"Snajper" popełnił samobójstwo

Z przeprowadzonych badań wynika, że Stanisław Antczak, nazywany przez media "Snajperem", zginął od jednego strzału w głowę, z przyłożenia - poinformował komendant wojewódzki policji w Szczecinie Tadeusz Pawlaczyk. Powiedział, że nie ma jeszcze ostatecznych wyników sekcji zwłok, ale jego zdaniem świadczy to o samobójstwie.

Posłuchaj:

Reklama

Pawlaczyk dodał, że osaczony mężczyzna oddał kilka strzałów, na które policja zareagowała. - Wstępnie możemy powiedzieć, choć potwierdzą to dopiero specjalistyczne badania, że popełnił samobójstwo - zaznaczył Pawlaczyk. Już po zdarzeniu pies tropiący doprowadził policjantów do bunkra, w którym ukrywał się "snajper". Do obławy doszło w prawobrzeżnej dzielnicy Szczecina - w Zdrojach.

Komendant powiedział, że policja prowadziła intensywne działania na terenie Szczecina i całego województwa. - Włączyli się praktycznie wszyscy policjanci z całego garnizonu - dodał.

Pawlaczyk ujawnił, że akcja policji była pierwotnie zaplanowana na środę, ale "policjanci ostatecznie wycofali się, gdyż uznali, że byłoby to zbyt niebezpieczne; mogłoby dojść do tragedii". Jak wyjaśnił, w miejscu, w którym zlokalizowano w środę Antczaka, przebywali też inni ludzie.

W czwartkowej, bezpośredniej akcji osaczenia "snajpera", brało udział 40 policjantów, nie licząc tych, którzy stali w odwodzie - poinformował Pawlaczyk. We wszystkie szczegóły operacyjne sprawy Antczaka wprowadzonych było zaledwie 10 funkcjonariuszy.

Szef zachodniopmorskiej policji podkreślił, że w ostatnich dniach sprawdzano wszystkie sygnały napływające od mieszkańców, dotyczące Antczaka. Pawlaczyk powiedział, że miejscowa policja uzyskała wsparcie, przede wszystkim techniczne, ze strony Komendy Głównej Policji. Przyznał, że w wielu sytuacjach pomogły też media, m.in. w ten sposób, że na prośbę policji przez kilka dni nie pisały o "snajperze?, co dało czas oficerom operacyjnym na podjęcie odpowiednich działań.

- Nie działaliśmy po omacku. Działaliśmy konsekwentnie i systemowo(...) Od kilku dni wiedzieliśmy, gdzie się obraca i chcieliśmy, żeby wyszedł z ukrycia. Wiedzieliśmy, że najprawdopodobniej kończy mu się jedzenie i pieniądze - mówił Pawlaczyk. Do policji docierały także sygnały, że "snajper" jeździ po lesie rowerem przebrany za robotnika.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje