Reklama

Reklama

Batalia o hodowlę zwierząt futerkowych. Prof. Chwedoruk: PiS zdeterminowany

- PiS będzie z determinacją dążył do przyjęcia projektu zmian w ustawie o ochronie zwierząt, bo jest to oczywiście wielki test większości w Sejmie, dyscyplinowanie w ten sposób koalicjantów. Jeśli Solidarnej Polsce i Porozumieniu nie uda się zablokować uchwalenia tej ustawy, a raczej nie uda, to otrzymają lekcję, że PiS nawet bez nich jest w stanie rządzić dalej w Sejmie - mówi w rozmowie z Interią dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Sejm zajmował się w środę zmianami w ustawie o ochronie zwierząt. Po południu rozpoczęło się pierwsze czytanie projektu, który firmuje twarzą sam prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Reklama

"Piątka dla zwierząt" przewiduje między innymi wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt futerkowych, ale także ograniczenie uboju rytualnego w Polsce, zwiększenie kompetencji organizacji pozarządowych oraz ograniczenie trzymania zwierząt na stałe na uwięzi.

"To jest naprawdę potrzebne. Tutaj dzieje się bardzo wiele złego i musimy temu złu zapobiec. Każdy dobry człowiek powinien poprzeć tę ustawę. Ja ją popieram z całego serca" - w ten sposób do wsparcia projektu zachęca prezes PiS w filmiku, inicjującym akcję #StopFurChallenge.

PiS szuka nowych wyborców

Zdaniem prof. UW Rafała Chwedoruka PiS-owi zależy na wprowadzeniu zakazu hodowli zwierząt futerkowych, bo przed kolejnymi wyborami musi szukać sposobów na dotarcie do nowych, młodszych wyborców.

- Prawo i Sprawiedliwość, zwyciężając w zasadzie bez większych problemów w kolejnych elekcjach, za każdym razem sukces zawdzięczało podobnej strukturze elektoratu. Biorąc pod uwagę różnicę w wieku pomiędzy wyborcami PiS a innych ugrupowań, stało się jasne, że PiS - w miarę zmian demograficznych - może nie mieć gwarancji kolejnych zwycięstw - zwraca uwagę politolog.

- Myślę, że to jest chyba pierwszy tak mocno i świadomie nagłośniony krok w stronę tego, by pokazać, że PiS nie jest tak bardzo tradycjonalistyczny i że jest zdolny adaptować niektóre poglądy bliższe młodszym pokoleniom, myślącym innymi kategoriami o rzeczywistości. To oczywiście samo w sobie nie załatwi sprawy, nie zmieni preferencji wśród młodych ludzi, ale myślę, że jest takim wstępem, rozpoznaniem, czy to ma sens - tłumaczy ekspert.

Protesty przeciwników zmian

Projekt wywołuje jednak ogromne kontrowersje. Spotkał się z zdecydowanym sprzeciwem branży futrzarskiej. 

W środę przed południem przed siedzibą PiS przy Nowogrodzkiej zgromadzili się przeciwnicy zmian m.in. przedstawiciele Agrounii na czele ze swoim liderem Michałem Kołodziejczakiem i członkowie Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych. Ich zdaniem projekt uderza w rolników. Na transparentach umieścili hasła "zdrada PiS". Słychać było okrzyki: "Kaczyński, zdrajca wsi!"

Wśród protestujących byli też politycy - Dobromir Sośnierz i Robert Winnicki z Konfederacji, Jarosław Sachajko z Kukiz'15, czy wiceszef koła Konfederacji Krzysztof Bosak.

Po nieudanej próbie wejścia delegacji do siedziby PiS demonstracja przeszła pod Sejm.

Ostry sprzeciw ministra rolnictwa

Ale projekt budzi też emocje w szeregach Zjednoczonej Prawicy.

Pomysłowi "radykalnie sprzeciwia" się minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. W liście do działaczy partii, do którego dotarł Onet, ostrzega przed "bardzo poważnymi konsekwencjami politycznymi" zmian.

"Zdaniem rolników PiS zdradza wieś, przestaje być jej obrońcą, a deklaracje składane przez najważniejszych polityków przed wyborami były tylko hasłami propagandowymi i elementem walki o elektorat wiejski. Straty wizerunkowe Prawa i Sprawiedliwości będą trwałe i bardzo trudne do odwrócenia, niemożliwe do zrekompensowania jakimikolwiek środkami przed następnymi wyborami" - uważa Ardanowski.

- Oczywiście pod tym kątem jest to ryzyko, bo otwieranie się na nowy elektorat bardzo łatwo może uderzyć nie tylko w stereotypy, które towarzyszą poglądom starszych wyborców, a także w ich interesy w wielu wypadkach. Natomiast zakładając wiarygodność różnych danych to krąg osób bezpośrednio żyjących z branży futrzarskiej nie jest tak bardzo wielki - mówi politolog.

- Ryzyko jest, natomiast im więcej czasu upłynie od tego momentu, tym bardziej wybory będą bombardowani wieloma innymi informacjami - dodaje.

Ekspert zwraca uwagę na to, że rozczarowany przyjęciem tej ustawy wyborca PiS niezbyt miałby dokąd pójść.

- Liberalna opozycja albo jest wewnętrzne podzielona w tej materii, a nawet jeśli nie jest, to i tak większość wyborców będzie wymuszała poparcie, PSL jest siłą rzeczy skoncentrowany sam na sobie, bo stoi przed fundamentalnymi dylematami dotyczącymi własnej przyszłości, też w tej materii nie jest jednoznaczny i wyborców ma dużo bardziej różnorodnych niż niegdyś. Pozostaje Konfederacja, która jednak jest wciąż formacją młodą, wewnętrznie eklektyczną, zdominowaną przez polityków o radykalnych poglądach. Trudno sobie wyobrazić starszego wiekiem wyborcę - ofiarę albo przeciwnika zmian, który ot tak zagłosowałby na osoby o libertariańskich poglądach ekonomicznych, z innego pokolenia - tłumaczy prof. Chwedoruk.

Test dla koalicjantów

Wreszcie dla PiS projekt zmian w ustawie o ochronie zwierząt ma znaczenie w wewnętrznych rozgrywkach w Zjednoczonej Prawicy, gdzie od kilku tygodni trwają negocjacje dotyczące rekonstrukcji rządu.

- PiS będzie z determinacją dążył do tego projektu, bo jest to oczywiście wielki test większości w Sejmie, dyscyplinowanie w ten sposób koalicjantów, którzy w tym momencie będą musieli się opowiedzieć tak albo tak - mówi prof. Chwedoruk.

Sceptyczna wobec proponowanych zmian jest Solidarna Polska.

- "Piątka dla zwierząt" trochę od innej strony podchodzi do kwestii zwierząt i kilka punktów tego projektu budzi obawy części naszego elektoratu, dlatego jeszcze nie podjęliśmy decyzji, w jaki sposób odniesiemy się do tej ustawy. Bardzo wnikliwie ją analizujemy i kiedy będą prace w komisji, prace podczas obrad plenarnych, z pewnością takie stanowisko będzie wypracowane - mówił na antenie TOK FM Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości i bliski współpracownik Zbigniewa Ziobry.

Decyzji co do ustawy nie podjął jeszcze drugi koalicjant PiS - Porozumienie. Projektu "osobiście nie popiera" wiceprezes partii Robert Anacki. - Uważam, że powinniśmy wycofać ten projekt i nie działać tak pochopnie. (...) Nie wyobrażam sobie, aby posłowie Porozumienia ad hoc mogli poprzeć taką ustawę bez vacatio legis - stwierdził w RMF FM.

"Najciekawszy moment całej historii"

- Jeśli koalicjantom nie uda się zablokować uchwalenia tej ustawy, a raczej nie uda, to otrzymają lekcję, że PiS nawet bez nich jest w stanie rządzić dalej w Sejmie z prostej przyczyny - wielu posłów opozycji mogłoby bronić się przed perspektywą rozwiązania Sejmu i utraty mandatów. A jednocześnie bardzo trudno byłoby w tym Sejmie stworzyć jakąś inną większość przeciwko PiS-owi, zwłaszcza w sytuacji, w której prezydent wywodzi się z PiS. To jest być może w wymiarze politycznym najciekawszy moment całej tej historii - tłumaczy prof. Chwedoruk.

Szef klubu PiS Ryszard Terlecki zapowiedział już, że przy głosowaniu posłów klubu obowiązuje dyscyplina. - Przypuszczam, że wszyscy zagłosują "za" ustawą - oświadczył w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie.

- Pomimo różnicy poglądów, jesteśmy zdeterminowani, aby ten projekt przyjąć. Nie widzę powodów, aby tych rozwiązań w Polsce miało nie być - oświadczył z kolei w Radiowej Trójce wicepremier Jacek Sasin. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje