Reklama

Reklama

"Nie chodziłoby o obronę Polski, ale o to, by nie stwarzać precedensu"

Komisja Europejska przyjęła zalecenia dla Polski, dotyczące rządów prawa. O tym, co nam grozi za niestosowanie się do zaleceń, i kto - poza Węgrami - może zagłosować przeciwko nałożeniu na Polskę ewentualnych sankcji opowiada w rozmowie z Interią dr hab. Tomasz Kubin z Pracowni Integracji Europejskiej Uniwersytetu Śląskiego.

Wiceszef KE Frans Timmermans poinformował dzisiaj, że Komisja Europejska przyjęła zalecenia dla Polski, dotyczące rządów prawa. Wydanie tych zaleceń oznacza otwarcie przez Brukselę drugiego etapu procedury praworządności w Polsce.

Reklama

Ministerstwo Spraw Zagranicznych oceniło w wydanym oświadczeniu , że działania KE podjęte przed wejściem w życie nowej ustawy o TK są przedwczesne i narażają KE na utratę autorytetu.

- Od strony formalnej stanowisko MSZ jest uzasadnione - ocenia w rozmowie z Interią dr hab. Tomasz Kubin, tłumacząc, że formalnie ustawa nie weszła w życie, nie została podpisana, ani opublikowana w Dzienniku Ustaw.

- Jeśli ustawa jeszcze nie weszła w życie, to nie możemy przesądzać, że wejdzie w takiej postaci. Prezydent może teoretycznie albo założyć weto, albo skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego, zanim ją podpisze. Pytanie, czy jest to realne w naszych realiach politycznych, czy nie. Raczej trudno się spodziewać, aby prezydent ustawy nie podpisał - dodaje.

Zdaniem naszego eksperta wśród zaleceń Komisji Europejskiej nie ma niespodzianek.

Przypomnijmy: KE zaleca przestrzeganie wyroków TK  z 3 i 9 grudnia 2015 roku oraz ich pełne wykonanie (stanowiska sędziów TK ma objąć trzech sędziów wybranych zgodnie z prawem przez poprzedniego ustawodawcę w październiku 2015 roku - red.), ogłoszenie i pełne wykonanie wyroków TK z 9 marca 2016 roku i jego późniejszych wyroków, zagwarantowanie ogłaszania przyszłych wyroków-  niezależnie od decyzji władzy wykonawczej lub ustawodawczej. Komisja rekomenduje również "zagwarantowanie zgodności wszelkich nowelizacji ustawy o TK z wyrokami TK, oraz pełnego uwzględnienia w tych nowelizacjach opinii Komisji Weneckiej. Ponadto Trybunał powinien mieć możliwość oceny, czy nowa ustawa o TK z 22 lipca jest zgodna z konstytucją.

Na zastosowanie się do zaleceń KE Polska ma trzy miesiące. Niestosowanie się do nich może zakończyć się np. odebraniem Polsce głosu na unijnych posiedzeniach ministerialnych. Nasz ekspert, dopytywany o to, na ile prawdopodobne jest nałożenie na Polskę takich sankcji, odpowiada: to daleka droga.

- Nie wierzę w to, by takie sankcje zostały na Polskę nałożone, dlatego że w pewnym momencie tej procedury Komisja może wystąpić z inicjatywą uruchomienia postępowania w trybie art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Wtedy najpierw Rada UE stwierdza zaistnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia, a dopiero później Rada Europejska może decydować o naruszeniu przez dane państwo członkowskie wartości zawartych w art. 2, ale Rada Europejska musi to zrobić jednomyślnie - podkreśla dr hab. Tomasz Kubin.

- I dopiero po tym znowu Rada UE większością kwalifikowaną może zdecydować o nałożeniu sankcji - dodaje.

Zwraca uwagę na wymóg jednomyślności przedstawicieli wszystkich krajów Unii Europejskiej na forum Rady Europejskiej. - Biorąc pod uwagę realia, nie wydaje mi się to prawdopodobne - ocenia.

 - Viktor Orban już kilka miesięcy temu mówił, ze zagłosuje przeciwko i to wystarczy. Bo oczywiście nie jest brany pod uwagę głos państwa, które jest przedmiotem decyzji. My sami nie możemy zablokować tej decyzji. Może to natomiast zrobić którekolwiek z pozostałych 27 państw - tłumaczy ekspert.

W jego ocenie nie tylko Węgry mogą być tym krajem, który byłby przeciwko nałożeniu na Polskę sankcji, gdyby do tego etapu doszła procedura.

Wśród potencjalnych kandydatów wymienia Wielką Brytanię. Nie wiem, czy warto byłoby - z punktu widzenia Wielkiej Brytanii - głosować za stwierdzeniem naruszenia.  

Dr hab. Tomasz Kubin dopatruje się jednak istoty sprawy w innym aspekcie. Jego zdaniem, gdyby doszło do tego etapu, "konkretnemu państwu bądź państwom nie chodziłoby o obronę Polski, ale o to, by nie stwarzać precedensu, że instytucje europejskie, Unia Europejska mogą tak mocno, tak głęboko ingerować w wewnętrzne sprawy danego kraju".

- Wydaje mi się, że zablokowanie tej procedury na pewnym etapie byłoby tym właśnie motywowane - podsumowuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne