Akcja policji naruszyła autonomię uczelni

Senat Politechniki Koszalińskiej (PK) stoi na stanowisku, że policja naruszyła suwerenność i autonomię uczelni, przeszukując we wtorek akademickie miasteczko. Senat przypomina, że autonomia jest gwarantowana ustawą o szkolnictwie wyższym.

We wtorek rano policjanci, funkcjonariusze Straży Granicznej i przedstawiciele Związku Producentów Audio - Video rozpoczęli przeszukania akademików. Twierdzili, że poszukują nielegalnych programów, filmów i plików muzycznych, którymi mieli się wymieniać użytkownicy studenckiej sieci informatycznej.

Reklama

Rektor PK prof. Tomasz Krzyżyński zapowiedział w środę w rozmowie z PAP, że zażąda wyjaśnień od komendanta miejskiego policji w Koszalinie (Zachodniopomorskie) oraz Komendy Głównej.

- W ocenie Senatu policja działała w sposób bezprawny, bo służby państwowe mogą wkraczać na teren uczelni albo na wezwanie rektora albo w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia ludzkiego lub klęski żywiołowej. Ja policji nie wzywałem, życie ludzkie nie było zagrożone, nie wystąpiła też sytuacja klęski żywiołowej - wyjaśnił prof. Krzyżyński.

Wyjaśnień od komendanta miejskiego zamierza również zażądać Prokuratura Rejonowa w Koszalinie. "Będziemy chcieli się dowiedzieć, dlaczego funkcjonariusze podjęli działania w akademikach bez uprzedniego zwrócenia się do nas o wydanie postanowienia o przeszukaniu - powiedział w środę Grzegorz Klimowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Koszalinie.

Klimowicz dodał, że prokuratura nie zatwierdziła jeszcze przeszukania w akademickim miasteczku.

Policja nie komentuje żądań prokuratury, natomiast jest zaskoczona stanowiskiem Senatu PK. "Mieliśmy prawo wejść na teren akademickiego miasteczka i przeszukać pokoje studentów. Politechnika jest uczelnią publiczną, działa na terenie naszego kraju i podlega obowiązującemu w Polsce prawu. O naszych działaniach zawiadomiliśmy prorektora do spraw studenckich, w przeszukaniu uczestniczyła kierownik miasteczka - powiedział w środę rzecznik koszalińskiej policji Mariusz Łyszyk.

Zdaniem prof. Krzyżyńskiego, powiadamiając o godz. 5 rano przez telefon prorektora o akcji, policja nadużyła zaufania władz uczelni.

- Jakiś czas temu podpisaliśmy z policją porozumienie zezwalające funkcjonariuszom z psami na przeszukanie akademików w przypadku podejrzenia posiadania przez studentów narkotyków. Dzwoniąc do prorektora policjanci nie informowali jednak, że zamierzają szukać nielegalnego oprogramowania. Nie mówili też, że na teren uczelni wejdą z nimi przedstawiciele Związku Producentów Audio - Video - wyjaśnił Tomasz Krzyżyński.

We wtorek po przeszukaniu 40 pokoi policja zabezpieczyła 16 laptopów, 1 stacjonarny komputer, który był serwerem sieci i 60 dysków twardych. W komputerach i na dyskach "według policji" ma się znajdować 35 terabajtów nielegalnych danych - to pojemność 54 tys. płyt CD. W ocenie policji jest to największy zabezpieczony dotychczas w Polsce zbiór nielegalnych danych.

Na razie żadnemu ze studentów nie postawiono zarzutów. Policja jedynie przekazała prokuraturze materiały dotyczące 25 użytkowników sieci, do której dostęp miało łącznie 700 osób.

Według studentów, na wielu zabezpieczonych przez policję dyskach nie ma żadnych nielegalnych programów, są natomiast na przykład ich prace dyplomowe. Policja zapewnia, że wszystkim, którzy o to poproszą, przegra te materiały na płyty. Studenci uważają taką pomoc niewystarczającą, bo żeby odtworzyć płyty i kontynuować pisanie pracy, będą musieli kupić sobie nowe komputery. Władze uczelni zapowiedziały w środę, że "rozważą udzielenie pomocy poszkodowanym studentom".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje