Reklama

Reklama

Rozpoczął się nowy rok szkolny. Lekcje nawet do 19.30

Reforma edukacji wymusiła przyjęcie do szkół średnich uczniów podwójnego rocznika i nierzadko wywróciła do góry nogami dotychczasową organizację pracy. Lekcje miały kończyć się najpóźniej o 16.30, ale są placówki, gdzie szkolne ławy będą zajmowane nawet trzy godziny dłużej. Oburzenia nie kryje w rozmowie z Interią prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Resort edukacji przekonuje zaś, że nie ma znaczącej zmiany w porównaniu z latami ubiegłymi.

"Problem wystąpi tam, gdzie jest niewielka szkoła, nie da się jej rozbudować albo samorząd nie chciał tego zrobić, a przyjęto znacznie więcej uczniów. Tam prawdopodobnie dojdzie do tego, że zamiast np. o godz. 14, część uczniów w niektóre dni tygodnia będzie kończyła lekcje np. około 16, 16.30. Nie jest to więc jakaś wielka tragedia" - mówił w "Sygnałach dnia" na antenie Polskiego Radia tydzień przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego, minister edukacji Dariusz Piontkowski. 

Reklama

Tymczasem...

Wieczorem pouczmy się chemii, biologii i fizyki

Falę komentarzy w mediach społecznościowych wywołał plan lekcji dla pierwszoklasistów z I Liceum Ogólnokształcącym w Bochni.

Profil biologiczno-chemiczny, klasa 1c. Początek zajęć o 13.05, koniec o 19.25. Wyjątek stanowi poniedziałek - tego dnia zajęcia będą trwały do 17.35. Podobnie plan lekcji prezentuje się dla uczniów klasy 1e o profilu humanistycznym czy 1g o profilu matematyczno-geograficznym z językiem angielskim.

Okazuje się, że szkoła pracuje w systemie dwuzmianowym od 30 lat. Dyrektor placówki Jolanta Kruk zaznaczyła w rozmowie z "NaTemat", że lekcje popołudniami nie są nowością w bocheńskim liceum. Przyznała jednak, że sytuacja nasiliła się z powodu liczby uczniów klas pierwszych.

Lekcje do 19.30 będą odbywały się także m.in. w Zespole Szkół Ekonomicznych w Śremie (woj. wielkopolskie). Dyrektor placówki, Piotr Karliński, przyznaje w rozmowie z Interią, że ze strony uczniów pojawiły się już sygnały z informacją o kłopotach z dojazdem do szkoły i powrotem do domów. 

W IX Liceum Ogólnokształcącym w Lublinie zajęcia będą kończyć się o 18.40. Do maksymalnie 18.15 lekcje przewiduje dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych w Poznaniu. O dłuższych przerwach uczniowie mogą zapomnieć.

"Nie od dziś wiadomo, że fizyka najlepiej wchodzi do głowy o 19 w piątek...", "Jedna godzina geografii vs. dwie godziny religii. No tak, lepiej uczyć jak trafić do raju niż do Kanady" - ironizują (nie tylko) uczniowie w mediach społecznościowych.

Skąd w ogóle problem?

W poniedziałek nowy rok szkolny rozpoczął się dla 4,6 mln uczniów z blisko 24 tys. szkół. Podwójny rocznik, czyli ostatni rocznik absolwentów gimnazjów, pierwszy rocznik absolwentów ośmioletnich szkół podstawowych, a także grupa uczniów, która poszła do szkoły w wieku sześciu lat, to ponad 700 tysięcy pierwszoklasistów. W pierwszych klasach liceów uczyć się będzie 333,3 tys. uczniów, w pierwszych klasach techników - 299 tys. uczniów, a w pierwszych klasach szkół branżowych pierwszego stopnia - 109,7 tys. uczniów. Tworzenie planów lekcji zawsze było wyzwaniem. Przy dwukrotnie większej liczbie uczniów to, jak zapewne określiliby oni sami, "prawdziwy hardcore".

Z największymi problemami borykają się szkoły, które utworzyły dodatkowe klasy, by przyjąć większość chętnych. Najczęściej taka sytuacja ma miejsce w dużych miastach, ale kłopoty nie ominęły również małych miejscowości.

- Do tej pory w liceach było średnio pięć pierwszych klas. Podwójny rocznik wymusił na samorządach umieszczenie w szkołach licealnych znacznie większej liczby młodzieży. W niektórych liceach będzie nawet 18 pierwszych klas - tłumaczy w rozmowie z Interią ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. edukacji Barbara Strycharczyk, nauczycielka języka łacińskiego i kultury antycznej w Liceum "Strumienie" Stowarzyszenia Sternik w Józefowie. I kontynuuje: - Szkoły mają ograniczone możliwości lokalowe. Wiele placówek musiało wynająć dodatkowe sale, by móc organizować lekcje, jak XXIV Liceum w Warszawie. Innym wyjściem byłoby jedynie wybudowanie nowych pomieszczeń, co przy tym tempie zmian nie jest w tak krótkim czasie możliwe.

Do tego dochodzi kwestia braku kadry nauczycielskiej. - W samej stolicy wciąż potrzebnych jest kilka tysięcy nauczycieli  - podkreśla ekspertka.

Broniarz mówi o "kataklizmie"

Skutki obecności w szkołach podwójnego rocznika odczują wszyscy - młodzież, rodzice, nauczyciele, dyrektorzy...

- Dziecko kończy zajęcia o 19.30. Pomijam wszystko to, co dotyczy jego potencjału, energii, mobilności w godzinach wieczornych. Taki uczeń musi odpowiedzieć sobie na pytanie, o której godzinie wróci do domu, kiedy zajmie się swoimi lekcjami na dzień następny...  To jest po prostu dramat i skandal. Ale o tym należało myśleć trzy lata temu. W 2016 roku mówiliśmy, że podwójny rocznik w szeregu miast spowoduje taki kataklizm - mówi w rozmowie z Interią prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.

Z kolei Barbara Strycharczyk zwraca uwagę na kwestię zajęć dodatkowych i przedmiotów rozszerzonych.

- Uczniowie w liceum powinni mieć czas na realizowanie zajęć dodatkowych i rozwijanie zainteresowań także poza szkołą. Nie zapominajmy też, że w liceach przedmioty realizowane są także na poziomie rozszerzonym, co wymaga dostosowania planu zajęć do tego poziomu. Organizacja pracy uczniów, przy wyborze kilku rozszerzeń, oraz nauczycieli - wszystko to wymaga odpowiedniego rozplanowania w czasie, ale też w przestrzeni (odpowiednia ilość sal lekcyjnych i pracowni) - zauważa. - To wszystko powiększa tylko nieporządek i jest przyczyną wielu niepokojów, zarówno nauczycieli, jak też uczniów i ich rodziców - mówi.

- To naprawdę ogromny problem i szkoda, że politycy kierowali się interesem politycznym, a nie interesem dziecka. Dziecko, które kończy zajęcia o godz. 17 musi jeszcze do domu dojechać. A nie daj boże ma zajęcia w następnym dniu na godz. 10 - dodaje szef ZNP. - Ten kto zawinił, pławi się dzisiaj w luksusach w Brukseli. A konsekwencje tego ponoszą dzieci, które podobno miały tej reformy nie zauważyć - zwraca się w stronę byłej minister edukacji Anny Zalewskiej.

Suchej nitki prezes ZNP nie zostawia także na Dariuszu Piontkowskim.

- Ja rozumiem, że minister Piontkowski jako prominentny działacz PiS zajmuje się kampanią wyborczą do parlamentu na Podlasiu. Ale powinien być w Warszawie, i tu w Warszawie codziennie pracować na rzecz naprawy tej sytuacji - mówi.

O odpowiedzialności rządzących za obecny stan edukacji Broniarz pisał także w liście wystosowanym z okazji rozpoczynającego się roku szkolnego.

"Rząd zamiast poprawić warunki nauki i pracy, swoją nieprzemyślaną reformą pogorszył sytuację w wielu placówkach i eksperymentuje na uczniach. (...) Rząd nie spełnił postulatów środowiska, które miały na celu przede wszystkim poprawę sytuacji dzieci i szans na kształcenie w dobrych warunkach. (...) To my, nauczyciele i rodzice, walczymy o dobrą edukację. I to my będziemy mierzyć się codziennie z problemami wywołanymi przez polityków" - czytamy w nim.

Nastroje wśród nauczycieli

Z czym będą mierzyć się nauczyciele od nowego roku szkolnego? Między innymi z dwiema podstawami programowymi - w klasie pierwszej po podstawówce jest ona inna od tej dla klasy pierwszej po gimnazjum. Obok tego wymienia się wciąż niskie, mimo podwyżek, wynagrodzenia.

Przypomnijmy też, że od 1 do 15 września wśród nauczycieli przeprowadzany jest sondaż dotyczący ewentualnego protestu i jego formy.

- Mamy ponad 600 tysięcy nauczycieli i te nastroje są tak liczne, jak liczna jest populacja - mówi nam prezes ZNP. Wśród nauczycieli słychać: "Nie będzie mnie stać na benzynę, dlatego, że pracuję w sześciu szkołach i muszę do nich dojeżdżać", "Nie będzie mnie stać na to, żebym mogła założyć rodzinę, bo jako nauczyciel stażysta będę dostawać dwa tysiące na rękę".

- Wielu jest w dalszym ciągu rozgoryczonych tym, co dzieje się w sferze edukacji po strajku - dodaje Broniarz. Nie brakuje również uwag do wydłużonych lekcji. Jak podkreśla prezes ZNP, związek "zajmuje się teraz przede wszystkim tym, żeby właściwie przeprowadzić te dwa, trzy tygodnie w szkole".

Decyzja w sprawie strajku zapadnie 16 września.

Stanowisko MEN

Z pytaniem o wydłużone lekcje zwróciliśmy się także do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Oto odpowiedź, jaką otrzymaliśmy:

"Z informacji otrzymanych od kuratorów oświaty wynika, że nie ma znaczącej zmiany w tym zakresie w porównaniu z latami ubiegłymi. Początek roku szkolnego to czas intensywnego organizowania życia w szkole. W pierwszych dniach po rozpoczęciu zajęć rodzice wspólnie z nauczycielami i dyrektorem szkoły weryfikują jeszcze zaproponowane plany.

Tygodniowy rozkład zajęć ustala dyrektor szkoły. To on musi w taki sposób ułożyć plan lekcji, aby zajęcia były równomiernie rozłożone w poszczególnych dniach. Dyrektora szkoły obowiązują zasady przestrzegania higieny i ochrony zdrowia uczniów".

Izabela Rzepecka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje