sprawdzało. Ale tak oczywiście być nie musi.

Tomasz Skory: W przypadku Hitlera i Stalina nie się sprawdziło.

Janusz Reiter: Amerykanie byli zazwyczaj po dobrej stronie w wyborach historycznych. Amerykanie mają też takie poczucie, że reprezentują nie tylko interesy własne, narodowe, ale coś co ma bardziej charakter uniwersalny ogólny, czyli globalny i to jest coś nowego. Taka globalizacja jednego państwa-mocarstwa, to coś nowego.

Tomasz Skory: Można mówić o tyranii, hegemonii... Panie ambasadorze, ale jest jedna zagadka, która może zainteresować nawet średnio rozgarniętego gimnazjalistę: rezolucja 1441 mówi o zniszczeniu irackich zapasów broni masowego rażenia, a powołujący się na nią podczas swego wystąpienia Bush, stawiając ultimatum, że wojny nie będzie, jeśli Saddam Husajn i jego synowie w ciągu 48 godzin nie opuszczą Iraku. Co ma piernik do wiatraka, przepraszam?

Janusz Reiter: Ta druga cześć ma nieco charakter symboliczny, tzn. ma podkreślić, że to chodzi o Husajna, a nie naród iracki, że to przeciwko Saddamowi jest ta wojna, a nie przeciwko narodowi irackiemu. A po drugie chodzi o to, żeby na czas opuścili Irak inspektorzy rozbrojeniowi, którzy tam jeszcze są i żeby ta machina wojenna mogła się rozruszać. Trudno powiedzieć, że te 2 dni są potrzebne ze względów technicznych.

Tomasz Skory: Dlaczego powołując się na rezolucję dotyczącą rozbrojenia, pan prezydent Bush wypycha z Iraku rodzinę Saddama Husajna.

Janusz Reiter: Ja nie jestem rzecznikiem Białego Domu. Natomiast Amerykanie uważają, że rozbrojenie Iraku jest niemożliwe, jeśli w Iraku pozostanie Saddam Husajn. I myślę, że w sensie politycznym maja rację, natomiast w sensie prawnym jest to związek dosyć dowolny.

Tomasz Skory: Prezydent Chirac twierdzi, że ultimatum Busha jest jednostronną, sprzeczną z decyzjami Rady Bezpieczeństwa ONZ i opinią społeczności międzynarodowej; jest stawianiem siły nad sprawiedliwością. A czy to nie oznacza, że USA wykraczają poza obręb prawa.

Janusz Reiter: Europejczycy mają nie najlepsze karty w tej grze, ponieważ nie przedstawili jak problem w Iraku rozwiązać. A problem istnieje. I szczególnie po 11 września nabrał dramatycznego znaczenia, bo myśl o tym, że mogą połączyć siły takie kraje jak Irak i terroryści typu Bin Ladena, jest koszmarem dla Amerykanów. I powinna być też koszmarem dla Europejczyków, ale zdaje się, że Europejczycy mogą z tą myślą spokojnie spać. Ale do czasu, kiedy w Europie dojdzie do czegoś podobnego jak w Nowym Jorku. Taka polityka krytykowania USA - wprawdzie logicznie ma ona dużo argumentów - ale politycznie do niczego nie prowadzi.

Tomasz Skory: Rząd uzyskał wczoraj zgodę na udział polskich wojsk w rozbrajaniu Iraku, Czy warto, żeby Polska pakowała się w to?

Janusz Reiter: Polska politycznie podjęła już decyzję, a to jest tylko konsekwencja tej decyzji. Polska straciła dużo politycznie w Europie, ale zyskała na tym w Ameryce.

Tomasz Skory: Czy pan sądzi, że Polska jest ważnym partnerem dla USA?

Janusz Reiter: Militarnie, wojskowo - nie; politycznie - średnio, ale myślę, że ma znaczenie, tym bardziej, że w świecie nie ma nadmiaru chętnych do udzielania poparcia Ameryce.

Tomasz Skory: A czy nie ważniejsze jest poparcie Unii Europejskiej?

Janusz Reiter: Polska niepotrzebnie płaci za poparcie Ameryki tak wysoką cenę, jaką jest utrata zaufania wielu europejskich krajów - przede wszystkim Francji i Niemiec. Wybór Polski był konieczny, chociaż nie musiał mieć tak ostrego charakteru.

Dowiedz się więcej na temat: USA | terroryści | wojna | Amerykanie | Irak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje