Rzepliński: Zawetować ustawę lustracyjną

Zawetować i przygotować prezydencki projekt ustawy lustracyjnej. To rada Andrzeja Rzeplińskiego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dla Lecha Kaczyńskiego. Gość Kontrwywiadu RMF FM uważa, że prezydencki projekt szybko zostałby uchwalony.

Posłuchaj Kontrwywiadu:

Reklama

Kamil Durczok: Pana też prezydent zaprosił do rozmowy o lustracji?

Andrzej Rzepliński: Nie.

A gdyby zaprosił, to co by pan doradził? Zawetować?

Zawetować i bardzo szybko przygotować prezydencki projekt ustawy, który jak sądzę, bez wielkich oporów i szybko zostałby przeprowadzony. Zresztą nie wiem, czy prezydent nie prowadzi tych konsultacji, mając już projekt ustawy i zawetuje uchwaloną ustawę. Choć z drugiej strony może być tak, że prezydent prosi pewne osoby o to, by np. Senat przygotował projekt ustawy, ale równie dobrze może być tak, że prezydent podpisze ustawę i równocześnie złoży nowy projekt, choć legislacyjnie może być to dość dziwne.

Dlaczego weto? Dlaczego ustawa jest zła?

Brak jednego przepisu byłby niezgodny z konstytucją - chodzi o zniesienie możliwości spierania się z tymi papierami, które zostały przekazane IPN przed sądem karnym, a zachowania możliwości prowadzenia procesu przed sądem cywilnym. To osłabia pozycję osób, które czują się pomówione. A to dotyczy to kapitalnej rzeczy - czci.

Będą się procesowały przez wiele lat?

To nawet nie jest kwestia czasu, bo i proces cywilny i karny mogą długo trwać. Chodzi o pozycję karną w procesie karnym. Obowiązuje zasada domniemania niewinności - to oskarżyciel musi udowodnić, że ma rację. W procesie cywilnym byłoby dokładnie odwrotnie i na tym polega problem. A skutki pomówienia publicznego są gorsze od wyroku karnego - to oznacza śmierć cywilną. Przy czym, obecnie jest to na podstawie prawa - ktoś, kto skłamał traci prawa polityczne na 10 lat. na tle nowego prawa oznaczałoby to, że dyrektor szkoły czy szef jakiejś agencji rządowej by decydował, kogo zwolnić, kogo nie. A więc w dodatku pojawia się taka szara strefa uznaniowa, co jest bardzo niedobre dla praw politycznych. To jest jedna rzecz, a druga to jest sprawa pokrzywdzonego. W obecnym układzie pokrzywdzony ma 11 szczególnych uprawnień - likwidacja instytucji oznacza utratę wszystkich tych uprawnień.

Tych głosów krytycznych nie brakuje właściwie ze wszystkich stron i jednego nie rozumiem: jaka będzie ta ustawa, było z grubsza wiadomo już latem. Dlaczego wtedy premier, jednocześnie szef PiS, które też mówi, że ma wątpliwości co do tej ustawy, nie powiedział szefowi klubu, posłom: zmieńcie tę ustawę, bo szykuje się kompromitacja. Czy potrafi pan sobie wytłumaczyć, dlaczego tak się nie stało?

Myślę, że premier niezbyt dokładnie interesował się tym.

Taką ustawą?

Jak inaczej to sobie wytłumaczyć, skoro premier ma - jak sądzę - te same wątpliwości co prezydent. Bo nie sądzę, by był źle informowany przez tych posłów, którzy w imieniu PiS-u zajmowali się tą ustawą.

A czy i jak na prace nad tą ustawą mogła wpłynąć sprawa lustracyjna Zyty Gilowskiej?

Myślę, że jeszcze dokładniej uświadomiła przywódcom partii rządzącej jak złożone są i losy ludzkie i sposób ich zapisywania w papierach SB.

Te konsultacje prezydenta przed nami, będziemy śledzić ich przebieg. Chciałbym zmienić temat. W piątek poznamy szczegóły planu, który tak roboczo został nazwany przez ministra edukacji "Zero tolerancji w szkołach". Czy pan sądzi, że droga do oczyszczenia szkoły z przemocy wiedzie przez dyscyplinę?

Przez policyjne podejście do uczniów zwłaszcza w wieku 12-15 lat nie bardzo. Ja pamiętam chodziłem do liceum, gdzie obowiązywała bardzo surowa dyscyplina, w większości przedwojenni nauczyciele kazali nam ubierać się w mundurki, wysoko strzyc głowy. Czułem się jak w wojsku i widziałem co się dzieje. Mimo tej dyscypliny, ci którzy byli ostrymi chuliganami i pili, to pili dalej. Ci, którzy lubili się bić, to się bili. Te dziewczyny, które lubiły prowadzić wesoły tryb życia, taki prowadziły i zawsze w każdej szkole, na każdym roczniku było kilka takich osób, które zawiewały się totalnie niezależnie do tego, że szkoła próbowała różne rzeczy. Na balu maturalnym który - przypominam wtedy był w 18 roku życia - część się zdrowo spiła, mimo tego, że szkoła była oparta na dyscyplinie.

Jest przemoc w gimnazjach, jest przemoc w szkołach?

Ale zawsze była panie redaktorze.

Pytanie, jak to zmienić. Rozłożenie rąk rozumiem i dla pana jest przyznaniem się do porażki.

Trzeba otoczyć intensywną, ale naprawdę intensywną opieką tych, w których zachowaniu widać takie rysy, które mogą prowadzić do agresji wobec innych, do braku współczucia. Niektórzy z nas rodzą się niestety z pewnymi głębokimi rysami charakteropatycznymi. Korekcja zachowań, postaw takich osób jest bardzo trudna i ubranie kogoś tylko w mundurek i robienie apeli, akurat na takie osoby specjalnie nie działa.

Tylko jak otoczyć tą opieką skoro, jak wczoraj usłyszałem jest 40 psychologów na 220 szkół - to otaczanie opieką jest bardzo trudne.

Tak. Brak jest pedagogów szkolnych, psychologów. Jest ich tylu co kot napłakał. To jest istotny problem, Nie widać takiej podstawowej roboty księży katechetów. Gdzie oni są.

W piątek poznamy szczegóły tego planu. Dzisiaj dziękuję za rozmowę.

Dowiedz się więcej na temat: prezydent | ustawy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy