Wojewoda zachodniopomorski: premier zaprasza stoczniowców

Wojewoda zachodniopomorski Stanisław Wziątek spotkał się dzisiaj ze stoczniowcami, którzy protestowali przeciwko niewypłacaniu im pensji. Ponad tysiąc stoczniowców przeszło ulicami centrum Szczecina przed Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki. Na miejscu odśpiewali hymn narodowy. Do protestujących wyszedł wojewoda i prezes stoczni Ryszard Kwidziński. Powitały ich gwizdy.

Wojewoda zaproponował spotkanie dzisiaj wieczorem z 10 osobami reprezentującymi pracowników stoczni. Ci jednak odmówili i domagali się od niego wyjaśnień na temat sytuacji zakładu przy wszystkich protestujących. Wziątek zapowiedział, że sprawą stoczni zajmie się rząd. - Pan premier zaprasza przedstawicieli Stoczni Szczecińskiej w środę lub w czwartek do Warszawy - powiedział. Jego słowa stoczniowcy wygwizdali. Krzyczeli: "Niech Miller przyjedzie do nas", "Nie mamy za co jechać do Warszawy". Wojewoda zaproponował, że to on zorganizuje przejazd przedstawicieli stoczniowców do Warszawy i że sam pojedzie z nimi.

Reklama

Przed godz. 10. do stoczniowców protestujących przed gmachem zarządu firmy przyszli szefowie firmy. Zapowiedzieli rezygnację zarządu, jeżeli banki mające udzielić kredytu postawią takie żądanie. 4 marca sześć tysięcy pracowników stoczni odesłano na przymusowy urlop, który wciąż trwa. Dopiero niedawno otrzymali oni zaległe wynagrodzenia za luty.

Podczas spotkania stoczniowców z prezesami firmy pracownicy przerywali im przemówienia gwizdami i okrzykami: "Złodzieje!". Domagali się jasnego wytłumaczenia swojej sytuacji. Wznosili okrzyki: "Dawać prezesa, dawać złodziei", "Pójdziemy pod urząd". Mówili, że nie interesuje ich już słuchanie wiadomości typu "trzeba czekać" czy też "nadal trwają rozmowy z bankami o kredytach". Wśród stoczniowców kolportowany był list otwarty wystosowany przez "Solidarność 80" do premiera Leszka Millera. Stoczniowcy krzyczeli, żeby premier przyjechał do nich i pomógł rozwiązac ich problemy, a nie jeździł na turnieje narciarskie. Rano kilkudziesięciu pracowników stoczni wtargnęło do budynku zarządu firmy. Po kilkunastu minutach opuścili jednak gmach, gdyż okazało się, że nie ma w nim nikogo z władz spółki.

Stoczniowcy domagali się, aby prezes stoczni stanął na czele pochodu do Urzędu Wojewódzkiego. Ten jednak pozostał na miejscu. Obiecał tylko, że zaapeluje do policji, aby umożliwiła przemarsz przez miasto. Stoczniowcy szli wznosząc okrzyki: "Chodźcie z nami".

Stocznia Szczecińska utraciła w październiku 2001 roku płynność finansową. Od początku marca sześć tysięcy pracowników Porta Holding Stocznia Szczecińska SA, w skład którego wchodzi Stocznia Szczecińska, przebywa na przymusowych urlopach. Dopiero niedawno otrzymali oni zaległe wynagrodzenia za luty.

Gwarantem udzielenia kredytu stoczni ma być Agencja Rozwoju Przemysłu pod warunkiem, że zostanie podwyższony jej kapitał akcyjny - taką decyzję podjął przed mniej więcej miesiącem zarząd. Prezes firmy Ryszard Kwidziński powiedział stoczniowcom, że minister skarbu Wiesław Kaczmarek wstrzymuje się jednak z decyzją o podwyższeniu kapitału Agencji. Minister skarbu obawia się jednak, że konsorcjum banków wycofa się z dalszego kredytowania stoczni po ukończeniu budowy tych statków, na które banki już udzieliły kredytu. Wiceprezes ds. produkcji Grzegorz Huszcz dodał, że zarząd firmy gotowy jest do ustąpienia ze stanowiska, jeżeli konsorcjum banków wyrazi takie żądanie.

- Trzeba wyjaśnić, jak to się stało, że spółka, która była w 100 proc. własnością państwa, w tej chwili jest w ponad 90 proc. w rękach prywatnych. Nie potrafię tego powiedzieć również dlatego, że nie są jasne wszystkie elementy związane z przejęciem udziałów w tej firmie. I dlatego, że nie są jasne, prokuratura prowadzi w tej chwili działania związane z wyjaśnieniem sprawy - powiedział wojewoda Stanisław Wziątek. Po tych słowach stoczniowcy zaczęli skandować: "Argentyna, Argentyna".

Prezes stoczni powiedział, że z wypowiedzi wojewody wynika, iż nie jest on do końca zorientowany w realiach.

- Sytuacja Stoczni Szczecińskiej będzie przedstawiona w szczegółach wszystkim członkom rządu. W ten problem zaangażuje się osobiście minister gospodarki Jacek Piechota - powiedział wojewoda.

- Ja bardziej nie rozumiem zarządu niż stoczniowców. Przecież nie da się żyć bez czegokolwiek i nasze wszelkie rozmowy, jakie prowadzimy, zmierzają do tego, żeby zmienić postawę zarządu i to jest clou całej sprawy - powiedział wicewojewoda Andrzej Durka. Posłuchaj relacji szczecińskiego reportera RMF Piotra Lichoty:

23 maja wyrok ws. wytoczonej rządowi przez Stocznię Szczecińską

23 maja w sądzie apelacyjnym w Warszawie ogłoszony zostanie wyrok w sprawie między Stocznią Szczecińską a rządem - dowiedziała się PAP w sądzie. Jeśli Stocznia wygra, dostanie z budżetu 200-240 milionów zł.

Chodzi o wypłatę z budżetu państwa kwot wyrównawczych do statków odbieranych przez armatorów rosyjskich na początku lat 90. Po rozpadzie ZSRR rząd wycofał się z 50-proc. dopłat do programu budowy trzynastu statków.

Na jutro zapowiedziano decydujące spotkanie co do przyszłości Stoczni Szczecińskiej między przedstawicielami zarządu firmy a bankami-wierzycielami.

INTERIA.PL/RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje