Sienkiewicz: 11 listopada narodowcy będą ochraniać się sami

Zgadzam się na propozycję narodowców, 11 listopada będą ochraniać się sami. Prawo na to pozawala. Radzę im tylko: weźcie przykład ze związków zawodowych i ich manifestacji w Warszawie - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz.

- To kompletnie pięciorzędne, kto szkoli narodowców. Mogą szkolić się w Legii Cudzoziemskiej lub w przedszkolu. Jeśli będą problemy - będziemy interweniować. Policji nikt reguł narzucać nie będzie - zastrzega.

Reklama

Pytany o zapowiedź rozliczeń z faszystami z Białegostoku, odpowiada: - Cały czas idziemy i dojdziemy. Spokojnie. W tej grze między przestępcami a policjantami, jak to historycznie można udowodnić, prędzej czy później zawsze wygrywają policjanci.

Konrad Piasecki: Pozwoli pan narodowcom "samoochraniać się" 11 listopada?

Bartłomiej Sienkiewicz: - Tak, oczywiście. Prawo na to pozwala. Mamy kontakt z organizatorami. To jest normalne działanie.

A normalne jest też to, że policja ma się trzymać na dystans od nich?

- To jest zupełnie inna sprawa, ponieważ to, gdzie będzie policja, nie zależy od manifestantów, tylko zależy od suwerennej decyzji dowodzącego akcją i nikt nie będzie w tej sprawie narzucał policji jakichkolwiek reguł.

Oni mówią: "Tam, gdzie nie było policji w zeszłym roku, tam było spokojnie. Tam, gdzie była policja, powstawały problemy".

- To jest ich zdanie, my jesteśmy od tego, żeby utrzymać porządek na ulicach. Będziemy to robić według takiego planu, jaki jest zwykle przyjęty na takie okoliczności. Ja bym tylko zalecał narodowcom, żeby wzięli przykład ze związków zawodowych, które we wrześniowych manifestacjach dały dowód i odpowiedzialności, i pewnego wzorowego systemu współpracy z policją. Dzięki temu było spokojnie na ulicach. Oczekuję tego samego od manifestantów 11 listopada.

Ale wy będziecie negocjować z nimi to, jak to zrobić, żeby było dobrze?

- Ale to jest normalna rzecz, my mamy kontakt z organizatorami, cały czas trwa coś w rodzaju dialogu, umawiania się, jak to będzie wyglądało, kto będzie organizatorem, kto będzie miał kontrolę, kto jest ze strony organizatora odpowiedzialny za służby porządkowe. Po prostu oczekujemy pełnej współpracy z organizatorami, ponieważ mamy ten sam cel: żeby było spokojnie i normalnie na ulicach 11 listopada.

A oni chwalą się też wam, że mają straż marszu wyszkoloną przez żołnierzy Legii Cudzoziemskiej i Straż Narodową?

- Wie pan, nikt się policji w takich rzeczach nie chwali, ale prawdę mówiąc, to jest kompletnie pięciorzędne. Mogą szkolić się w Legii Cudzoziemskiej, mogą się szkolić w przedszkolach - chodzi o to, żeby był porządek na ulicach.

Ja się tylko niepokoję, czy za chwilę z tą strażą marszu nie będzie większego problemu niż z samym marszem.

- Jeśli będzie problem, będzie zakłócenie porządku, policja będzie reagowała. Ale jestem dobrej myśli. Jeśli będzie przyjęty taki model odpowiedzialności, jaki był w czasie wrześniowych manifestacji związków zawodowych, to nie sądzę, żeby były jakiekolwiek problemy. 

A po co żandarmeria wojskowa do pomocy policji i to rozporządzenie premiera?

- To jest taka standardowa procedura, wielokrotnie w Polsce powtarzana. W skrócie chodzi o to, że kilkuset żołnierzy żandarmerii wojskowej może wykonywać pewne działania porządkowe, które odciążają tym samym siły policyjne. To oznacza, że jest kilkuset policjantów więcej tam, gdzie powinni być. Robił to i rząd Donalda Tuska, i rząd Jarosława Kaczyńskiego tuż w okresie przedwyborczym.

I wszystkie inne rządy będą to robić.

- Oczywiście, że tak, standardowa procedura.

A czy nie będzie tak - bo to pański trochę sprawdzian, pierwszy 11 listopada Bartłomieja Sienkiewicza jako szefa MSW - że będziemy znów narzekać, iż "nie możemy obchodzić swego najważniejszego święta bez zadym i wstydu"?

To chyba jest jakiś cytat.

Z Bartłomieja Sienkiewicza, ale analityka i obserwatora.

- Powiem otwarcie - 11 listopada 2011 roku wstrząsnął mną. To był przykład, jak Polacy chcą sobie zdewastować wspólne święto. Jeśli jest jakiś jeden wspólny mianownik wszystkich ludzi mieszkających w Polsce, to jest to, że mają jakąś jedną rzecz, która jest wspólna. Ona się nazywa Polska. 11 listopada jest świętem Polski. Sytuacja, w której się to zmienia w gigantyczną zadymę, z udziałem jeszcze zagranicznych ekip, jest po prostu niedopuszczalna.

Ale to jest wina obyczaju, prawa, policji?

- Pierwszy raz w 2011 roku spotkaliśmy się z tak głębokim podziałem, z tak silnymi wybrykami chuligańskimi i z taką sytuacją. Rok temu już było inaczej, już było spokojniej. Mam nadzieję, że w tym roku będzie równie spokojnie, a nawet i bardziej.

Ale daje pan głowę czy tylko ma nadzieję?

- A to zależy od tego, jak się będą zachowywać ludzie na manifestacjach. Ja jestem pełen dobrych myśli, mamy kontakt z wszystkimi organizatorami zapowiedzianych marszów. Do tej pory deklarują spokój i zachowanie porządku, jeśli te deklaracje utrzymają, to nie widzę żadnego kłopotu, żeby to święto nie przebiegło w spokoju i porządku.

Czy policja wiąże jakoś ze sobą podpalenie meczetu i próby uniemożliwienia dokonania uboju rytualnego przez polskich muzułmanów?

- Nie to są chyba dwie osobne historie - z tego co wiem.

Osobne też geograficznie, tylko pytanie: czy jakoś powiązane ideologicznie, czy zupełnie dwie inne sprawy?

- Tego nie wiem i to jest przedmiotem działań policji i w Gdańsku, i gdzieś indziej. Myślę, że za jakiś czas będzie ta wiedza. Natomiast jeśli chodzi o ubój rytualny, to chcę zwrócić uwagę, że żyjemy jednak w pewnej takiej niejasności prawnej, ponieważ jest skarga do Trybunału Konstytucyjnego i tuż przed tym wydarzeniem - policja zresztą zwróciła się z pytaniem do prokuratury w Sokółce z taką prośbą o ocenę tego, czy ta zapowiedź nie wymaga wszczęcia postępowania. Prokuratura odmówiła w związku z tym policja wykonała w tej sprawie rutynowe czynności, czyli spisała, przekazała do prokuratury i nic więcej nie ma w tej sprawie do zrobienia.

A po tych podpalaczy z Trójmiasta to już idziecie?

- No, to jest dość ciekawa historia, ponieważ to jest pierwszy taki incydent w Gdańsku i może świadczyć on o tym, że rodzi się tam jakieś środowisko, które z nienawiści między religijnej chce sobie uczynić znak rozpoznawczy. Jeśli tak będzie, to myślę, że będziemy ich po kolei wyłapywać.

Ale to pierwsze ustalenia mówią o tym, że to jest wybryk chuligański, czy motywowany rasowo, ideologiczne, religijnie, czy w jakikolwiek inny sposób?

- Nie mam i nie powinienem mieć dostępu do informacji z czynności operacyjno-rozpoznawczych.

Czuje pan jakąś szczególną miętę do służb specjalnych?

- Nie, znam je po prostu. Słabości i siłę, a przede wszystkim - jako osoba, która miała trochę do czynienia z tym sektorem - mam spojrzenie pozbawione tej całej mitologii, która zwykle wokół służb się unosi, czyli albo wszechmocy, albo - jak to się czasami mówi - całkowitego rozkładu. To są normalne służby państwowe, nieco inaczej zbudowane niż reszta państwa. Myślę, że to jest jeden z lepszych fragmentów państwowości Polski.

Opozycja mówi: "Sienkiewicz koncentruje wokół siebie bezwzględną władzę nad służbami, oddając ją w ręce bliskich współpracowników".

- "Bezwzględna" to znaczy co? Zdekapitowałem kogoś?

Że się pan z nikim nie chce dzielić tymi służbami - nawet z premierem, jak rozumiem.

- Ale co to za opowieści z mchu i paproci, panie redaktorze. Ja wykonuję funkcję koordynatora służb specjalnych powierzoną mi przez premiera, w jego imieniu i tylko na jego rzecz.

Wojtunik odejdzie z CBA?

- To nie jest kwestia odejścia z CBA.

Kończy mu się kadencja.

- Szef CBA wystartował w konkursie na jedną z najbardziej prestiżowych funkcji, jaką jest zastępca operacyjny Europolu. Trzymamy wszyscy kciuki, żeby zajął tam właściwe miejsce, czyli żeby wygrał, ponieważ byłaby to rzecz dla Polski niezwykle użyteczna i prestiżowa. Jeśli tak się stanie, to wtedy będziemy mieć otwarty problem następcy szefa CBA.

A jeśli nie wygra, to zostanie?

- A jeśli nie wygra, to nie widzę żadnego powodu, dla którego mielibyśmy przestać ze sobą współpracować.

Pytania od słuchaczy. Pani Justyna i pani Małgorzata pytają, po co utrzymywać zakaz wnoszenia rac na stadiony?

- A to z bardzo prostego powodu. Gdyby tu chodziło wyłącznie o oprawę meczu, to można by pomyśleć o tym, jak to zjawisko zalegalizować. Problem polega na tym, że te race są nie tylko odpalane, ale są rzucane, są na stadionach przypadki poparzeń, zagrożenia życia i zdrowia. Nie ma możliwości, żeby panowała tutaj taka bandycka dowolność.

Czyli nie będzie zgody na to?

- Nie będzie zgody.

Pan Adam Bodnar z Fundacji Helsińskiej na Twitterze: "Minister Sienkiewicz już szedł po towarzystwo z Białegostoku i nagle przestał iść - co się stało, skąd zmiana?"

- Nie, nie, nie, pan Bodnar ma złe informacje. Cały czas idziemy, cały czas idziemy i dojdziemy, spokojnie. W tej grze między przestępcami a policjantami, jak to historycznie można udowodnić, prędzej czy później zawsze wygrywają policjanci.




Dowiedz się więcej na temat: Bartłomiej Sienkiewicz | Święto Niepodległości

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje