Krasnodębski: Toczy się walka kulturowa z islamem

Obecnie widzę dwie tendencje: po pierwsze, liberalne grupy lewicowe bardzo zwalczają chrześcijan poważnie traktujących swoją religię, np. krytykując Polskę, a po drugie, podejście wobec islamu staje się coraz bardziej ustępliwe - mówi w rozmowie z Interią profesor Zdzisław Krasnodębski.

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: Czytał pan "Uległość" Michela Houellebecqa?

Reklama

Prof. Zdzisław Krasnodębski, europoseł frakcji EKR, niezrzeszony, wybrany z listy PiS: - Tak, czytałem.

Uważa pan, że ten scenariusz [w którym prezydentem Francji zostaje muzułmanin i kraj ten zamienia się w państwo wyznaniowe - red.] jest realny?

- Tak. Niedawno czytałem ciekawy tekst Houellebecqa, w którym jeszcze raz powiedział, że jego zdaniem cywilizacja europejska przeżywa wielki kryzys i prawdopodobnie zostanie zastąpiona islamem, jego wersją umiarkowaną.

- W ostatnim czasie oglądałem trochę telewizji francuskiej i moją uwagę zwróciły dwa wątki: po pierwsze, ostre odrzucenie wypowiedzi papieża Franciszka, który krytykował teorię gender wprowadzaną obecnie we francuskich szkołach, po drugie, reportaż, w którym broniono praw muzułmanek do noszenia chust w miejscach publicznych. Z jednej strony atakuje się katolików, ruchy pro-life, z drugiej - ulega stopniowo islamowi.

- Houellebecq w tym tekście zwrócił uwagę, że jego zdaniem kobiety we Francji już zaczęły się inaczej ubierać, w reakcji na nacisk islamu.

Ale jednocześnie mamy miasta, których lokalne władze zakazują noszenia burkini na plażach.

- To jest rodzaj walki kulturowej i na razie nie jestem przekonany, kto ją wygra. Powiedziałbym, że zmienia się to na korzyść islamu.

- Obecnie widzę dwie tendencje - po pierwsze, liberalne grupy lewicowe bardzo zwalczają chrześcijan poważnie traktujących swoją religię, np. krytykując Polskę, a po drugie, podejście wobec islamu staje się coraz bardziej ustępliwe.

Szef skrajnie prawicowej Wolnościowej Partii Austrii (FPO) powiedział niedawno, że "faszyzmem dnia dzisiejszego jest polityczny islam".

- Protestuję przeciwko używaniu słów typu faszyzm czy narodowy socjalizm i porównaniom do Hitlera czy Stalina. To uwłacza ofiarom i jest zafałszowaniem historii. Ale polityczny islam jest  fundamentalnym, radykalnym przeciwnikiem świata zachodniego.

To sparafrazujmy jakoś te słowa: "największym zagrożeniem dnia dzisiejszego jest..."

- Szukając paraleli historycznych, powiedziałbym, że dzisiejszy islam w Europie przypomina raczej czasy reformacji - kiedy fundamentaliści religijni zmieniali kulturę.

Z tym mamy dziś do czynienia? Fundamentaliści islamscy zmieniają naszą kulturę?

- Do tego dążą. Tylko zauważmy, że to nie jest konflikt na linii islam-chrześcijaństwo, jak często mówi się w Polsce. Ale - radykalna religia bardzo głęboko kształtująca życie codzienne człowieka kontra radykalnie permisywna kultura laicka, głosząca całkowitą swobodę wyboru sposobu życia.

- Zresztą w "Uległości" jest fragment, gdy główny bohater jedzie do klasztoru. Houellebecq powiedział kiedyś, że równie dobrze mógłby napisać taką powieść z katolicyzmem zamiast islamu. Sądzi jednak, że islamska alternatywa jest bardziej realna.  

Powstanie liczącej się muzułmańskiej siły politycznej jest obecnie możliwe w którymś z krajów europejskich?

- Nieprzypadkowo ta książka powstała we Francji. I równie nieprzypadkowo Francja - o czym się głośno nie mówi, koncentrując krytykę na Europie Wschodniej - nie jest skłonna przyjmować uchodźców.

Francja ma duży problem z imigrantami, których już przyjęła.

- Tak, przecież od paru miesięcy mamy we Francji stan wyjątkowy. Zaostrza się prawo. W latach 90. we Francji panowały takie nastroje, jak dziś w Niemczech. Deklarowano, że kraj może przyjąć wielu imigrantów i uczynić z nich dobrych Francuzów. Teraz widzimy, że się przeliczono.

- W demokracji liczy się większość. Przy załamaniu demograficznym będzie się zmieniać skład populacji, a wówczas Francuzi islamskiego pochodzenia wybiorą sobie taką partię, jaką będą uważali za stosowne i prawnie wesprą ten rodzaj życia, jaki preferują.

Europejska polityka skręca w prawo? Będziemy mieć dwóch prawicowych prezydentów - Marine Le Pen we Francji i Norberta Hofera w Austrii?

- Wybór Hofera na prezydenta Austrii uważam za dość prawdopodobny. Ale jego partia FPO nie jest już w Austrii uważana za skrajną.

- Podobny proces będzie pewnie dotyczył niemieckiej AfD. Jej liderka Frauke Petry już zaczyna być porównywana do Angeli Merkel...

Jeszcze niedawno mówiono o niej "Adolfina" albo "Fuhrerin".

- Otóż to. Politycy są oportunistami. Gdy zmieniają się nastroje i poparcie społeczne, i oni zmieniają swój język.  Choroba demokracji polega na tym, że za pomocą agresji słownej przez długi czas marginalizowano pewne grupy jako "populistów", "nacjonalistów", "ekstremistów". To się zaczyna zmieniać. Także we Francji. Znam osoby wykształcone, rozumne, o centrowym usposobieniu,  które zaczynają inaczej patrzeć na Marine Le Pen...

A może to jest tak, że skoro ruchy nacjonalistyczne rosną w siłę, to partie centrowe - by dotrzymać im kroku i odebrać część wyborców - same przejmują trochę z ich retoryki? I wtedy ci skrajni przestają tak skrajnie wyglądać.

- Myślę, że problem polega jednak na czymś innym. Uświadomił mi to pewien monument w Brukseli, który stoi na Placu Schumana tuż obok budynku Rady Europejskiej. Widniejący na nim napis, mówi o jednoczących się, wolnych narodach europejskich i ich wartości.

- Kiedyś budowaliśmy Unię na narodach europejskich, które mają swoją tożsamość i kulturę. To według mnie najpiękniejsza cecha Europy - że na tak małym kontynencie jest tak wielka różnorodność. Kiedyś mówiliśmy, że tę różnorodność chcemy chronić.

Zresztą motto UE brzmi "zjednoczeni w różnorodności"...

- Tak, tylko że procesy, które nastąpiły - zarówno migracji wewnątrz-europejskiej jak i z zewnątrz - są próbą stworzenia jednego demosu europejskiego; próbą rozbicia starych narodów postrzeganych jako zagrożenie, ponieważ ich rywalizacja była źródłem wojen.

- To powoduje, że wszędzie narasta poczucie zagrożenia tożsamościowego i bezpieczeństwa.

- W zeszłym tygodniu "Frankfurter Allgemeine Zeitung" opisał, jak wygląda dziś dworzec główny we Frankfurcie nad Menem. Dużo mówi się też o "dżungli" w Calais. Przecież, gdy na to patrzymy, to rodzi się poczucie, że dzieje się coś bardzo niedobrego, że zagrożone jest nasze bezpieczeństwo. I tego poczucia nie można zbagatelizować.

- To jest kryzys projektu europejskiego, który w ciągu ostatnich kilkunastu lat stał się utopijnie lewicowy.

Rozmawiała Agnieszka Waś-Turecka

***

Jeśli interesuje cię temat Unii Europejskiej, obserwuj autorkę na Twitterze

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL