Reklama

Reklama

Unia Absurdalna? Polska bez morza i owocowe marchewki

Polska pozbawiona jest dostępu do morza, marchewki to owoce, a do korzystania z kaloszy konieczna jest instrukcja obsługi… Nie bez powodu od lat regularnie pojawiają się rankingi najbardziej absurdalnych przepisów w prawie Unii Europejskiej. - Zdecydowana większość unijnych przepisów uważanych za absurdalne ma ważne ekonomiczne podłoże – zaznacza jednak w rozmowie Interią profesor Mirosław Piotrowski, poseł do Parlamentu Europejskiego i znawca tematyki prawnych absurdów we Wspólnocie.

Unijne prawodawstwo to bardzo skomplikowany proces, na który wpływ mają między innymi próba ustandaryzowania produktów, legalne gospodarcze lobby, jednostkowe interesy państw członkowskich i zwyczajna praktyczność.

Unia Europejska odcina nas od morza

Reklama

Użyteczność i wygoda stały za wspomnianym odcięciem Polski od morza. Według przepisów unijnych, korzystniej dla interesów polskich rolników było przyjąć fikcję prawną. Na jej mocy, jeżeli odległość od najdalszego miejsca w kraju do wybrzeża przekraczała pewną liczbę kilometrów, to państwo to - wyłącznie ze względów ekonomicznych - uznawane było jako nieposiadające dostępu do morza.

Sytuacja "odcięcia Polski od morza" zmieniła się w momencie nowelizacji unijnych przepisów budżetowych. Od tej pory nasz kraj pełnoprawnie leży nad Bałtykiem.

Jeżeli jesteśmy przy tematyce rolnej, to do legendy przeszła już krzywizna bananów. Przypomnijmy, że w 1994 roku ukazało się rozporządzenie Komisji Europejskiej dotyczące wzorca tego owocu. Obliczano je na podstawie długości jadalnego miąższu i długości powierzchni wypukłej, od końca do szczytu banana, do podstawy przysadki, z zachowaniem minimalnego odchylenia wynoszącego 27 mm. Banan musiał też mieć co najmniej 14 cm długości.

Ustawowe unijne nagięcie banana zlikwidowano w 2009 roku. Wtedy też "amnestią" objęto zbyt krzywe ogórki, zbyt bulwiaste marchewki czy wreszcie - dorodne kapusty powyżej dwóch kilogramów wagi.

Owocowa marchewka i rybne ślimaki

Wielu wprawiły w osłupienie dyrektywy dotycząca marchewek i ślimaków. Jedną ze specjalności portugalskiej kuchni jest dżem z marchewek. Szkopuł w tym, że unijne dżemy mogą być wytwarzane jedynie z owoców. I tu - w interesie portugalskich przetwórców - stworzono fikcję, przemieniając warzywo w owoc i dzięki temu spełniając unijne wymogi.

Warto też dodać, że prawo wspólnotowe rozróżnia marmoladę od konfitur. Ta pierwsza zawierać ma wyłącznie owoce cytrusowe. To niejedyna cudowna gatunkowa przemiana w Unii Europejskiej.

Francuskim hodowcom ślimaków tak bardzo zależało na dotacjach, że zdołali przekonać wspólnotowych urzędników do uczynienia z mięczaka ryby słodkowodnej. Na szczęście nie doszło do przemienienia wody w wino, ale w 2011 roku Unia Europejska przepisami zasugerowała, że woda nie nawadnia. Producentom wód mineralnych zakazano bowiem umieszczania na etykietach jakichkolwiek wzmianek o tym, że picie wody zapobiega odwadnianiu organizmu.

Jak zakładać kalosze i schodzić z drabiny

Unia Europejska nie widzi natomiast problemu z dołączeniem do pary kaloszy 24-stronnicowej, przetłumaczonej na dziesięć języków, instrukcji obsługi. Wszystko to zgodnie ze wspólnotową dyrektywą z 1989 roku w sprawie osobistego wyposażenia ochronnego. We wskazówkach dotyczących popularnych gumowców zawarto zalecenie dotyczące ich użytkowania, przechowywania, konserwacji czy doboru odpowiedniego numeru.

Pozostajemy w "gumowych" tematach. Unia Europejska zadbała, by prezerwatywy były naprawdę wytrzymałe. Tak wytrzymałe, że muszą pomieścić i udźwignąć ciężar 18 litrów płynu. Dbając o skuteczną antykoncepcję, Wspólnota dba także o zdrowie naszych dzieci. Te, które nie ukończyły ósmego roku życia, nie mogą bez opieki rodziców bawić się balonami. Powód? W trakcie nadmuchiwania balonu dziecko może połknąć ten przedmiot i się nim zadławić.

Wykluczona jest też zabawa we wspinanie się po drzewach. By robić to legalne - przypomnijmy: wspinać się po drzewach - należy przedstawić specjalne unijne zaświadczenie.

Inny temat "wysokościowy", czyli sposób korzystania z drabiny, został również skrupulatnie obostrzony przepisami. Drabina to "sprzęt do tymczasowej pracy na wysokości", z której "trzeba wchodzić i schodzić z twarzą zwrócona w stronę drabiny, pomagając sobie obiema rękoma, trzymając się szczebli i mieć cały czas kontakt z drabiną w trzech miejscach - jedna dłoń i dwie stopy lub dwie dłonie i jedna stopa".

Żarówka, czyli grzejnik małej mocy

Dlaczego zwyczajne żarówki sprzedaje się jako "żarówki specjalistyczne", "punkty świetlne" albo "grzejniki małej mocy"? Komisja Europejska zdecydowała o wycofaniu tradycyjnych żarówek do 2012 roku i wprowadzeniu w ich miejsce energooszczędnych świetlówek.

Pomysłowość ludzka nie zna jednak granic, a w sklepach wciąż można kupić tradycyjne żarówki, które według unijnych przepisów nie są jednak żarówkami. Produkty te,  jako "grzejniki" czy "punkty", mają jednak istotne oznaczenie na etykiecie o treści: "Nie stosować do użytku domowego".

Podobne obejście przepisów ma miejsce w przypadku pomp do centralnego ogrzewania. Unia Europejska zakazała produkcji pomp nie wyposażonych w elektroniczne sterowanie, a takowa są bardzo drogie.

By obniżyć cenę, pompy do CO sprzedawane są jako pompy do układów solarnych, bo tych zastrzeżenie o konieczności posiadania elektronicznego sterowania już nie obejmuje.               

Unijne absurdy jednak mają sens

Jakkolwiek niedorzecznie brzmią unijne przepisy, to jednak mają one racjonalne podstawy.

- Zdecydowana większość unijnych przepisów uważanych za absurdalne ma swoje ważne ekonomiczne podłoże. Są kraje, które na tym zyskują, ale niektóre tracą, jak np. Polska po wprowadzenia dyrektywy w sprawie minimalnych norm ochrony kur niosek, a konkretnie parametryzacji ich klatek (m.in. zapewnienia przyrządów do skracania pazurów). Jak przyznał minister rolnictwa Marek Sawicki, konieczność wprowadzenia takich klatek w Polsce doprowadziła do wzrostu cen jaj o 30 procent - komentuje w rozmowie z Interią europoseł profesor Mirosław Piotrowski, pomysłodawca konkursu "Największy absurd Unii Europejskiej".

Jak tłumaczy nasz rozmówca, prawne nonsensy we Wspólnocie mają wiele źródeł.

- Między innymi biorą się ze zderzenia interesów na poziomie takich instytucji, jak Komisja Europejska, Rada Unii Europejskiej i Parlament Europejski. Poprzedni szef Komisji Europejskiej, Jose Manuel Barroso, odpierał zarzuty, że to Komisja odpowiedzialna jest za finalny produkt absurdalnych przepisów prawnych. Twierdził, że to egoizmy niektórych państw członkowskich powodują dopisywanie korzystnych dla nich zapisów, de facto w wydźwięku swym nielogicznych, ale maksymalizujących ich interesy, vide marchewka-owoc w Portugalii czy ślimak-ryba śródlądowa dla Francji - mówi profesor Piotrowski.

Standaryzowanie na siłę

Swoje trzy grosze w kwestii udziwniania przepisów również chęć ujednolicenia i normalizowania prawa, często prowadząca do nienormalnych sytuacji. Na szczęście w samej Brukseli dostrzeżono ten problem.

- Absurdy w prawie wspólnotowy biorą się także z chęci standaryzowania niemal wszystkiego, a przez to automatycznie zwiększa się biurokracja w Unii. Aby ograniczyć ten trend, poprzedni szef KE  - sądzę, że także w wyniku organizowanego przez mnie konkursu - powołał specjalną grupę ds. obciążeń administracyjnych w UE (High Level Group on Administrative Burdens) pod przewodnictwem Edmunda Stoibera, byłego premiera Bawarii, która opracowała końcowy raport pt. "Zmniejszenie biurokracji w Europie" ("Cutting Red Tape in Europe"), a szef KE stwierdził, że w okresie pięciu lat wycofano bądź nie dopuszczono około 6000 unijnych aktów prawnych - mówi pomysłodawca konkursu "Największy absurd Unii Europejskiej".

Święto krzywego ogórka

- Barroso w Brukseli stwierdził też, że np. puszki na oliwę "to obszar, którym najlepiej można się zająć na poziomie krajowym i  regulowanie go na poziomie UE przyniosłoby projektowi i idei europejskiej więcej szkody niż pożytku" - profesor Piotrowski przytacza przykład cofania się unijnej biurokracji.

- Wcześniej, czyli 6 lat temu "świętowaliśmy" powrót na półki sklepowe krzywego ogórka i bulwiastej marchewki, czyli wycofanie unijnych przepisów dotyczących znormalizowanego wyglądu 26 jarzyn i owoców. A Mariann Fischer Boel, Komisarz ds. Rolnictwa i Rozwoju Obszarów Wiejskich, określił to jako konkretny przykład działań na rzecz ukrócenia zbędnej biurokracji. Dodając, że wyrzucanie zupełnie dobrych produktów tylko dlatego, że mają "niewłaściwy" rozmiar i kształt jest bez sensu - kończy profesor Piotrowski tematykę unijnych "bezsensów".

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy