Reklama

Reklama

Wybory na Ukrainie. Faworyt bez programu wyborczego?

"Wołodymyr Zełenski kandyduje właściwie bez programu wyborczego" /SERGEI SUPINSKY /AFP

Ponad czterdziestu kandydatów walczy o fotel prezydencki na Ukrainie. Wśród faworytów wymienia się Petro Poroszenkę i Julię Tymoszenko, ale sondaże wskazują na zaskakująco duże poparcie dla Wołodymyra Zełenskiego, aktora grającego w serialu komediowym... prezydenta Ukrainy. O tym, kto ostatecznie zwycięży, Interia rozmawia z Wojciechem Konończukiem, kierownikiem zespołu Ukrainy, Białorusi i Mołdawii w Ośrodku Studiów Wschodnich.

Reklama

Artur Wróblewski, Interia: W wyborach prezydenckich na Ukrainie mamy trójkę faworytów: komik i producent telewizyjny Wołodymyr Zełenski, była premier Julia Tymoszenko oraz urzędujący prezydent Petro Poroszenko. Osoby Tymoszenko i Poroszenki są znane interesującym się sytuacją polityczną na Ukrainie. Kim jest jednak Zełenski? Dlaczego wszedł do polityki?

Wojciech Konończuk, Ośrodek Studiów Wschodnich: Zełenski jest znanym aktorem, który występuje w jednym z najpopularniejszych w historii ukraińskiej telewizji seriali komediowych. To człowiek, który sam siebie wymyślił. Serial, o którym mówię, zatytułowany "Sługa narodu", opowiada historię zwykłego nauczyciela ze zwykłej ukraińskiej szkoły, który w wyniku szeregu nieprawdopodobnych zdarzeń zostaje wybrany prezydentem. Jako głowa państwa zaczyna walczyć ze wszystkimi bolączkami, z którymi zmaga się Ukraina, w tym z korupcją i potężnymi oligarchami. Jednym słowem: próbuje Ukrainę naprawić. Teraz Zełenski próbuje wyjść z roli aktora i przekonać społeczeństwo ukraińskie, że to co robi w serialu, jest w stanie czynić także w realu. Wyjść z butów granej postaci, czyli Wasyla Hołoborodko, i już jako Wołodymyr Zełenski stać się prezydentem Ukrainy. Jego decyzja o starcie w wyborach jest efektem wielkiego zapotrzebowanie społeczeństwa ukraińskiego na nowe postacie w życiu politycznym. Wśród głównych pretendentów tylko Zełenski jest nową osobą w polityce, co próbuje on wykorzystać.

Reklama

A jaki jest jego program wyborczy i poglądy polityczne czy ekonomiczne?

- To jest dobre pytanie, na które nie ma jasnej odpowiedzi. Do tej pory Zełenski niechętnie zdradzał się z tym, co myśli na najważniejsze tematy. Można powiedzieć, że kandyduje właściwie bez programu wyborczego. Nigdy nie ogłosił jakiegokolwiek manifestu politycznego, o którym można by dyskutować. Jego postulaty można co najwyżej zrekonstruować z jego nielicznych wywiadów. A to, że są one nieliczne nie jest przypadkowe. Po tym, kiedy ostatniego dnia ubiegłego roku ogłosił start w wyborach prezydenckich, udzielił dwóch wywiadów prasowych. Od tego czasu właściwie milczy i nie jest to przypadkowe. Prawdopodobnie jego PR-owcy uznali, że udzielone wywiady nie wyszły mu najlepiej. Sądzę, że do pierwszej tury wyborów prezydenckich, nie będzie już wywiadów prasowych i tym bardziej wystąpień telewizyjnych Zełenskiego. Zwłaszcza, że on zdaje sobie sprawę, iż kiepsko w nich wypada i ma niewiele do powiedzenia.

Serialowa postać Zełenskiego walczy z oligarchami. Tymczasem mówi się o związkach Zełenskiego z Ihorem Kołomojskim, oligarchą skonfliktowanym z prezydentem Poroszenką.

- Jego związki z Kołomojskim nie zostały udowodnione, natomiast mamy wiele wskazujących na to przesłanek. Zacznijmy od tego, że serial "Sługa narodu" od początku emitowany jest na kanale telewizyjnym należącym do Kołomojskiego. Istotne jest jednak to, że wyborcy nie postrzegaj Zełenskiego jako narzędzia w rękach oligarchy. Sondaże pokazują, że jego zwolennicy chcą na niego głosować, ponieważ to jest nowa twarz w polityce oraz uznają, że nie jest on powiązany z oligarchami.

Zełenski ma być ponoć gwarantem tego, że Poroszenko nie znajdzie się w drugiej turze wyborów. Ile w tym prawdy?

- Takie teorie się pojawiają z tego powodu, że Tymoszenko również jest wiązana z Kołomojskim. Nie oznacza jednakże, że jest ona od niego w jakikolwiek sposób uzależniona. Jest to pewnego rodzaju sojusz taktyczny pomiędzy Tymoszenko a Kołomojskim. Jeszcze kilka miesięcy temu można było sądzić, że Zełenski nie będzie realnym kandydatem, ale ma za zadanie odebrać część głosów Poroszence. Wydaje się, że w momencie, gdy sondaże poparcia dla Zelenskiego poszybowały w górę, sytuacja się zmieniła. Być może osoby za nim stojące uznały, że skoro tak świetnie radzi sobie w sondażach, to wcale nie musi być kandydatem technicznym. W tym momencie wydaje się, że to Zełenski ma największe szanse, by wejść do drugiej tury.

Sondaże wskazują natomiast na duże poparcie dla Tymoszenko. Skąd bierze się jej popularność? Przecież w wyborach prezydenckich przegrała już trzykrotnie.

- To osoba znana na ukraińskiej scenie politycznej od lat 90. i kandydatka posiadająca stały elektorat, ale też ponad połowa wyborców deklaruje, że jej nie ufa. Sondaże poparcia dla Tymoszenko w ostatnich kilku miesiącach nigdy nie wzrosły powyżej 21-22 procent. To się raczej nie zmieni pomimo faktu, że Tymoszenko jako pierwsza rozpoczęła kampanię, ma bardzo wyrazisty program i zmieniła nawet charakterystyczną fryzurę.

Który z trójki cieszących się największym poparciem kandydatów byłby najwygodniejszy dla Rosji?

- To jest celne pytanie. Przewrotnie powiem, że żaden z trójki głównych kandydatów nie będzie dla Rosji złym wyborem. Dlaczego? Bo żaden z nich nie daje gwarancji zmiany systemu. Na Ukrainie po Rewolucji Godności pojawiło się bardzo wiele obietnic głębokich reform i walki z korupcją, ale większość z nich nie została zrealizowana. To zaś sprawia, że system istniejący na Ukrainie przed Majdanem, choć zaszły w nim pewne zmiany, zasadniczo się nie zmienił. Wciąż wielką rolę odgrywają oligarchowie, którzy kontrolują wiele sektorów w gospodarce i większość mediów, nadal panuje systemowa korupcja, kraj zmaga się z nierozwiązanymi problemami gospodarczymi, społeczeństwo jest sfrustrowane, a zainicjowane w wielu sferach  reformy nie zostały doprowadzone do końca. Z trójki kandydatów prezydent Poroszenko byłby najgorszym dla Rosji wyborem, to sądzę, że nie jest wybór, którego Kreml nie będzie w stanie przełknąć. Pewnie lepszym dla Kremla wyborem byłaby Tymoszenko, która jest pewną niewiadomą. Z jednej strony uważa za konieczną integrację ze strukturami zachodnimi, z drugiej zaś znane są jej wcześniejsze powiązania z Moskwą. Natomiast Zełenski jest zagadką, chociaż z punktu widzenia Rosji nie byłby złym wyborem, ze względu na brak politycznego doświadczenia i przemawiającą przez niego naiwność.

W jaki sposób Rosja może wpłynąć na wynik wyborów na Ukrainie?

- Na pewno nie poprzez ingerencję militarną. Pomimo tego, że od ukraińskich wojskowych i polityków rządzących regularnie docierają sygnały o możliwej nowej fazie rosyjskiej agresji zbrojnej, to służy to głównie do zmobilizowania elektoratu. "Czy naprawdę chcecie głosować na komika Zełenski lub nieprzewidywalną Tymoszenko w sytuacji, gdy kraj jest w stanie wojny z Rosją?" - zdaje się pytać  wyborców prezydent Poroszenko. Jego przekaz głosi, że w wyborach nie chodzi tylko o wybór prezydenta, ale też głównodowodzącego armią. Nie wykluczałbym jednak innych form rosyjskiej ingerencji w wybory. W jaki sposób? Na przykład poprzez cyberataki na serwery ukraińskiej Centralnej  Komisji Wyborczej.  

Właśnie, Ukraina jest w stanie wojny z Rosją. Skąd się zatem bierze popularność prorosyjskich kandydatów?

- W wyborach startuje kilku kandydatów mających prorosyjskie poglądy. Trzeba tez pamiętać, że do rewolucji na Majdanie wybory na Ukrainie w polegały na wyborze między opcją prorosyjską a prozachodnią. Dzisiaj sytuacja jest kompletnie inna. Wojna naprawdę wiele zmieniła. Wciąż jednak istnieje kilkunastoprocentowy elektorat, który chce głosować na kandydatów mówiących o potrzebie naprawienia relacji z Rosją.   

Czy temat relacji z Polską jest w ogóle poruszany w kampanii wyborczej?

- Temat relacji z Polską jest nieobecny. Kwestie polityki zagranicznej Ukrainy pojawiają się jedynie w kontekście relacji z Rosją i integracji z Unią Europejską. Natomiast o ile w polskich kampaniach wyborczych temat relacji polsko-ukraińskich zawsze był obecny, nawet jeśli nie na pierwszym planie, o tyle na Ukrainie nie istnieje.

Tymoszenko obiecała Ukraińcom, że ich pensje wzrosną do poziomu tych, które mamy w Polsce.

- Tak, ale to nie są słowa dotyczące relacji polsko-ukraińskich, a pokazanie Polski jako pewnego modelu sukcesu gospodarczego, który warto naśladować. Tymoszenko by tak nie mówiła, gdyby nie przekonanie dużej części społeczeństwa ukraińskiego, że Polsce się wiele udało.

Szacuje się, że w Polsce jest około ponad milion Ukraińców. Czy ten fakt w jakikolwiek sposób może wpłynąć na wynik wyborów?

- Nie dysponujemy badaniami na ten preferencji politycznych ukraińskich migrantów. W Polsce mieszkają głównie osoby z zachodniej i środkowej Ukrainy. Z tego można wnioskować, że elektorat rozłożyłby się raczej pomiędzy Poroszenką a Tymoszenko, ale nie ma żadnych badań sondażowych, które by ten domysł potwierdziły.

A co oznaczała ostatnia wizyta Donalda Tuska na Ukrainie? Który z kandydatów starał się przekuć obecność szefa Rady Europejskiej jako swój sukces albo zasugerować że to właśnie jego popiera Tusk?

- Wizyta Donalda Tuska związana była z piątą rocznicą Majdanu i nałożyła się na kampanię wyborczą. Jego wystąpienie w parlamencie ukraińskim jest postrzegane przez Ukraińców jako historyczne. Poczuli się wyróżnieni, że wysoki rangą unijny polityk deklaruje w Kijowie, w dodatku w języku ukraińskim, że nie ma Europy bez Ukrainy. To był mocny sygnał wysłany do społeczeństwa ukraińskiego. Biorąc pod uwagę, że gospodarzem spotkania był prezydent Poroszenko, można to odebrać również jako pośredni gest poparcia dla niego. Tak to jest przynajmniej odbierane na Ukrainie, bo rzeczywiście trudno mówić o wizycie Tuska w Kijowie bez kontekstu wyborczego.

27 października na Ukrainie odbędą się kolejne wybory, tym razem parlamentarne. W jaki sposób wynik wyborów prezydenckich wpłynie na głosowanie jesienią?

- Zdecydowanie wpłynie. Zobaczymy, kto zostanie prezydentem. Zwykle było tak, że partia osoby wybranej na prezydenta otrzymywała też pewną premię w wyborach parlamentarnych. Tak się stało w 2014 roku, kiedy to po wygranej Poroszenki, sukces zanotowało jego ugrupowanie.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy