Reklama

Reklama

Wybory prezydenckie 2020. Prof. Andrzej Piasecki: Są dwa czarne konie tych wyborów

Są dwa czarne konie tych wyborów: Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz. O jednego za dużo - mówi w rozmowie z Interią prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie.

Planowane na 10 maja wybory prezydenckie nie odbyły się. Zgodnie z przepisami, marszałek Sejmu ogłosi nowy termin. Wybory - zgodnie ze wspólnym oświadczeniem Jarosława Kaczyńskiego i Jarosława Gowina - mają zostać przeprowadzone przez Państwową Komisję Wyborczą w trybie korespondencyjnym.

Reklama

Przypomnijmy, według ostatniego sondażu dla "Rzeczpospolitej", gdyby wybory odbyły się 10 maja, na Andrzeja Dudę zagłosowałoby 45 proc. Polaków. Na drugim miejscu uplasowałby się kandydat niezależny Szymon Hołownia z wynikiem 19,2 proc. To właśnie on spotkałby się w drugiej turze z walczącym o reelekcję prezydentem.

Trzecie miejsce zająłby kandydat PSL/Kukiz'15 Władysław Kosiniak-Kamysz, który mógłby liczyć na poparcie na poziomie 16,6 proc.

Czwarty byłby kandydat Konfederacji Krzysztof Bosak, którego poparłoby 9 proc. respondentów. Na piątym miejscu wyścig prezydencki zakończyłaby kandydatka Koalicji Obywatelskiej Małgorzata Kidawa-Błońska z wynikiem 4,5 proc. Na kandydata Lewicy Roberta Biedronia chęć oddania głosu zadeklarowało 2,6 proc. uczestników badania. Pozostali kandydaci: Stanisław Żółtek, Paweł Tanajno, Mirosław Piotrowski i Marek Jakubiak zdobyli w sondażu zero procent.

Czarne konie tych wyborów

Prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie zwraca uwagę na tendencje spadkowe w przypadku Andrzeja Dudy i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, a także wzrost deklaracji poparcia dla Szymona Hołowni, Władysława Kosiniaka-Kamysza i Krzysztofa Bosaka.

- Te trendy wiele mówią. Wskazują po pierwsze, że w jakichkolwiek wyborach przeprowadzonych w najbliższych miesiącach odbędzie się druga tura. Po drugie, kandydatka KO nie ma szans, aby się w niej spotkać z Andrzejem Dudą, a po trzecie, mamy dwa czarne konie tych wyborów: Hołownię i Kosiniaka-Kamysza. O jednego za dużo - wylicza politolog.

Walka toczy się więc pomiędzy kandydatem niezależnym a szefem ludowców.

"Hołownia może odnieść sukces"

Jeżeli jednak polityczne nastroje Polaków w dniu wyborów będą odpowiadać opiniom respondentów, z Andrzejem Dudą w drugiej turze zmierzy się Szymon Hołownia.

- W Polsce już wcześniej mieliśmy gwiazdy jednego sezonu: Stanisława Tymińskiego, Andrzeja Leppera, Janusza Palikota, Pawła Kukiza... Hołownia wpisuje się w potrzebę elektoratu spoza establishmentu - tłumaczy prof. Piasecki. Zaznacza jednak, że Hołownia zaskakująco szybko znalazł się na drugiej pozycji w sondażu poparcia.

Co istotne - jak dodaje rozmówca Interii - kandydat ten, nie należąc ani do władzy, ani do opozycji, może pozytywnie kojarzyć się części wyborców. - Teraz, kiedy władza szczególnie nie zdaje egzaminu, kiedy odpowiedzialnością za skutki kryzysu będzie się obarczało nie tylko rząd, ale również w jakimś stopniu opozycję, Hołownia może odnieść sukces - tłumaczy politolog.

Andrzej Duda a Bronisław Komorowski

Kolejne badania pokazują, że spada poparcie urzędującego prezydenta. Andrzej Duda - co zauważa ekspert - jest pewny swojej wygranej.

- Pewność Dudy, że wygra te wybory, przypomina pewność Bronisława Komorowskiego i może się tak samo skończyć. Tendencje są takie same, a i kandydaci podobni: obydwaj spoza elit, młodzi, eleganccy... - mówi prof. Piasecki.

"Kryzys w Zjednoczonej Prawicy wciąż trwa"

Pytany, czy na spadek poparcia urzędującego prezydenta ma wpływ zamieszanie w Zjednoczonej Prawicy (więcej TUTAJ) ekspert odpowiada, że wydarzenia z ubiegłego tygodnia prawdopodobnie nie miały wpływu na wyniki sondażu.

- Kryzys ten wciąż trwa i nie wiemy, czy to jest jego apogeum, czy tylko jeden z przejawów. Powody, dla których ludzie odwracają się od Dudy jako przedstawiciela władzy, są głębsze. Nie wynikają z polityki, bo jedno spotkanie jakiejś partii nie ma większego wpływu na wynik sondaży - mówi.

"W dłuższej perspektywie władza na pandemii straci"

Według prof. Piaseckiego widać zniechęcenie do obozu władzy, co ma związek ze sposobami walki z epidemią koronawirusa.

- Mamy klasyczne dowody z historii. W pierwszym momencie ludzie się jednoczą przy liderze i władzy, obawiając się różnego rodzaju plag, zarazy, wroga, klęski żywiołowej... Ale jeśli to trwa dłużej, mamy refleksję, która służy już nie władzy, bo szukamy odpowiedzialnych za kryzys i złe zarządzanie - twierdzi naukowiec z Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie.

- Również teraz po pierwszym okresie epidemii wszyscy patrzyli na prezydenta, premiera czy ministra zdrowia. Coraz więcej osób bezpośrednio doświadcza złego zarządzania, zawodzi się na państwie osobiście, a to nie współgra z propagandą sukcesu premiera głoszoną przez media publiczne. Dlatego uważam, że w dłuższej perspektywie władza na pandemii straci - podsumowuje prof. Andrzej Piasecki. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje