Reklama

Reklama

​Swiatłana Cichanouska: Alaksandr Łukaszenka już stracił władzę

- Jesteśmy już w większości. To Alaksandr Łukaszenka jest w opozycji, on jest przeciwko społeczeństwu - mówi w rozmowie z Interią Swiatłana Cichanouska, liderka białoruskiej opozycji. - To jest straszne. Jak on (Łukaszenka - red.) mógł doprowadzić kraj do takiego stanu, że Białorusini zabijają Białorusinów... - dodaje.

Bartosz Bednarz, Interia: Jest pani twarzą zmian w Białorusi. Pogodziła się już pani z tą rolą?

Reklama

Swiatłana Cichanouska, liderka opozycji, kandydatka w wyborach prezydenckich w Białorusi: Nie było innego wyjścia. Cieszę się, że ludzie mi zaufali, a ja zaufałam im. Przyjęłam tę rolę i wzięłam na siebie odpowiedzialność. W tej chwili odbywam poważne spotkania z urzędnikami wysokiego szczebla w Polsce. Planuję pojechać do innych krajów na świecie, poznawać ludzi i opowiadać im historię Białorusi, tłumaczyć, dlaczego obecnie walczymy o swoje prawa.

Wiktor Coj z "Grupy Kino" śpiewał "chcę zmian". Dzisiaj w Białorusi na naszych oczach tworzy się historia. Naród białoruski wychodzi na ulice i chce zmian, chce wolności i demokracji. Jak to się zakończy? Nie będzie więcej zatrzymań? Młodzi ludzie nie będą bali się wychodzić ze swoich domów?

- My boimy się cały czas. Baliśmy się wcześniej, boimy się dzisiaj. Rzecz w tym, że każdy człowiek albo pokonuje swój strach i wychodzi na ulice, na protesty, na strajki, albo zostaje w domu i boi się w dalszym ciągu. To decyzja każdego człowieka. My nikogo nie zmuszamy. Każdy decyduje samodzielnie. A strach zostaje, ja boję się każdego dnia.

Boi się pani?

- Oczywiście...

...dlatego bez przerwy towarzyszą pani służby bezpieczeństwa?

- Boję się nie ze względu na fizyczne groźby, ale przyszłość Białorusi. Boję się, że tam ludzi zatrzymują, że dokonuje się ludobójstwo. To jest straszne. Jak on (Łukaszenka - red.) mógł doprowadzić kraj do takiego stanu, że Białorusini zabijają Białorusinów...

Wie pani, co dzieje się pani z mężem? Wciąż jeszcze jest w więzieniu?

- On jest w więzieniu już ponad trzy miesiące. Przez cały ten czas nie widziałam go ani razu, nie rozmawiałam z nim. Zasadniczo jak to w więzieniu człowiek czuje się źle, ale on zdaje sobie sprawę, że wszystko to nie jest na darmo, że siedzi za swoje przekonania. Tak wygląda sytuacja w naszym kraju, że za przekonania można ludzi więzić. Ale on wierzy w białoruski naród, wspiera mnie i wie, że niedługo, gdy już zwyciężymy, wyjdzie na wolność.

Kiedyś mówiła pani, że właśnie ze względu na miłość do męża znalazła się pani w tym miejscu.

- Tak było.

Kto dzisiaj wspiera Łukaszenkę w Białorusi?

- Ludzie zbierają się na ulicach, by bronić swojego głosu. Drużyna Łukaszenki w ślad za nimi także zaczęła organizować mitingi. Wiemy, że ludzie są zbierani, przewozi się ich autobusami ze wszystkich miast, żeby pokazać, że jest ich wielu. Przywożą ich, strasząc, grożąc zwolnieniami, niekiedy oferując wsparcie materialne. Dlatego nie możemy obiektywnie ocenić, kto go realnie wspiera. Takich ludzi zostało naprawdę mało.

Co opozycja w Białorusi powinna teraz zrobić?

- Oni robią wszystko, co mogą.

Można zrobić więcej?

- Nikt nie wie, co jest teraz właściwe. Może gdzieś się mylimy, popełniamy błędy, może trzeba było już dawno temu podjąć działania, które byłyby efektywne. Tego nie wiemy, pierwszy raz zetknęliśmy się z taką sytuacją. Dlatego wierzę, że robimy dziś wszystko co możliwe, a nawet więcej.

Ma pani informacje, co z Marią Kolesnikową?

- Niestety do tej pory nie mamy zbyt wielu informacji. Wiemy, że przebywa w areszcie śledczym w Mińsku, w izolacji. Jej ojciec przekazał, że oskarżają ją o próbę zorganizowania przejęcia władzy. To bardzo dziwny artykuł, zwłaszcza że oskarżają o to Marię i jeszcze kilku innych członków opozycji. Nikt z nich władzy nie chciał przejmować, cały naród chce zmian i wolności. Można wobec wszystkich wystosować takie oskarżenie.

Można jej w jakiś sposób pomóc?

- Adwokaci pracują cały czas. Sytuacja jest absurdalna. Tak to u nas wygląda. Cichanouski (mąż Swiatłany Cichanouskiej - red.), więzień polityczny, też jest w więzieniu ze względu na całkowicie wymyślone oskarżenia. Co można zrobić...

Z siedmiu członków Rady Koordynacyjnej ds. Przekazania Władzy na Białorusi sześć albo jest zatrzymanych, albo było zmuszonych do opuszczenia kraju. Na wolności pozostaje tylko laureatka Nagrody Nobla Swiatłana Aleksijewicz. Łukaszenka mówi: Nie wiem, kim są ci ludzie. To żadna opozycja". To oznacza, że na żadne ustępstwa nie pójdzie?

- Nie jestem taka pewna. On już zaczął mówić, że faktycznie zbyt długo jest u władzy. Co to znaczy: "żadna opozycja"? U nas cały naród to opozycja. Jesteśmy już w większości. To on jest w opozycji, on jest przeciwko społeczeństwu.

Boi się, że może stracić władzę?

- Już ją stracił. I to, że chodzi z automatem, wywołuje jedynie uśmiechy. Nikt się go już nie boi. Nie rozumiem, czy on wychodzi z bronią, żeby zastraszyć społeczeństwo, czy żeby pokazać, że on się boi - to jest niezrozumiałe.

Spotkała się pani z premierem Polski Mateuszem Morawieckim, który mówił m.in.: "Niech żyje wolna Białoruś. Naród białoruski zaczął walczyć o swoje prawa". Donald Tusk, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej, powiedział, że pani i pani mąż powinniście być nominowani do Pokojowej Nagrody Nobla. Takie wyrazy wsparcia są wam potrzebne?

- Bardzo, bo to oznacza, że nasza sytuacja (w Białorusi - red.) jest ważna dla świata. Świat rozumie, że cały naród białoruski dokonuje bohaterskiego czynu, że 26 lat spaliśmy, a teraz przebudziliśmy się z silnym pragnieniem i celem, by coś w kraju zmienić. Wszystkich to z jednej strony zadziwia, z drugiej inspiruje. Takie wsparcie bez wątpienia jest ważne.

Międzynarodowi liderzy mogą zrobić coś jeszcze?

- Zawsze można zrobić trochę więcej.

Pytanie, gdzie postawić granicę, żebyście nie poczuli, że znowu ktoś zabiera wam wolność.

- Zależy to od każdego konkretnie kraju. Wszyscy rozumieją, że za bardzo mieszać się nie można, bo my zawsze mówimy o obronie swojej niezależności. Każdy kraj robi, co może i samodzielnie podejmuje decyzje, jak postąpić w danej sytuacji.

Białorusini uwierzyli, że te zmiany są bardzo blisko. Premier Polski powiedział, że będzie przygotowany program gospodarczego wsparcia dla Białorusi. Kraj jest gotowy, by przejść tę trudną drogę gospodarczej transformacji?

- Jest na to przygotowany. Nikt nie mówił, że będzie lekko, że przyjdzie inny prezydent i będziemy bogaci i szczęśliwi. Nie. Nasz kraj jest w głębokim kryzysie, ale wszyscy rozumieją, że trzeba będzie przez to przejść: być może przez brak pieniędzy, czy jakieś gospodarcze problemy. Ale jestem pewna, że kraje sąsiedzkie są nam gotowe pomagać: i doradzać, i wspierać materialnie w pierwszych chwilach. Wiemy o tym. Nasza wolność jest tego warta. Nowy prorozwojowy prezydent będzie w stanie nawiązać zewnętrzne stosunki gospodarcze i kraj wstanie z kolan.

Wysoka zależność od Rosji nie będzie, zdaje się, w transformacji politycznej i gospodarczej pomagać.

- Dlaczego nie?

A będzie?

- Mamy przyjacielskie relacje z Rosją i chcemy, żeby takimi zostały. Dlatego rozsądny przywódca, który zostanie wybrany w nowych wyborach, będzie w stanie zbudować dialog i z Europą i nie będzie musiał wybierać, czy zwrócimy się w tę, czy w drugą stronę. Jesteśmy otwarci dla wszystkich.

Przywykliśmy, że rewolucja to najczęściej straszne wydarzenia. W Białorusi pod wieloma względami jest inaczej. Chociażby fakt, że tu rewolucja ma twarz kobiety. Jak się to wszystko zaczęło?

- Mam nadzieję, że kobiety, które były na scenie podczas wyborczego wyścigu, zainspirowały białoruskie kobiety do działania. Kobiety zrozumiały, że są silne, że niekonieczne muszą chować się za mężczyznami, bo czasami są od nich silniejsze. Na niektórych demonstracjach, kobiety wychodzą naprzód i ochraniają mężczyzn. To zrozumiałe, że OMON w mężczyznach widzi przeciwnika. "Słabych" kobiet dotychczas nie atakował. Ale wczoraj widzieliśmy już brutalne zatrzymania także kobiet. Represyjna machina obejmuje swoim zasięgiem powoli także kobiety.

Jest i inny obraz. Kobiety przed więzieniami płaczą, czekając na swoich synów i mężów.

- I dlatego kobiety powinny być wszędzie i na pierwszej linii, i z tyłu.

Nie boi się pani, że młodzi ludzie wyjadą z Białorusi?

- To już się dzieje. Ilu młodych, rozsądnych ludzi nie chce szukać szczęścia w Białorusi, gdzie zarobki są niewielkie i wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu lepszego życia. Dobrze, że mamy bardzo dobrze rozwinięty sektor IT, wspaniałych informatyków. Wielu zostało w Białorusi, żeby budować gospodarkę. Ale to, co teraz się dzieje: odłączanie internetu, zatrzymania w firmach informatycznych, wszystko to powoduje, że przenoszą one swoje biura do innych krajów ze względów bezpieczeństwa. Mamy bardzo duży odpływ profesjonalistów, ale wszyscy oni są gotowi wrócić i pracować na rzecz Białorusi po zmianie władzy. Tak samo lekarze, którzy wyjechali, tęsknią za swoją ojczyzną. Oczywiście dobrze jest żyć w demokratycznym kraju, zarabiać godnie, ale ojczyzna dla nich jest ważna i wielu z nich chciałoby wrócić do domu, do rodzinnych miejsc. I zrobią to, jak zmieni się władza.

Rozmawiał Bartosz Bednarz 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne