Proces ws. firmy Arvato Services

Przed sądem pracy w Szczecinie rozpoczął się w środę proces wytoczony firmie call-center Arvato Services przez jej byłego pracownika, Mirosława Michałowskiego.

Sprawa dotyczy zarządzenia kierownictwa spółki, które zakazywało pracownikom używania języka polskiego w salach, w których obsługiwali zagranicznych klientów.

Reklama

Michałowski, który zaprotestował przeciwko takim ograniczeniom twierdzi, że właśnie z tego powodu wkrótce potem dostał wypowiedzenie z pracy. Dyrekcja firmy konsekwentnie zaprzecza i utrzymuje, że nie ma żadnego zakazu mówienia po polsku, a przyczyna zwolnienia go z pracy była zupełnie inna. Michałowski domaga się od Arvato 40 tys. złotych odszkodowania.

Arvato Services to firma call-center, w której konsultanci udzielają porad w obcych językach.

Na pierwszym posiedzeniu sądu w środę obydwie strony podtrzymały swoje stanowiska. Pełnomocnik Arvato odrzucił propozycję sądu dotyczącą możliwości zawarcia ugody, ponieważ w ocenie kierownictwa firmy Michałowski szkodzi jej wizerunkowi, występując z tą sprawą do sądu oraz nagłaśniając ją wcześniej w mediach.

Przedstawiciel Arvato podkreślił podczas rozprawy, że wprowadzone zarządzenie nie było zakazem, ale ?uprzejmą prośbą? i nie dotyczyło w ogóle rozmów prywatnych pracowników.

W styczniu tego roku, gdy sprawa trafiła do mediów, Michałowski mówił dziennikarzom, że informacje od kierownictwa firmy nakazujące używanie wyłącznie języka, w którym się obsługuje klientów (w jego przypadku chodziło o niemiecki) otrzymał drogą komputerową, ale było też oficjalne pismo w tej sprawie wywieszone na tablicy ogłoszeń. Przyznał też wtedy, że sfotografował m.in. treść pism wystosowanych do pracowników.

Na zwołanej wówczas konferencji prasowej dyrektor generalny Arvato Janusz Jankowiak nie ukrywał, że są wywieszone informacje przed wejściem do sal operacyjnych z prośbą o używanie języka obcego, ale - jak podkreślał - nie ma zakazu mówienia po polsku. Jak wyjaśniał, firmie chodzi wyłącznie o zapewnienie wysokiej jakości obsługi klientów zagranicznych i doskonalenie języka obcego.

Michałowski, który od 1984 roku mieszka na stałe w Niemczech, powiedział w środę, że po doświadczeniach z Arvato ma dużą niechęć do podejmowania jakiejkolwiek pracy w Polsce. - Bardzo emocjonalnie przeżyłem to, że takie zachowanie spotyka mnie właśnie tu. To była moja pierwsza praca w Polsce - mówił. Michałowski pracował w Arvato prawie półtora roku.

Na następnym posiedzeniu 20 czerwca sąd ma przesłuchać świadków.

- Chciałbym, by świadkami w mojej sprawie byli pracownicy firmy, moi koledzy z pracy, ale wiem, że nie będzie to łatwe, bo niektórzy z nich ubiegają się w Arvato o wyższe stanowiska. Jeden z nich dostał już ostrzeżenie, żeby się w tę sprawę nie angażować? - powiedział Michałowski.

Firma Arvato Services Polska to tzw. firma call center, która jest częścią międzynarodowego koncernu Bertelsmann Media. W Szczecinie zatrudnia ponad 200 pracowników, w całym kraju w sumie ponad tysiąc osób

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje