Siemoniak w RMF FM: Pozwoliliśmy PiS nie przyjąć uchodźców

"Pozostawiliśmy nowemu rządowi, nowej władzy bardzo dobry mechanizm: on pozwolił nie przyjąć nikogo, bo w polskim ręku były decyzje co do tego, kto miałby w Polsce się pojawić" - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM Tomasz Siemoniak, odnosząc się do kwestii przyjęcia przez nasz kraj uchodźców. Cofając się do roku 2015, przypomniał: "Najpierw walka premier Kopacz w Europie o to, żeby nie było automatycznego mechanizmu, a potem zgoda na to, że określona kwota na polskich warunkach - kobiety i dzieci z terenów objętych wojną - może być przyjęta do Polski".

Robert Mazurek: Panie pośle, to jak to właściwie jest? Chcemy przyjąć uchodźców, my - Platforma, czy my Platforma jednak tych uchodźców nie chcemy przyjąć?

Reklama

Tomasz Siemoniak: Dość jasno się wypowiadamy. Wróćmy do 2015 roku i najpierw walki premier Kopacz w Europie o to, żeby nie było automatycznego mechanizmu, a potem zgody na to, że określona kwota na polskich warunkach - kobiety, dzieci z terenów objętych wojną - może być przyjęta do Polski. Pozostawiliśmy nowemu rządowi, nowej władzy bardzo dobry mechanizm: on pozwolił nie przyjąć nikogo, bo dokładnie w polskim ręku były decyzje co do tego, kto miałby się w Polsce pojawić.

Panie ministrze, rzeczywiście wypowiadacie się jasno, tylko wewnętrznie sprzecznie. Pan pozwoli, że dwie wypowiedzi przewodniczącego Schetyny zacytuję.

Proszę bardzo.

9 maja: "Jestem za tym, żeby nie przyjeżdżali do Polski". Pytanie dziennikarza, czy to oficjalne stanowisko Platformy. Cytuję: "Tak, tak, Platforma nie jest za przyjęciem uchodźców". Wszyscy to widzieliśmy w telewizji, wszyscy to słyszeliśmy. I teraz 17 maja, czyli, chwalić Boga, wczoraj: "Jestem za realizacją zobowiązań i umów podjętych przez poprzedni rząd, czyli za przyjęciem określonej liczby uchodźców". Jeżeli to nie jest sprzeczność w ciągu tygodnia, to ja nie wiem, co mam myśleć o swoim rozumieniu świata, nie wiem, co słuchacze mają myśleć.

Warto czytać więcej zdań, słuchać całych wypowiedzi, warto prześledzić historię sprawy i warto odróżniać uchodźców z terenów objętych wojną od nielegalnych imigrantów. Ta sprawa, jak na taką naszą typową polską nawalankę polityczną, jest znacznie bardziej skomplikowana.

Grzegorz Schetyna mówi: "Platforma nie jest za przyjęciem uchodźców".

Wyjaśniał tę wypowiedź - wydaje mi się: dość precyzyjnie - wczoraj. To, co pan redaktor cytuje, odnosiło się do wypowiedzi premier Szydło, ministra Błaszczaka.

To może powinniście jakoś ogłosić, że w tygodnie parzyste jesteście za przyjęciem, a w nieparzyste - przeciw.

Ja apeluję, proszę - pana redaktora, słuchaczy - żeby nie czytać tylko tytułów na portalach, ale starać się wniknąć w istotę problemu, który nie jest zero-jedynkowy, który nie jest czarno-biały.

Proszę mi wierzyć, jak się słuchało i oglądało - ja obejrzałem całą konferencję Platformy Obywatelskiej - to nawet w czasie jednej konferencji potraficie powiedzieć dwa różne zdania na ten temat. Dlatego zaprosiłem dzisiaj do studia wiceprzewodniczącego partii...

Dziękuję, dziękuję...

Może jestem jakiś mało wyrobiony, jak pan powiedział: czytam tylko nagłówki, dlatego proszę mnie nagłówkowo poinformować: jesteście za czy przeciw?

Jesteśmy za tym, żeby było zrealizowane to, do czego polski rząd w 2015 roku się zobowiązał. Jaśniej nie da się tego powiedzieć.

Czyli poprzednia wypowiedź Grzegorza Schetyny była - jak to powiedziała pani poseł Leszczyna - żartem?

Nie, nie była żartem. Od razu doprecyzował to, co miał na myśli. I wydaje mi się, że takie łapanie za słowa w tak poważnej sprawie nie jest właściwe.

W tak poważnej sprawie zmieniacie zdanie co tydzień. Kropka. To są fakty, a nie opinie - ale teraz porozmawiamy o liczbach, tutaj, zdaje się, nie będzie między nami większego sporu.

Słucham, proszę.

Grzegorz Schetyna powiedział o kilkudziesięciu osobach, które mamy przyjąć. Tak wczoraj mówił. Czy 7 tysięcy to kilkadziesiąt osób? Bo europoseł Kudrycka powiedziała - cytuję znowu - "Nie rozumiem, dlaczego rząd w Polsce nie przyjął 7 tysięcy uchodźców. 40-milionowy kraj na to stać".

Stałem wczoraj koło Grzegorza Schetyny, gdy to mówił, więc dokładnie słyszałem, co powiedział. Mówił o tym, jakie są realia, ile osób chciało przez te dwa lata znaleźć się w Polsce. Przecież nasi wysłannicy jeździli do Libanu, do obozów dla uchodźców, i Polska nie jest wymarzonym krajem dla uchodźców czy innych kategorii (migrantów).

Nie jest, ale pani minister Kudrycka uważa, że powinniśmy przyjąć 7 tysięcy uchodźców.

Ale tak uważa pani minister Kudrycka.

Jest eurodeputowaną Platformy, wygłasza te opinie nie przed...

Nie jesteśmy partią, w której wszyscy dostają rano przekaz. Takie jest jej zdanie i ja nie będę tego komentował.

Z całym szacunkiem, ale pani europoseł Kudrycka nie mówi tego swojej fryzjerce, tylko mówi to na plenum Parlamentu Europejskiego. Dlatego pytam o oficjalną wypowiedź.

To tak, jakby pan redaktor oczekiwał od prezesa Kaczyńskiego, żeby się odnosił do tego, co mówi pani Krystyna Pawłowicz w różnych sprawach.

Ja bym bardzo chciał, żebyście po prostu mieli jasne stanowisko i kilkadziesiąt to nie 7 tysięcy.

To jasne stanowisko Grzegorz Schetyna kilkukrotnie już przedstawiał.

Do tematu uchodźców wrócimy jeszcze w internetowej części naszej rozmowy - jeżeli Państwu mało. Chciałem spytać, czy to, co powiedział dzisiaj w "Super Expressie" pan Berczyński, pana nie przekonuje? Pan powiedział, przypomnę, że Wacław Berczyński "uciekł" z Polski. Wacław Berczyński uciekł z Polski, uciekł 13 kwietnia - a 26 lutego kupił bilet lotniczy. Czyli na dwa miesiące przed - jak pan mówi - gwałtowną ucieczką człowiek kupuje sobie bilet, bo zbliżają się święta.

Wywiad pogrąża do reszty Berczyńskiego, bo w tym wywiadzie...

Jest skan biletu.

Ja mogę powiedzieć zaraz i o bilecie, natomiast w tym wywiadzie (Wacław Berczyński) przyznaje się, że miał dostęp do dokumentacji (ws. zakupu śmigłowców Caracal), i przyznaje się, że wpływał na ten przetarg, słowami, że nie mógł przejść obojętnie obok tej sprawy.

Mówi o dokumentach, że wszystkie miały najniższą klauzulę tajności.

Ale jakie to ma znaczenie? Grzebał w dokumentacji przetargowej...

"Grzebał".

No tak.

A pan w czymś grzebał ostatnio?

Nie, ja nie interesuję się sprawami, do których nie mam dostępu, i się nimi nie zajmuję.

No właśnie miał dostęp.

Ale wcześniej MON wydał komunikat, że on się nie zajmował sprawą śmigłowców - tutaj się okazuje, że się zajmował. Natomiast jakie są fakty i dlaczego ja mówię o ucieczce i to podtrzymuję. Wydał dziwne oświadczenie, że nie może wrócić do Polski, porzucił obowiązki przewodniczącego komisji badania wypadków (chodzi o działającą w MON podkomisję do ponownego zbadania okoliczności katastrofy smoleńskiej - przyp. RMF FM) i wyjechał.

Nie. Nie porzucił obowiązków, tylko podał się do dymisji.

I napisał w pierwszym zdaniu, że nie może teraz wrócić do Polski - i jakoś go w Polsce od wielu tygodni nie ma.

Ja nie jestem rzecznikiem prasowym pana Berczyńskiego, ale jeżeli widzę skan biletu, kupionego dwa miesiące...

Ale jakie to ma znaczenie?

Ma to takie znaczenie, że jak ktoś myśli o gwałtownej ucieczce, to naprawdę nie kupuje sobie biletu dwa miesiące wcześniej. Ja mogę od razu panu powiedzieć, że pod koniec czerwca wylatuję do Afryki - czy będzie to moja gwałtowna ucieczka?

Ale pan jest przewodniczącym podkomisji smoleńskiej? Przewodniczącym rady nadzorczej w (Wojskowych) Zakładach Lotniczych (w Łodzi)? I prawą ręką Antoniego Macierewicza?

Nie wiem, czy Wacław Berczyński był jego prawą ręką. Pan, jak rozumiem, jest ostatnio specjalistą od Macierewicza. Ale Wacław Berczyński mówi w tym wywiadzie tak: "To była próba kradzieży z Polski miliarda albo więcej dolarów. To był duży, a może największy przekręt w historii Polski".

To opinia bzdurna, w kompletnej niezgodzie z tym, co rząd PiS mówi. Rząd pani premier Szydło mówi tak: była niedostateczna oferta offsetowa, czyli przemysłowa.

To samo mówi Berczyński: że to są przeciętne helikoptery.

Przypomnę: rząd PiS oświadczył oficjalnie, że niedostateczna była oferta offsetowa, którą przez rok premier Morawiecki negocjował. Nie odnosił się do jakichś kwot, przeciętności czy nieprzeciętności tych śmigłowców. To, co mówi Berczyński, jest dość nieporadną, desperacką próbą obrony i de facto ten wywiad, który miał mu pomóc...

Panie pośle, złapał pana parę razy na co najmniej - delikatnie mówiąc - nieścisłości.

Kto?

Wacław Berczyński.

Proszę o przykład.

No właśnie przykład z biletem, ale też taki: mówiliście o tajnym...

Ale czy wrócił Berczyński z tego wyjazdu? Ja mówię o tym, że on uciekł, a nie o tym, kiedy kupował bilet. Nie widziałem tego, nie wiem, kiedy Berczyński kupuje bilety.

Dobrze, to kupmy sobie słownik i sprawdźmy znaczenie słowa "ucieczka". Ucieczka kojarzy mi się, ale może jestem w błędzie, z czymś nagłym, tak? Z dwumiesięcznym wyprzedzeniem to jest nagle?

Ale nie wrócił stamtąd.

Chyba w zlodowaceniu to jest nagle.

Ale nie wrócił stamtąd. Mówię, że nie ma dla mnie znaczenia, kiedy on i jakie bilety kupował. Faktem jest, że nagle opuścił polskie życie publiczne i dopiero po raz pierwszy się wypowiada.

"Taki kredyt może dostać każdy obywatel, nawet nie pracownik Boeinga" - mówi pan Wacław Berczyński o swoim tajemniczym kredycie, o którym mówicie. No to jak każdy może dostać, to chyba nie jest jakaś przesadna gratyfikacja.

A czy pan Berczyński jest osobą wiarygodną? Przypomnijmy komunikat MON dezawuujący jego osławiony wywiad. Czy w ogóle można jakiemukolwiek jego słowu wierzyć w tej sprawie? Czy był pełnomocnikiem Macierewicza ds. śmigłowców, jak twierdzi, czy też nie?

Panu Berczyńskiemu pewnie wierzyć można umiarkowanie - myślę, że to tak samo jak z politykami.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje