"W Krakowie policja i prokuratura przegrały walkę z gangiem kiboli"

Dziennikarz śledczy Szymon Jadczak, w głośnym reportażu zaprezentowanym w "Superwizjerze" w stacji TVN, pokazał związki władz piłkarskiej Wisły Kraków z wyrosłym ze środowiska kiboli krakowskiego klubu gangiem Sharks. Zastanawiające w całej sprawie są dalekie od skutecznych działania krakowskiej policji i prokuratury, a wręcz symboliczna jest ucieczka nieformalnego przywódcy gangu Pawła M. z Polski na kilkanaście godzin przed planowanym zatrzymaniem. - To jest niebywałe. Według mnie ta sprawa wymaga całkowitego wyjaśnienia - mówi Szymon Jadczak w rozmowie z Interią.

Artur Wróblewski, Interia: Od kiedy krakowska policja i prokuratura rozpracowują gang Sharksów i jaka jest skuteczność ich działania? 

Reklama

Szymon Jadczak: - Walka policji i prokuratury z gangami powiązanymi ze środowiskiem kiboli trwa do momentu, gdy pojawili się kibole. Wiele jednak wskazuje na to, że w Krakowie policja i prokuratura przegrały walkę z przestępcami-kibolami. Gang Sharksów, który powinien być skutecznie rozpracowany przez organy ścigania, rozrósł się do ogromnych rozmiarów. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że do rozmiarów mafii. Pytanie zatem brzmi: kiedy gang Sharksów zostanie skutecznie zlikwidowany? 

W Krakowie jest też inny klub z prężną grupą kiboli. Czy wokół Cracovii działa również gang, który rozmiarami i rozmachem działania można porównać do Sharksów? 

- To jest ciekawe pytanie. Przeglądając akta policyjne i prokuratorskie można odnieść wrażenie, że większość środków organów ścigania skupiła się na kibolach Cracovii. Co chwilę mamy zatrzymania przywódców kiboli Cracovii czy to członków bojówek Cracovii, bo one oczywiście się co jakiś czas po aresztowaniach odradzają. Policja i prokuratura stara się jednak przetrzebiać kibolstwo Cracovii. Jednocześnie w tym samym czasie gangi powiązane z kibolami Wisły rosły w siłę. Z moich rozmów z ludźmi z Krakowa znającymi sprawę wynika, że to efekt konfliktu w łonie krakowskiej policji. Jednak nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak to wygląda, dlaczego do tego doszło i jak przez tyle lat tolerowano taką sytuację. 

- Jednocześnie pewien wpływ na obecną sytuację miał fakt, że Paweł M. "Misiek" zastraszał środowisko powiązane z kibolami Wisły, powołując się na rzekome wpływy w policji i prokuraturze. Słyszałem też o przypadkach, że "Misiek" rzeczywiście pewne wpływy miał. Na przykład docierał do zeznań, dowiadywał się w którym zakładzie karnym czy areszcie przebywa zatrzymany skruszony bandyta, czy w inny sposób był ich w stanie zastraszyć. W reportażu pokazałem spalone mieszkania czy samochody tych osób, które w jakikolwiek sposób mogły pogrążyć gang. 

"Misiek" miał dostęp do policyjnych i prokuratorskich akt? 

- Prowadzono nawet postępowania w tych sprawach. Wykryto pojedyncze przypadki. Budzi to wszystko poważne wątpliwości. 

Wróćmy do kwestii przejęcia piłkarskiej Wisły przez obecne władze. Czy organy ścigania miały jakikolwiek wątpliwości na początku co do przejęcia Wisły przez Jakuba M., a później oddania przez niego klubu w obecne ręce? 

- Transakcja przejęcia Wisły jest dla mnie do dziś niezrozumiała i jest to transakcja, której logicznie nie da się wytłumaczyć. Po pierwsze, jakim sposobem człowiek bez majątku, ze sfałszowanymi gwarancjami bankowymi, kupuje klub od jednego z najbogatszych ludzi w Polsce [Bogusława Cupiała - przyp. AW], biznesmena otoczonego armią doradców i prawników, wciskając mu sfałszowane dokumenty? Po drugie, jak to się stało, że władze piłkarskie patrzą z Warszawy na to, co dzieje się w Krakowie i nic z tym nie robią? A po trzecie, z tego co wiem, pan Jakub M., oprócz rozmów z przedstawicielami Tele-Foniki, negocjował też wprost z gangsterami. To budzi grozę i nijak nie przystaje do wizerunku piłki, który chcielibyśmy widzieć. Ta transakcja to scena z filmów gangsterskich klasy B. Czy policja i prokuratura powinny się zainteresować transakcją przejęcia Wisły przez Jakuba M.? Teoretycznie tak. Jeśli prześledzi się okoliczności, w jakich doszło do przejęcia Wisły, kto z kim negocjował i w jaki sposób, to powinno dojść do reakcji organów ścigania. Zwłaszcza, że mówimy tu o klubie o blisko 120-letniej tradycji, wielokrotnym mistrzu Polski, z ogromną rzeszą kibiców. Ale nic takiego się nie wydarzyło. To zagadkowe. 

Zagadkowo wygląda również sprawa znalezienia w hali Wisły skradzionych przez kiboli Ruchu Chorzów flag kibiców GKS Katowice. Podchodzono do całej operacji dwukrotnie.    

- Sprawę flag GKS Katowice w hali Wisły prowadziła policja śląska. Zgodnie jednak z przepisami, w akcji musiała im asystować policja krakowska. Zleceniodawcą całej akcji była prokuratura w Chorzowie. Za pierwszym razem, w 2017 roku, flag nie znaleziono, co jest zastanawiające, bo budynek hali Wisły nie jest przepastnym gmachem. Flagi znaleziono dopiero podczas drugiej operacji, w maju 2018 roku, gdy do akcji włączyło się CBŚP, a wiedza na temat tej grupy przestępczej była bogatsza. W tym czasie flagi przechowywano w pomieszczeniu  wynajmowanym  przez Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków, którego prezesem był Damian D., do niedawna wiceprezes Wisły Kraków Spółka Akcyjna. Tutaj trzeba zapytać o kwestię współpracy pomiędzy jednostkami policji i prokuratorami. To jest temat, którym się powinno zająć Ministerstwo Sprawiedliwości i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. To, jak wygląda przepływ informacji, to jest przerażające i skandaliczne, wymagające gruntownej zmiany. Współpracy nie ma, dochodzi do sytuacji, że trzy różne prokuratury prowadzą trzy różne postępowania, dotyczące jednej i tej samej sprawy. To oczywiście opóźnia i blokuje śledztwa... Kuriozalna sytuacja. Efekty tego pokazałem w reportażu. Dokumenty dotyczące sprawy Damiana D. i ostrzelania stadionu Wisły zostały wysłane do sądu, a sprawa miała miejsce w 2014 roku. Tymi dokumentami, które pokazałem w reportażu, nikt się nie zajął i nie zainteresował. W tym czasie Damian D. został wiceprezesem jednego z największych klubów piłkarskich w Polsce, a obciążające go zeznania spokojnie sobie leżą na jakiejś półce w budynku prokuratury i sądu. Kurzyły się i czekały tam chyba na lepsze czasy... W racjonalny sposób nie da się tego wytłumaczyć. 

Skąd się bierze bezwład policji i prokuratury w tych sprawach? 

- Pewnie również stąd, że na trybunach Wisły zasiada spora liczba prokuratorów i policjantów, a także polityków i prawników. Wiem, że dochodzi tam do nieformalnych kontaktów pomiędzy członkami gangów a tymi środowiskami. Nie potrafię też zrozumieć, że w dniu opublikowania mojego reportażu, na trybunach Wisły zasiada wicepremier Jarosław Gowin i oklaskuje piłkarzy w klubie, który ma tak potężne związki z gangsterami. 

Czy efektem sytuacji, o której mówisz, jest skuteczne wywinięcie się Pawła M.? 

- To jest niebywałe, że Paweł M. "Misiek" w sobotę wylatuje z kraju w nieznanym kierunku, a w poniedziałek policjanci idą po niego i się dziwią, że tego człowieka już nie ma w Polsce i w ogóle jest poza ich zasięgiem. Jak można to skomentować? Do dzisiaj nie udało się go odnaleźć, ale z tego co słyszałem, to w końcu po moim reportażu ktoś zaczął to badać, w jaki sposób do tego doszło. Według mnie ta sprawa wymaga całkowitego wyjaśnienia. Tutaj mam apel do Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, by przyjrzeli się tej sprawie z bliska. Jeśli ma dochodzić do takich sytuacji, że poszukiwany gangster na kilkanaście godzin przed planowanym aresztowaniem, przez nikogo nie niepokojony, spokojnie wylatuje sobie z kraju, to trudno nazwać Polskę krajem normalnym i bezpiecznym. 

A czy miasto Kraków nie było władne w jakikolwiek sposób zainterweniować? Sygnały o tym, że w Wiśle Kraków dzieją się zagadkowe rzeczy, płyną od dłuższego czasu. 

- Miasto Kraków jest zakładnikiem tej sytuacji. Z jednej strony mamy należący do miasta stadion Wisły, obiekt zbudowany za ciężkie pieniądze i pełen mankamentów, ale stadion, który musi się utrzymywać i zarabiać na siebie. Głównym źródłem wpływów miał być wynajem klubowi piłkarskiemu Wisła, z którym z powodu tej sytuacji trzeba się porozumieć. Z drugiej strony mamy krakowskich urzędników, którzy - jak wynika z moich rozmów z nimi - niezbyt chętnie chcą mieć do czynienia z ludźmi rządzącymi obecnie Wisłą. Jednak nie mogą sobie pozwolić na to, by nie mieć z nimi nic wspólnego. Sytuacja z umową wynajmu stadionu z początku lipca [miasto zagroziło nieprzedłużeniem umowy ze względu na brak spłaty zobowiązań przez Wisłę - przy. AW] pokazuje wyraźnie, że obecny zarząd Wisły to nie jest poważny kontrahent i partner do rozmów. Jeżeli ktoś podpisuje umowę najmu obiektu, za który to najem ani nie ma ochoty płacić, ani też nie ma środków, by płacić, to jak określić taką stronę umowy? Miasto wynajmujące stadion powinno twardo egzekwować wykonanie umowy. Wiemy jednak, jak skończyłoby się to dla piłkarskiej Wisły, gdyby miasto nie poszło na kompromis, tylko zażądało wykonania podpisanej przez zarząd Wisły umowy. Jest też inna kwestia. Szeregowi urzędnicy miejscy zajmujący się sprawami Wisły, którzy na przykład odpowiadają za negocjacje z przedstawicielami klubu, nie będą ryzykować nerwów, zdrowia czy nawet życia, by przeciwstawić się bandytom rządzącym w Wiśle. Przecież to jest zorganizowana grupa przestępcza. To oni stoją za klubem. Zwykły urzędnik ma się im stawiać? 

Czy można liczyć na to, że sprawą Wisły i Sharksów służby wreszcie zajmą się w skuteczny sposób? 

- Nieoficjalnie policjanci i prokuratorzy gratulują mi dobrej roboty i rzetelnego reportażu, a oficjalnie nie mogę się doczekać komentarza ani ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości, ani Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Trochę mnie szokuje i dziwi milczenie władz Polskiego Związku Piłki Nożnej i Ekstraklasy. Chciałbym tutaj zaakcentować, że udawanie, iż nie ma problemu, jeszcze nie rozwiązało żadnego problemu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy