Siemoniak: Miękkie oskarżenia generała. Służby nie wymknęły się spod kontroli

- Nie pochwalam spotkań z lobbystami, to były błędy - mówi o generale Skrzypczaku, szef MON Tomasz Siemoniak w Kontrwywiadzie RMF FM. - Skrzypczak pracował ciężko i uczciwie, wykonał ogromną pracę, a resztę wyjaśni prokuratura - dodaje.

- O cokolwiek oskarżany jest gen. Skrzypczak, jego kontakty nie przynosiły efektów w jego pracy - zapewnia. - Nie sądzę, żeby było tak, jak mówi gen. Skrzypczak w wywiadzie dla dzisiejszej "Polityki", że służby wymknęły się spod kontroli. Generał formułuje swoje zastrzeżenia warunkowo i miękko. Służby Kontrwywiadu Wojskowego są na jak najlepszej drodze do prawidłowego funkcjonowania - uważa gość RMF FM.

Reklama

Konrad Piasecki: Czy sytuacja na Ukrainie skłania naszą armię do jakiejś wzmożonej uwagi, aktywności, gotowości?

Tomasz Siemoniak: - Jesteśmy bliskim partnerem wojskowym Ukrainy. Tak jak i całe NATO. Mamy mnóstwo wspólnych przedsięwzięć i kontaktów. Oczywiście, interesuje nas bardzo to, co dzieje się na Ukrainie.

Z punktu wojskowego również?

- Nie z punktu widzenia wojskowego, tego czynnika nie ma. Interesuje nas z punktu widzenia politycznego, współpracy Ukrainy z Zachodem. Wczoraj odnotowałem oświadczenie ministerstwa obrony Ukrainy o tym, że nie zamierza jakiejkolwiek roli politycznej odgrywać. To bardzo dobrze. To świadczy jednako o demokratycznym charakterze państwa.

Obserwujemy, albo mamy jakieś sygnały o dziwnych ruchach wojsk ukraińskich, rosyjskich?

- Nie, nie.

Spokój na naszej wschodniej granicy?

- Tak.

A przewiduje pan taki rozwój sytuacji, który może postawić armię w jakąś większą gotowość?

- Nie sądzę. Liczę, jak wszyscy, myślę, że także jak obywatele Ukrainy, na dialog polityczny, na rozwiązania polityczne. Przestrzega świat, różne państwa przed używaniem siły i wydaje się, że co do tego, że siły nie warto używać, zapanował konsensus na Ukrainie. Co będzie dalej - zobaczymy. Liczmy, że ten rozwój będzie pozytywny dla obywateli Ukrainy i jej przyszłej integracji z Europą.

Zobacz Kontrwywiad RMF FM

Panie ministrze, czy pan zachowuje przekonanie, że odwołany wiceminister gen. Skrzypczak uczciwie wykonywał swoje obowiązki?

- Tak. Nie mam co do tego wątpliwości. Pracował ciężko. Pracował uczciwie. Myślę, że ten bilans jego pracy, jest bilansem pozytywnym.

Te kontakty z lobbystami, listy pisane do izraelskiego ministerstwa obrony. Wszystko to pan usprawiedliwia?

- Te sprawy wyjaśnia prokuratura. Niech ona się na te tematy wypowie.

Pytam o pańskie wewnętrzne przekonanie. Pan mówi, że to było czyste, etyczne?

- Nie pochwalam spotkań z lobbystami. Uważam, że to był błędy. Natomiast uważam, że rzetelnie oceniając bilans działalności wiceministra Waldemara Skrzypczaka trzeba widzieć ogromną pracę, którą w tym czasie wykonał. Te elementy, o których pan wspomina, niech oceni prokuratura. One nie mają związku z tym, co on robił i nie przynosiły żadnych efektów w tych obszarach modernizacji wojska, którymi się zajmował.

Najchętniej by go pan zatrzymał w resorcie.

- To było jego własna decyzja. Uznał - i tutaj podziwiam go za takie podejście... Powiedział mi tak, że "nie zrobiłem niczego złego, chciałem tutaj dalej ciężko pracować, ale nie chcę być obciążeniem dla pana, czyli ministra obrony czy dla premiera i w związku z tym podaję się do dymisji". Myślę, że w sytuacji, kiedy nie ma się formalnie postawionych zarzutów przez prokuraturę. Do tego jest, jak sądzę bardzo daleko albo w ogóle do tego nie dojdzie. Pojawiło się tylko mnóstwo artykułów prasowych, taka postawa (Skrzypczaka - przyp. red.) zasługuje na szacunek.

Podał się do dymisji i zaczął mówić. W dzisiejszej "Polityce": "Służby wymknęły się spod kontroli, mają problem z kadrami, podejrzewam je o lobbing".

- Czytałem ten wywiad, to są jego oceny. Nie sądzę, żeby było tak, że służby wymknęły się spod kontroli. On ma oczywiście prawo do negatywnej oceny działalności służb wobec jego osoby, natomiast ja patrząc na całość takiej oceny nie podzielam. Zresztą on ją formuje warunkowo i miękko.

No nie do końca, bo podaje rzeczy, które rzeczywiście wołają o pomstę do nieba. Na przykład, że pocztą dyplomatyczną z Bałkanów był przemycany alkohol dla Służby Kontrwywiadu Wojskowego albo, że oficerowie służby kontrwywiadu wojskowego mieszkają w służbowych, operacyjnych mieszkaniach, bo nie chce się im płacić za czynsz. To wszystko są rzeczy, o których pan wie?

- Media donosiły o różnych złych zjawiskach. Żadna instytucja nie jest wolna od jakiejś tam patologii - ważne, żeby była zwalczona. Ale przecież to, o czym jest mowa w wywiadzie, nie dotyczy głównych obszarów działalności Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Ale nie jest tak, że jakaś choroba trawi tę służbę kontrwywiadu?


- Nie chcę mówić o chorobie. We wrześniu wnioskowałem o zmianę szefa służby, premier się do tego wniosku przychylił. Jest nowy pełniący obowiązki i wczoraj do Sejmu poszedł wniosek o opinię na temat tego, żeby objął obowiązki już nie tymczasowo, a na dobre. Myślę, że ta służba jest na jak najlepszej drodze, żeby lepiej wykonywać swoje zadania.

Ale czy przy takich zarzutach, również tych stawianych przez Skrzypczaka, dobrze jest, żeby to człowiek ze środka służby stawał na jej czele? Może przydały się tam ktoś z zewnątrz?

- Rozważaliśmy różne warianty. Uznaliśmy, że w interesie tej służby, w interesie państwa, sił zbrojnych jest takie właśnie rozwiązanie. Naprawdę starannie sprawdziliśmy osobę pułkownika Pytla pod kątem jego zdolności do kierowania służbą i wydaje się w tym momencie osobą optymalną.

Poseł Kaczmarek twierdzi, że on oblał badania na wariografie, dotyczące jego kontaktu z rosyjskimi służbami specjalnymi.

- Poseł Tomasz Kaczmarek twierdzi różne rzeczy, nie chcę się do tego w ogóle odnosić.

On twierdzi różne rzeczy, ale może gdzieś trafia w prawdę?

- Nie, nie znam takiego przypadku.

A co to za historia z tymi kontaktami pułkownika Pytla z rosyjskim FSB? To budzi jakieś wątpliwości, jakieś zastrzeżenia?

- Nie budzi jakichkolwiek wątpliwości. Myślę, że słuchacze i pan redaktor powinni mieć tutaj w takich sprawach do nas elementarne zaufanie, że gdyby były takie wątpliwości, to nigdy by taka osoba nie objęła kierownictwa służby specjalnej.

Do mediów dociera informacja, że na przykład SKW praktycznie zrezygnowała z pracy na kierunku wschodnim, tak się dobrze ułożyła z FSB?

- Nie widzę powodu, żeby komentować tego rodzaju kompletnie nieuzasadnione opinie.

Prawo i Sprawiedliwość składa na pana doniesienie do prokuratury, mówi: "bo on tak prowadzi przetarg na okręty podwodne, by wygrał konkretny model".

- To nieprawda, wyjaśnialiśmy to, wypowiadali się eksperci, wypowiadali się fachowcy ze sztabu generalnego. Wyjątkowo nieuczciwy zarzut, dlatego że chodziło o coś zupełnie innego. Sprawdzano, dlaczego tylko dwa okręty spełniają wymogi, dwa lata temu ustanowione przez marynarkę, a nie więcej i wyjątkowym odwróceniem kota ogonem jest twierdzenie, że jest coś nieuczciwego w tym, że chcielibyśmy sprawdzić, dlaczego nie pięć okrętów, a tylko dwa spełniają. Gdyby taką logikę stosować, ja bym zarzucił posłom PiS-u, że dlaczego lobbują za konkretnymi dwoma typami, a nie chcą, żeby była konkurencja pięciu.

By the way, jak pan przekonał premiera do tych okrętów? Jak pan naród przekona do tego, żeby pięć miliardów na okręty podwodne wydać?

- Mówimy o perspektywie roku 2030, czyli ta kwota rozkłada się na wiele lat. Wydaje mi się i mam na to wiele dowodów w kontaktach bezpośrednich, w kontaktach także internetowych, że Polacy widzą potrzebę posiadania marynarki wojennej. Może nie oceanicznej, która będzie operowała gdzieś na Oceanie Indyjskim, ale takiej która będzie służyła ochronie Bałtyku.

I okręty podwodne też? Potrzebują Polacy okrętów podwodnych?

- Tak. Wszyscy na Bałtyku mają okręty podwodne, rozwijają ten rodzaj uzbrojenia i właśnie na Bałtyku wydaje się, że ten typ uzbrojenia jest bardzo zasadny. Myślę, że co do tego nie ma większych wątpliwości. Jest pytanie, jakie to powinny być okręty i o tym się toczy dyskusja.

I premier też tak uważa? Że te okręty podwodne, tak?

- Premier poparł, zresztą także prezydent, koncepcję rozwoju marynarki wojennej, w której nie tylko te okręty są.

Premier nigdy armii jakoś specjalnie nie kochał. I dzięki panu, mam wrażenie, zbliżył się do armii.

- Jest tutaj pan bardzo uprzejmy...

Nie wiem, czy to uprzejmość. Nie jest to komplement - miłość do armii.

- Moje doświadczenie jest takie z ostatnich dwóch lat sprawowania funkcji, że pan premier jest bardzo zainteresowany, dużo rozmawiamy na te tematy i ma bardzo dużą wiedzę. I ze spraw wojska, polityki bezpieczeństwa uczynił jeden ze swoich priorytetów w ostatnim czasie.

I mówi panu: Tomek, zbrójmy się, bo nie wiadomo co będzie?

- Akurat takich słów nie używa, ale jest to na pewno wszystko wynikiem jego przekonania, że warto, aby Polska dysponowała silną armią.

Ale na "ty" jesteście ?

- Od dwudziestu kilku lat.


Dowiedz się więcej na temat: gen. Waldemar Skrzypczak | Tomasz Siemoniak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje