Szczerski: Ewa Kopacz i prof. Zembala do dymisji

"Każdy rząd, który będzie działał źle, będzie przez prezydenta upominany" - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM poseł PiS i współpracownik prezydenta elekta Krzysztof Szczerski. "Prezydent jest od tego, żeby dbać o państwo, a nie o partię" - dodaje. Zdaniem Szczerskiego, najważniejsza jest dymisja rządu Ewy Kopacz. "Każdy dzień jej rządu to nowe szkody dla Polski" - ocenia. Prof. Zembala? "Ktoś, kto jest tak arogancki wobec pracowników służby zdrowia, nie ma prawa być ministrem zdrowia" - odpowiada gość RMF FM.

Konrad Piasecki: Panie pośle, to co lepsze: samorozwiązanie Sejmu czy rząd przejściowy?

Reklama

Krzysztof Szczerski, minister in spe prezydenta elekta: - Przede wszystkim dymisja rządu Ewy Kopacz. To jest punkt pierwszy, najważniejszy, dlatego że ten rząd tak wyraźnie działa przeciwko długofalowym planom rozwoju Polski.

Ale co by zmieniła dymisja tego rządu?

- Każdy dzień rządu Ewy Kopacz to są nowe szkody dla Polski, więc mniej szkód.

Jakie były wczoraj szkody?

- Widzimy to chociażby po nowym ministrze zdrowia. Dwa dni temu mianowanych, dziś powinien być odwołany już, bo ktoś kto jest tak arogancki wobec pracowników służby zdrowia to nie ma prawa być ministrem zdrowia. Widzimy, dwa dni temu mianowanie, dziś powinna być dymisja. Jeśli tak mamy sobie fundować tego typu rozrywkę jeszcze przez kilka miesięcy w Polsce...

W tej chwili chce Solidarność (dymisji - red.)...

- Ale każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek, który widzi ministra - jest tak arogancki wobec sektora, którym ma zarządzać, wobec pracowników, wobec ludzi, wobec ich problemów - to przepraszam bardzo, sorry, ale to nie może być minister zdrowia.

Czyli prezydent elekt pierwsze co proponuje, to odwołanie ministra zdrowia, tak?

- Prezydent elekt wypowiada się w swoim imieniu. Ja mówię to co my uważamy jako Prawo i Sprawiedliwość, ja cały czas jestem posłem Prawa i Sprawiedliwości, my jako partia polityczna uważamy, że ten rząd powinien podać się do dymisji jak najszybciej. My jako partia polityczna Prawo i Sprawiedliwość uważamy, że ktoś kto jest arogancki wobec pracowników służby zdrowia nie powinien być minister zdrowia w Polsce.

A co z tą pańską opinią, że jedynym ośrodkiem stabilności w państwie jest dziś prezydent elekt, po zaprzysiężeniu którego Sejm powinien się natychmiast rozwiązać?

- To była historia pod tytułem "poznaj siłę swojego tweeta".

Rozumiem miła dla pana?

- Nie, to był głos w dyskusji. Ja ten głos zabrałem w dyskusji. To była moja opinia. Prywatna.

Już nieaktualna?

- Nieaktualna dzisiaj...

Partia zdecydowała - rząd techniczny?

- W dyskusji wewnętrznej przeważył głos taki, że dla stabilności zmiany politycznej w Polsce dobrze, żeby wybory odbyły się w normalnym czasie, ale żeby rząd podał się do dymisji. To jest rzeczywiście rozwiązanie dla stabilności, dla tej dobrej zmiany w Polsce, którą proponujemy, lepsze - wybory w normalnym czasie, ale rząd do dymisji.

Bo prezydent elekt też mówi: "Rząd wyczerpał możliwości, kompromituje Polskę". Zastanawiam się, jaki scenariusz tu by się miał ułożyć, tzn. jak miałby wyglądać ten rząd techniczny, kto miałby go powołać i kto miałby stanąć na jego czele?

- To jest oczywiście apel o rozsądek. My znamy arytmetykę sejmową - w Sejmie nie ma racji ten, kto ma rację, tylko ten, kto ma większość. To jest apel do racjonalności tych, którzy dysponują większością głosów. Czy chcą rzeczywiście, żeby w jesiennych wyborach wkurzeni obywatele jeszcze bardziej odrzucili dzisiaj rządzących, po serii kolejnych kompromitacji takich jak pana ministra Zembali dzisiaj, czy chcą uratować to minimalne zaufanie obywateli do polityki, podać się dzisiaj do dymisji - przecież i tak przez te kilka miesięcy rząd będzie zajmował się głównie kampanią wyborczą, a nie rządzeniem, więc lepiej może powołać rząd techniczny, który będzie rzeczywiście administrował państwem, a Platforma niech próbuje przez te kilka miesięcy, nie za pomocą instrumentów rządowych, tylko czysto partyjnych, zabiegać o odzyskanie tego nadszarpniętego mocno zaufania obywateli.

Jak rozumiem, prezydent elekt pod pomysłem rządu technicznego też się podpisuje.

- Jak powiedziałem, prezydent elekt mówi w swoim imieniu...

No ale pan z nim rozmawia czasami, wymieniacie chyba opinie, co lepsze.

- Znając i słysząc wypowiedzi pana prezydenta elekta... on też powiedział bardzo jasno: ten układ polityczno-partyjny, który dzisiaj rządzi Polską, wyczerpał swoje możliwości i przynosi dwie realne szkody dla Polski, tzn. niszczy zaufanie obywateli do państwa i burzy wspólnotę, burzy poczucie tego, że jest coś takiego jak dobro wspólne. Te dwie rzeczy są niezbędne do tego, żeby państwo funkcjonowało. Jeśli rząd te dwie rzeczy niszczy, to ten rząd wyczerpał swoje możliwości, w sensie partyjnym, funkcjonowania i powinien podać się do dymisji.

A myśląc już o następnym pięcioleciu: myśli pan, że to dobrze, że prezydent elekt bierze na siebie rolę takiego zagończyka, tego, który mówi właściwie takim samym głosem jak jego rodzima partia?

- To jest najważniejsza odpowiedzialność prezydenta: żeby w sprawach dla państwa trudnych mówić trudne prawdy, a nie jak prezydent Komorowski mówić ciągle wyłącznie: jest bardzo dobrze. Mnie najbardziej zszokowało w całej kampanii wyborczej jedno zdanie prezydenta Komorowskiego, który powiedział: "No jak rząd chce podnosić podatki, to prezydent jest od tego, żeby podpisywać ustawy o podnoszeniu podatków". Tzn. prezydent jest wyłącznie notariuszem rządu, jeśli rząd oszaleje, to prezydent musi mówić Polakom: "Rząd nie oszalał, wszystko jest bardzo dobrze, ja tutaj jestem i gwarantuję państwu, że rząd nie oszalał". Nie! Prezydent jest od tego, żeby dbać o państwo, a nie o partię.

Ale zarazem to jest ten sam prezydent, który mówił, że będzie prezydentem zgody, jednania i porozumienia. Ciężko o porozumienie z kimś, komu mówi się: "Jesteście wyczerpani, kompromitujecie nas, odejdźcie".

- To znaczy zgodnie z linią prezydenta, że są, jak powiedziałem panu redaktorowi, dwie najważniejsze wartości życia publicznego - zaufanie i wspólnota. Ten rząd tych rzeczy nie realizuje, więc prezydent, kimkolwiek by był, jakikolwiek byłby też rząd, Jeśli rząd Prawa i Sprawiedliwości, czy jakiejkolwiek innej partii też nie będzie dbał o zaufanie i wspólnotę, to prezydent Duda w każdej okoliczności powie dokładnie to samo zdanie: "Rząd powinien budować zaufanie wspólnoty".

Gdyby było tak, że rząd Platformy Obywatelskiej - co jest teoretycznie możliwe, choć sondaże dziś na to nie wskazują - utrzyma jednak władzę, to jak przez najbliższe cztery lata współpracować z rządem, któremu się powiedziało: "Jesteście kompromitujący"?

- My mówimy o rządzie obecnym. Ten rząd wyczerpał swoje możliwości. Mam nadzieję, że po pierwsze nie będzie rządem tej samej formacji, tej samej pani premier, a po drugie, jak powiedziałem - każdy rząd, który będzie działał źle, będzie przez prezydenta upominany, bo taka jest rola prezydenta jako kogoś, kto dba o dobro państwa. My się oczywiście w tym okresie przejściowym musimy w jakiś sposób ułożyć po to, żeby polskie państwo funkcjonowało w sposób bezpieczny. Mogę panu redaktorowi powiedzieć, może to wiadomość po raz pierwszy powiedziana - spotykam się we wtorek z panem ministrem Schetyną.

Pierwsze spotkanie ministra in spe z ministrem urzędującym.

- Właśnie po to, żeby ustalić wszystkie te istotne elementy, które będą dotyczyły okresu przejścia, tego okresu koabitacji do najbliższych wyborów. Oczywiście tego typu działania wykonamy, bo my jesteśmy właśnie tymi, którzy będą dbać o stabilność, zaufanie i wspólnotę.

Przedstawi pan też Grzegorzowi Schetynie plan podróży Andrzeja Dudy? Jest już coś gotowego? Przesądzonego?

- Ten kalendarz się buduje.

Berlin, Paryż, Bruksela - słyszeliśmy. To już nieaktualne?

- To są wie pan, trochę nadinterpretacje dziennikarzy. W moim wywiadzie nigdy nie było powiedziane wprost. To była duża, powiedziałbym, nadinterpretacja tych słów. Natomiast jest, jak powiedziałem, i to powtórzę - są te warianty trzy, czyli: atlantycki, regionalny i europejski, tych pierwszych ruchów. Wiem na pewno i to mogę też powiedzieć, panu redaktorowi, że będzie bardzo intensywna jesień, bo na pewno będzie ONZ w Nowym Jorku, gdzie będzie spotkanie i z Barackiem Obamą, i z wieloma przywódcami świata - już je umawiamy dla prezydenta Dudy - będzie w październiku Szczyt Wyszehradzki na Węgrzech z udziałem prezydentów Grupy Wyszehradzkiej, będzie także bardzo ważne spotkanie dotyczące bezpieczeństwa w Bukareszcie także na jesieni, więc mamy już na pewno trzy wielkie, duże wydarzenia z udziałem prezydenta.

Też Chińczycy zapraszają na defiladę z okazji zakończenia II wojny światowej i co z tym zaproszeniem zrobić?

- O tym też będę rozmawiał z ministrem Schetyną, bo on to zaproszenie od strony chińskiej przyjął podczas swojej wizyty. Powiedział, że chce udzielić nam rekomendacji i informacji szczegółowych na ten temat i to właśnie też temu poświęcone będzie spotkanie moje.

Ale nie odrzucacie tego zaproszenia?

- Pan prezydent za zaproszenie podziękował, natomiast nie podjął decyzji czy do Pekinu pojedzie. Jeszcze.

I na koniec chciałem pana zapytać o śledztwo, które wszczęła prokuratura w sprawie fikcyjnych asystentów europosłów Prawa i Sprawiedliwości. Andrzej Duda miał tych asystentów aż 16. Będzie problem.

- Nie istnieją fikcyjni asystenci. Oni wszyscy są zatrudnieni na umowę o pracę, są zaraportowani do Parlamentu Europejskiego, Parlament nie zgłosił w tej sprawie żadnych uwag. Nie czuje się poszkodowany.

Ale prokuratura zgłosiła.

- No więc dziwne, że prokuratura prowadzi śledztwo na rzecz poszkodowanego, który nie czuje swojej szkody. Nie ma czegoś takiego, odwrotnie powiedziałbym. Moje pytanie brzmi inaczej. Nie słyszałem, żeby posłowie innych partii zwracali pieniądze, które otrzymywali z parlamentu na asystentów, jeśli zatrudniali ich wielokrotnie mniej niż Andrzej Duda na przykład, to znaczy, że kto lepiej gospodaruje pieniędzmi. Ten, który zatrudnia za te same pieniądze 10 osób, czy ten który zatrudnia za te same pieniądze 2-3 osoby.

I będzie mnie pan przekonywał, że dla Andrzeja Dudy 16 asystentów rzeczywiście realnie pracowało, wszystkich ich znał i wszyscy wykonywali realną robotę?

- Każdy gospodaruje pulą, tak jak uważa. Jeśli był w stanie utrzymać za te same pieniądze, za które inni utrzymują 2-3 asystentów, taką grupę i ona wykonywała za niego pracę, a to są jak powiedziałem normalne, legalne umowy o pracę. To przecież nie są żadne fikcyjne, etaty, jak to się czasem próbuje narzucać. To po prostu są umowy o pracę, które były wykazywane w spisie. To nie jest jakieś wyjątkowe śledztwo. Po prostu zapytano o spis pracowników i każdy z posłów Prawa i Sprawiedliwości, dziwne, że tylko pyta się o Prawo i Sprawiedliwość, to bardzo jest dziwne, po prostu przekazał informację taką, którą można było znaleźć w internecie. To naprawdę nie jest żadna sensacja. Dziwię się tylko, że prokuratura zajmuje się wyłącznie jedną partią, no ale to widocznie są takie standardy.

Konrad Piasecki


Zobacz też: Minister Zembala: Moje słowa zostały wyrwane z kontekstu

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy