Kolejny spór polskich i niemieckich armatorów

Polski prom wolnocłowy "Monika", któremu Niemcy zakazali zawinięcia do portu w Ahlbeck powraca do Świnoujścia - powiedział sieci RMF Ryszard Naklicki, prezes Polskiej Żeglugi Pomorskiej. Niemcy zażądali tym razem świadectwa "wolnej burty", którego polska jednostka, jako osobnego dokumentu nie posiada.

To dokument o wielkości ładunku, jaki prom może przewozić, ale bez pasażerów. Naklicki twierdzi, że "Monika" taki dokument posiada, ale na wspólnym certyfikacie wydanym niedawno przez Urząd Morski.

Reklama

Dopóki sprawa się nie wyjaśni, "Monika" będzie stała przy nabrzeżu w Świnoujściu. Przez długi czas nikt z polskiej strony nie wiedział, co konkretnie Niemcy zarzucają naszej jednostce.

Ryszard Naklicki był zaskoczony dzisiejszą decyzją Niemców, gdyż "Monika" została ostatnio wyposażona we wszystkie możliwe dokumenty, nawet takie, których mieć nie musiała. Zresztą prom pływał już po zatoce od tygodnia, a co więcej, stronie niemieckiej zostały przesłane nowe dokumenty i nie wyraziła ona żadnych zastrzeżeń.

Na pokładzie promu podróżowało około 200 osób. Pasażerowie wrócili do domu taksówkami albo na piechotę. Armator jednostki obiecuje, że koszty powrotu do Świnoujścia, jak również koszty biletów na rejs zostaną zwrócone.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje