Zdrojewski: Jeśli Rosja nie przekaże terenu, pomnik smoleński może stanąć w Polsce

Minister kultury mówi w Kontrwywiadzie RMF FM o trudnościach, jakie Rosjanie stwarzają, wciąż nie oddając do naszej dyspozycji terenu pod pomnik w Smoleńsku. - Jeśli teren w Smoleńsku nie będzie dostępny, jesteśmy w stanie postawić smoleński pomnik w Polsce - twierdzi Bogdan Zdrojewski w rozmowie z Konradem Piaseckim.

- Ten pomnik niesie ze sobą niezwykle silne przesłanie emocjonalne, usytuowanie go gdzieś w Polsce emocje te by redukowało - tłumaczy. Dodaje, że pomnik mógłby stanąć na przykład w okolicach wojskowego Okęcia.

- Decyzja odnośnie Roku Polski w Rosji zapadnie w czerwcu - mówi pytany o kontrowersje, które inicjatywa ta budzi w Polsce. Minister kultury mówi, że warte rozważenia jest zaproszenie w ramach współpracy z Rosją Pussy Riot czy prześladowanego przez władze lidera "Maszyna wriemieni" Andrieja Makarewicza.

Reklama

Konrad Piasecki, RMF FM: No i zmusili pana do kandydowania w eurowyborach?

Bogdan Zdrojewski: - Bez przesady, ale rzeczywiście.

Ale opierał się pan, protestował, rzucał niczym Rejtan, łkał i mówił: "Nie, nie, nie"?

- Nie, tak oczywiście być nie może. Wielu polityków czeka na taką propozycję. Nie mogę ani wybrzydzać, ani się skarżyć na takie okoliczności. Po prostu taka praca.

Ale było tak, że premier usadził pana przed sobą i powiedział: "Bogdan, musisz?"

- Raczej nie usadził, bo sam chodził, natomiast rzeczywiście rozmowę mieliśmy na dwa etapy. To była dobra rozmowa.

A sam chodził, bo jest takim perypatetykiem, tak? Jak mówi to chodzi?

- Nie, nie zawsze. Ale w naszym zawodzie chyba trochę ruchu się przydaje.

Zobacz kontrwywiad RMF FM

Choćby po gabinecie.

- Choćby po własnym gabinecie, tak.

Jest pan bliski panie ministrze decyzji o odwołaniu roku Rosji w Polsce?

- Zbliża się czerwiec, wtedy ta decyzja powinna zapaść w odniesieniu do całego roku, jak również poszczególnych decyzji cząstkowych.

Wyobraża pan sobie, że pan ją podejmie?

- Taka decyzja jest możliwa. Za nią muszą stać dwie rzeczy: po pierwsze, przekonanie, że jest to ostateczność, a po drugie, zgoda tych instytucji i podmiotów, które złożyło wnioski do tej promesy. Trzeba pamiętać, że w tym wypadku są to instytucje samorządowe, fundacje, podmioty prawne, także fizyczne.

Ale chciałby pan roku Rosji zajmującej Krym, Rosji wygrażającej i naigrawającej się ze świata?

- Przede wszystkim, nie chcę kultury traktować instrumentalnie. Nie chcę traktować kultury tak, jak była traktowana w latach 60, 70 i 80, czyli jako instrument propagandy.

Ale dzisiaj Putin ją tak traktuje. Te listy poparcia dla aneksji Krymu podpisywane przez ludzi kultury to jest ewidentne traktowanie kultury instrumentalnie.

- Właśnie a ja nie jestem Putinem i nie zamierzam iść w jego ślady. To podkreślam. Druga rzecz to trzeba pamiętać, że znaczna część świata kultury nie podpisała tego poparcia i musimy do nich podchodzić z szacunkiem.

Ale na ile jest pan bliski i jest pan gotów podjąć taką decyzję?

- W odniesieniu do niektórych projektów tego programu w żadnym wypadku. Ja mówiłem o tym, że mamy wielkich pisarzy, którzy są tłumaczeni na język rosyjski i według mojej oceny nie powinien być ten proces wstrzymywany. Mamy stałą współpracę takich instytucji jak teatry lalek i według mojej oceny ta współpraca nie powinna być niszczona. Natomiast być może w tym programie i na to zwracamy uwagę w chwili obecnej są takie rzeczy, które mogą być wykorzystane przez administrację Putina i tu musimy zachować nie tylko ostrożność, ale prawdopodobnie wycofać się z takich projektów.

Takich, czyli jakich?

- Jeżeli mamy np. wydarzenia, które są związane z określonym rokiem w samej Moskwie i mamy w tym wypadku zajmowanie sal w których polska kultura i polska obecność może być wykorzystywana dla legalizacji, czy też takiego wzmocnienia polityki rosyjskiej to według mojej oceny powinniśmy się wycofać.

A czy jesteśmy w stanie, albo czy jest pan w stanie zapewnić, czy do Polski nie zjedzie ta śmietanka artystów popierających Putina? Czy my możemy tym sterować, kto przyjedzie a kto nie?

- Oczywiście możemy sterować tylko do tego stopnia do którego posiadamy władzę w dwóch elementach: instytucjonalnej i środków finansowych. Oczywiście za takie rzeczy nie będziemy płacić. Druga rzecz. Mamy część instytucji narodowych, które podlegają  ministrowi kultury i wtedy także możemy mieć na to wpływ. Natomiast w pozostałych przypadkach trzeba pamiętać o autonomii samorządów terytorialnych.

Ale możemy np. tak centralnie wysterować, żeby przyjechały np. Pussy Riot, czy Maszyna Wriemieni. Dzisiaj jej lider jest prześladowany za to, że nie poparł aneksji Krymu a nie Nikita Michałkow, który oklaskiwał w pierwszym rzędzie Putina na Kremlu.

- Takie zaproszenia są oczywiście możliwe i wskazane i z wielu takich przedsięwzięć rzeczywiście byśmy się cieszyli. I według mojej oceny do takich przedsięwzięć rzeczywiście dojdzie.

Czyli co Pussy Riot w Polsce?
 
- Zobaczymy, bo oczywiście ten zespół w chwili obecnej de facto nie funkcjonuje. On się również wewnętrznie skłócił jak wiemy. Natomiast na jedną rzecz zwrócę uwagę. Jeżeli chodzi o obszar kultury trzeba rzeczywiście wykazywać się tu absolutną delikatnością i nie traktować kultury instrumentalnie. My musimy szanować l artystów i instytucje i pamiętać, że dialog komunikacji odbywa się pomiędzy społeczeństwami, a nie pomiędzy władzą i władzą.

Na piątą rocznicą katastrofy nie będzie pomnika w smoleńsku?

- Czekamy na tę decyzję dwa miesiąca.

Strasznie się opóźnia. Strasznie się to wydłuża.

- Bardzo mnie to martwi - dodam od razu.

Ale to są szykany, urzędniczy bezruch czy raczej urzędnicza bezduszność, czy wręcz polityka?

- Nie jestem w stanie dokładnie tego określić, bo oczywiście chodzi o postępowanie prokuratorskie. Postępowanie prokuratorskie obejmuje także teren, na którym będzie usytuowany pomnik i w związku z tym nie możemy mieć dostępu do tego pomnika. Wydawało się, że będzie lepiej, dlatego że w ubiegłym roku pracownicy i delegaci także Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego mieli dostęp do tego terenu, żeby dokonać dokładnych pomiarów - także geologicznych. Zrobiliśmy dokładną mapę, mamy precyzyjnie usytuowanie tego pomnika, wiec wydawało się, że w maju tego roku ten teren będzie dostępny także dla usytuowania pomnika.

A nie jest tak, że Rosjanie mówią: dopóki trwa nasze śledztwo, póty nie damy tego?

- Tak, trzeba pamiętać, że nie tylko trwa śledztwo rosyjskie, ale także trwa śledztwo polskie.

No tak, ale od rozumiem, że od trwania śledztwo rosyjskiego zależy udostępnienie tego terenu.

- Tak jest dokładnie.

A my jesteśmy gotowi, żeby zacząć stawiać ten pomnik choćby jutro?

- Jesteśmy gotowi w każdej chwili.

Mamy materiał?

- Mamy materiał, materiał jest w Polsce - w dwóch miejscach. Zgromadzony jest w całości - nawet z pewną nadwyżką - przede wszystkim po to, żeby zabezpieczyć na wypadek na przykład pęknięcia jakiejś płyty. W każdym razie jesteśmy przygotowani: zarówno koncepcyjni, jak i materiałowo - pod każdym względem.

Ale to jest tak, że ten pomnik już się wykuwa?

- Nie, trzeba pamiętać o tym, że pomnik będzie wykuwany w części w Polsce. A w części niektóre elementy będą robione na miejscu - przede wszystkim te, które związane są z samym gruntem.

A jeśli się okaże, że on w Rosji nie powstanie, jesteśmy w stanie go postawić w Polsce?

- Jesteśmy w stanie, oczywiście, ale nie będzie to takie łatwe. Trzeba pamiętać, że ten pomnik ma kilkadziesiąt metrów długości, blisko sto w tym projekcie finalnych. Natomiast jest ciekawy. Trzeba też pamiętać, że jego uzasadnienie na tym terenie było szczególne. Przypomnę, że długość tego pomnika, jak i również kierunek nawiązywał do tego ostatniego fragmentu lotu samolotu przed katastrofą. Usytuowanie jego akurat w tamtym miejscu, właśnie w tej formie artystycznej niesie ze sobą bardzo silne przesłanie, także emocjonalne. Usytuowanie go gdzieś w Polsce oczywiście by te emocje redukowało.

No chyba, żeby go usytuować, nie wiem, gdzieś w pobliżu lotniska wojskowego na Okęciu?

- Chyba, że tak. Oczywiście musimy zdawać sobie sprawę z tego, że to także jest koszt. No wolałbym, żeby ten pomnik stanął tam, gdzie był przeznaczony i wierzę w to, że prędzej czy później on tam stanie.

To, że 10 kwietnia nie odbędą się w Rosji, tym razem, polskie obchody rocznicy katastrofy to jest wynik polityki?

- Chyba dwóch elementów jednocześnie. Trzeba pamiętać, że te rocznice katyńskie obchodzimy wtedy, kiedy one są równe... Na to nałożyła się tragedia, gigantyczna tragedia smoleńska i z tego powodu też przygotowujemy się zawsze do tych rocznic z określonym przesłaniem i nawiązując też do historii dramatu i tragedii jednocześnie. W tym roku, rzeczywiście, planowane są uroczystości niezwykle skromne, skromnie. Będzie pan przewodniczący Kuner, będzie ambasador Polski, w jednym i drugim miejscu. W Polsce odbędą się i msze, i także inne uroczystości, między innymi na Powązkach. Natomiast w przyszłym roku te uroczystości, z racji okrągłej rocznicy, powinny mieć inną formę.

O ile, rozumiem, z Rosją jakoś się ustabilizują stosunki do tego czasu. Czy niezależnie od tego?

- Szacunek do ofiar katastrofy oczywiście jest niezależny od stosunków z Rosją, to jest oczywiste. Natomiast ułatwienia czy utrudnienia zawsze mają istotne znaczenie.

To na koniec chciałem pana zapytać, czy w panu Rolling Stonesi 4 czerwca na Stadionie Narodowym też zagotowali krew - tak jak w polskich muzykach?

- Nie przewidywałem udziału środków publicznych w to przedsięwzięcie od samego początku - także miałem wstępną informację, że Rolling Stonesi w tym samym czasie będą występować w innym kraju. W związku z tym nie miałem tego dylematu, tego problemu. Natomiast przeznaczyliśmy ok. miliona złotych na występy polskich artystów na Agrykoli i w Łazienkach i to się rzeczywiście odbędzie, nie 4 czerwca ale 2, 3 dni później.

A zamiast Rolling Stonsów kogo by pan podrzucił pałacowi prezydenckiemu na Stadion Narodowy?

- Nikogo bym nie podrzucał z artystów zagranicznych i to z kilku powodów. Po pierwsze są bardzo drodzy, po drugie tych najważniejszych mieliśmy w ostatnim czasie: Paula Mc Cartney'a, Madonne etc. Więc wydaje mi się, że gdyby żyły te postacie, które wspomagały "Solidarność", naszą "Solidarność" to można było myśleć o Garym Cooperze, Yves Montand etc. Teraz być może zaprosimy Jane Fonde, która wspierała nas w latach 80.

U2 można by zaprosić jeszcze.

- U2 też było.





Dowiedz się więcej na temat: pomnik w Smoleńsku | pomnik smoleński | Bogdan Zdrojewski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy