Reklama

Reklama

Przerwane obrady Sejmu. Konsternacja wśród opozycji

Ostatnie posiedzenie Sejmu tej kadencji zostanie w nocy ze środy na czwartek przerwane i będzie wznowione dopiero po wyborach. Politycy opozycji nie kryją zdziwienia i zastanawiają się, jaki PiS ma w tym interes.

Pierwotnie w tym tygodniu miało odbyć się ostatnie posiedzenie Sejmu tej kadencji. Jednak we wtorek po południu wicemarszałek Ryszard Terlecki przekazał, że obrady zostaną przerwane, a posłowie zasiądą jeszcze raz w ławach sejmowych 15 i 16 października.   

Reklama

Decyzja zaskakuje, bo to wydarzenie bez precedensu. Nigdy wcześniej nie było sytuacji, żeby po wyborach zbierał się wcześniej wybrany Sejm. 

Konsternacja w szeregach opozycji

- Zawsze było tak, że posiedzenia Sejmu nakładały się z kampanią wyborczą, a teraz mamy w zasadzie początek kampanii, wiec nie bardzo rozumiem problem - mówi Interii senator i były marszałek Sejmu Marek Borowski.  

- Opowieści, że posłowie PiS akurat jeszcze teraz potrzebują dwóch dni na kampanię wydają mi się trochę naciągane. Sam zachodzę w głowę, o co tu może chodzić - dodaje. 

Zdziwienia nie kryje cała opozycja.

- Jestem posłem trzecią kadencję i czegoś takiego jeszcze nie widziałam - mówi Interii Joanna Kluzik-Rostkowska z PO. 

Zwraca jednak uwagę, że w czasie tej kadencji PiS podobnie zachowywało się na posiedzeniach komisji. - Jeżeli nie podobały im się wyniki głosowań, to przerywali posiedzenia komisji albo robili wielokrotną reasumpcję głosowań, żeby na samym końcu okazało się, że mają rację. Do tych zachowań, z trudem, ale przywykliśmy, jednak czegoś takiego jeszcze nie było - mówi.  

- PiS miał tworzyć innowacyjną technologię, a tworzy innowacyjną technikę obradowania Sejmu. To jest zaskakujące, nie wiem, o co może chodzić. W tym całym chaosie informacyjnym jedno jest pewne: polski parlament jest ewenementem pod względem jego nieobliczalności - słyszymy z kolei od Witolda Zembaczyńskiego z Nowoczesnej. 

Wicemarszałek Terlecki tłumaczył, że posiedzenie zostało skrócone "ze względu na krótką kampanię wyborczą i prośbę posłów, żeby mogli jechać do okręgów". W ten sam sposób mówiła w środę rano na konferencji prasowej marszałek Sejmu Elżbieta Witek.  

Jaki PiS ma interes w przerwaniu obrad?

W tłumaczenia polityków PiS nie wierzy jednak opozycja. W jej szeregach pojawiają się obawy, że PiS może próbować po wyborach wprowadzić jakieś nowe przepisy. PiS już nieraz w ten sposób zaskakiwało i w ostatniej chwili wnosiło pod obrady nowe projekty.  

- Może chcą implementować jakieś bliżej nieokreślone ustawy, w zależności od tego, kto wygra wybory - zastanawia się Zembaczyński.  

- Albo chcą coś ukryć, albo szykują jakąś pułapkę, bo nie są pewni wyniku wyborów. Być może chcą załatwić jakieś sprawy po wyborach, żeby nie przyznawać się teraz do nich przed opinią publiczną, albo sami muszą podjąć jakieś decyzje, które mogłyby się nie spodobać wyborcom PiS - przypuszcza Joanna Kluzik-Rostkowska. 

Zdaniem posłanki, przerywając posiedzenie, PiS może też próbować uciekać od niewygodnej dla nich części debaty. - Na przykład jutro mieliśmy z Tomaszem Siemoniakiem zadawać pytanie w sprawach bieżących o system Pegasus, i już tego pytania nie zadamy - mówi.   

Przerwanie obrad wywołało też falę spekulacji odnośnie tego, co PiS mogłoby próbować przeforsować. PO i Nowoczesna sugeruje, że mogłoby to być coś związanego z budżetem. 

- Z punktu widzenia propagandowego na wynik wyborczy nie miałoby to już wpływu. Może chcą podjąć uchwałę, w której podziękują narodowi za to, że im udzielił poparcia - ironizuje Marek Borowski. 

- PiS chce jak najmniej szumu wokół własnych brudów. Dodatkowo boją się blamażu wokół prezentacji raportu z komisji śledczej Amber Gold, który jest jałowym opisem znanych wcześniej faktów i dlatego przedstawiają go dopiero po wyborach - mówi Zembaczyński. 

Witek: Nie będziemy niczego nagle wprowadzać

Marszałek Sejmu zapewnia, że PiS nie zamierza wprowadzać żadnych nowych projektów po wyborach. - Nie będzie żadnych zmian w harmonogramie prac Sejmu na 15 i 16 października, nie będziemy niczego nagle wprowadzać - mówiła. 

Elżbieta Witek oświadczyła też, że o możliwość przerwania posiedzenia pytało ją kilkunastu posłów opozycji. 

W słowa marszałek Sejmu wątpi Zembaczyński - Nie potrafiła wymienić nawet o kogo chodzi - mówi. 

Według harmonogramu udostępnionego na stronie internetowej Sejmu po wyborach posłowie mają zająć się sprawozdaniem komisji śledczej ds. Amber Gold oraz kilkudziesięcioma innymi, pomniejszymi punktami. Wśród nich jest między sprawozdania komisji o poselskim projekcie uchwały "w sprawie potępienia wszelkich aktów nienawiści i pogardy antykatolickiej" czy wysłuchanie informacji o działalności Sądu Najwyższego w roku 2018 oraz informacji o działalności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego w roku 2018.      

       

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje