Reklama

Reklama

Kraków: Otwarto nowe "okna życia dla zwierząt". Po raz pierwszy od 10 lat

W Krakowie otwarto właśnie dwa kolejne "okna życia dla zwierząt". Stamtąd czworonogi trafiają do schroniska, gdzie rozpoczyna się ich procedura adopcyjna. Jak przyznaje dyrektorka krakowskiego Wydziału Kształtowania Środowiska Małgorzata Mrugała, pomimo nawet najlepszych warunków, jakie może oferować placówka, sierotom nigdzie nie będzie lepiej niż we własnym kącie.

Oprócz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które "okienko" prowadzi od 10 lat, do objęcia nowej roli zobowiązały się Klinika weterynaryjna ARKA przy ul. Chłopskiej 2a oraz Hotel dla psów SZARIKTON przy ul. Łużyckiej 111a.

Reklama

- Cieszę się, że ludzie mają świadomość możliwości zostawienia zwierzęcia w normalnych warunkach. Nie zginą w lesie, nie zostaną utopione... Część z nich się uratuje - mówi w rozmowie z Interią radna Grażyna Fiałkowska, która na początku bieżącego roku na biurku prezydenta miasta Krakowa Jacka Majchrowskiego złożyła interpelację w sprawie otwarcia kolejnych "okien życia dla zwierząt".

Inicjatywa skierowana jest wyłącznie do mieszkańców Krakowa będących właścicielami psów i kotów, ponieważ odsetek tych zwierząt porzucanych jest zdecydowanie największy. Pozostałe zwierzęta mogą być oddawane bezpośrednio do schroniska.

- Działają natomiast pogotowia interwencyjne - dodaje dyrektorka krakowskiego Wydziału Kształtowania Środowiska Małgorzata Mrugała. Działają one głównie w przypadku zwierząt dzikich i chronionych.

Każdy, kto oddaje zwierzę w "okienku", robi to anonimowo. Ważne jest, aby na miejscu wypełnić krótką ankietę dotyczącą psa czy kota. Dzięki temu weterynarz oraz wolontariusze wiedzą, jak się nim zajmować, czego potrzebuje, czy nie choruje, jaką ma przeszłość itd. Jak zaznacza Mrugała, choć informacje te bywają niezbędne w walce o zdrowie czworonoga, wypełnienie ankiety nie jest obowiązkowe.

Nie wszystkie osoby posiadające zwierzęta, których chcą się dobrowolnie zrzec, o tym wiedzą. Zdarza się, że właściciele porzucają mniejszych przyjaciół przed placówkami sprawującymi opiekę nad zwierzakami. - Lepiej, że znajdujemy psa przywiązanego do słupa przed hotelem niż do drzewa w środku lasu - mówi Mrugała.

Droga zwierzaka z "okienka" prowadzi zazwyczaj w jedną stronę - ku schronisku. Nie musi się tam jednak zakończyć.

- Ze schroniskiem jest trochę jak z domem dziecka. Można dbać o podopiecznych najlepiej, jak się da, ale najważniejszy jest dla nich własny kąt - przyznaje dyrektorka krakowskiego Wydziału Kształtowania Środowiska.

Apeluje jednak, by decydując się na adopcję, robić to odpowiedzialnie. - Zdarzają się przypadki, że zwierzę wraca trzy czy cztery razy do schroniska, bo się znudziło. A to przecież nie są zabawki - dodaje.

Pomimo ułatwienia, jakie Urząd Miasta Krakowa we współpracy z prywatnymi instytucjami oferuje właścicielom zwierząt, zachowania niektórych przerażają.

- Ludzie wykorzystują "okienka". Przyjeżdżają z psem potrzebującym pomocy, będącym np. potrąconym przez samochód, i oddają go jako bezdomnego. Po leczeniu wracają i chcą odzyskać swoją własność  - mówi Mrugała.

Rozmówczyni Interii przytacza także przykłady rasowych psów reprodukcyjnych, które po latach pełnionej roli oddawane są do schronisk. Z kolei inni właściciele wydzwaniają z pytaniem, czy obecnie istnieje możliwość adopcji młodego psa konkretnej rasy, ale niewykastrowanego czy niewysterylizowanego.

- To patologiczne zachowanie, ale pewnych rzeczy nie unikniemy - przyznaje dyrektorka wydziału.

Według niej najważniejsza jest działalność edukacyjna i tłumaczenie, na czym polega funkcjonowanie placówek zajmującymi się porzuconymi, bezdomnymi czy odebranymi podczas interwencji zwierzętami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje