Dwa miesiące w bunkrze

Strażnicy Wolińskiego Parku Narodowego wyciągnęli z opuszczonego bunkra na Białej Górze psa. Okazało się, że zwierzę spędziło tam aż dwa miesiące.

Na początku lipca, podczas spaceru, pies uciekł właścicielowi na wydmy i ślad po nim zaginął - pisze "Głos Szczecoński".

Reklama

"Minęło tyle czasu... Właściwie to już straciłem nadzieję, że jeszcze się odnajdzie" - mówi Lech Nowicki z Międzyzdrojów. Okazało się, że pies zawędrował aż na Białą Górę. Tam wpadł do niezabezpieczonego dawnego wojskowego bunkra. Dopiero kilka dni temu odnaleźli go strażnicy WPN. Wyciągnęli czworonoga z pułapki i zawieźli do żubrowiska. Tam rozpoznał go jeden z pracowników i powiadomił właściciela. "To po prostu cud, że Pepi przeżył tam tyle czasu" - mówi Lech Nowicki. "Jest bardzo wychudzony, ale dojdzie do siebie. Bardzo, ale to bardzo dziękuję strażnikom z parku narodowego". Jednocześnie pan Lech chce przestrzec wszystkich, którzy spacerują po Białej Górze. "Ten bunkier jest głęboki i niezabezpieczony" - mówi. "Strach pomyśleć, co byłoby, gdy wpadło do niego na przykład dziecko".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy