Reklama

Reklama

Budka dla Interii: Nie muszę się martwić o moją pozycję

Borys Budka przekonuje, że jego pozycja w Platformie Obywatelskiej nie jest zagrożona. W rozmowie z Interią twierdzi, że konflikt pomiędzy nim, a Rafałem Trzaskowskim jest wyssany z palca. - Jestem do dyspozycji sztabu Trzaskowskiego - zapewnia szef PO. Zdradza czy udało mu się wytropić cygara i zaginioną lodówkę na wino po Grzegorzu Schetynie. Odpowiada też na pytania o poparcie małżeństw jednopłciowych i podwyższanie wieku emerytalnego.

Jakub Szczepański, Interia: Podobno ambicjonalnie pan podchodzi do tych wyborów. Zarówno jeśli chodzi o pana, jak i waszego kandydata na prezydenta.

Reklama

Borys Budka, przewodniczący Platformy Obywatelskiej: - Całe moje serce i zaangażowanie są po stronie Rafała Trzaskowskiego. Dlatego każdego dnia staram się być w innym regionie, by prowadzić aktywną kampanię wyborczą. Wczoraj na przykład na Dolnym Śląsku, razem z Grzegorzem Schetyną i innymi parlamentarzystami, wieszaliśmy banery w Sobótce. W tym tygodniu będę jeszcze w kujawsko-pomorskim, pomorskim czy na Mazowszu. Wszędzie będę wspierał Rafała Trzaskowskiego i do tego zachęcam zarówno członków PO, jak i sympatyków.

Czasy, kiedy pan był numerem jeden w Platformie się skończyły?

- Jestem szefem Platformy Obywatelskiej. To Rafał Trzaskowski jako jeden z pierwszych, wsparł mnie w wyborach na przewodniczącego partii. Bardzo dobrze nam się współpracuje. Kiedy Małgorzata Kidawa-Błońska zdecydowała, że nie będzie kandydować w nowych wyborach, zaproponowałem zarządowi Platformy i naszym koalicjantom najlepszego z najlepszych czyli Rafała. I tak się stało.

Nie przesadza pan z tym chwaleniem Rafała Trzaskowskiego? Mówi się, że on miał być przewodniczącym PO, ale oddał panu stanowisko.

- W wyborach na szefa PO otrzymałem blisko 80 procent głosów. Rafał mocno mnie wspierał i od samego początku otwarcie deklarował poparcie. Chociaż niektórzy nie są w stanie tego zrozumieć, my potrafimy osiągnąć efekt synergii.  I na tym polega działanie Nowej Platformy. Jestem przekonany, że współczesna polityka powinna opierać się na grze zespołowej. Prezentujemy to zarówno podczas rywalizacji wewnętrznej, jak i wyborów prezydenckich.  

Jeszcze niedawno Rafał Trzaskowski nie zamierzał zostawać prezydentem Polski. Nie był posłem, nie paliło mu się, żeby zostać szefem Platformy. Nie było dżentelmeńskiego układu między panami?

- Już mówiłem, był jedną z pierwszych osób, z którą konsultowałem swój start na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Rafał zgodził się kandydować na prezydenta Polski po konsultacjach z najbliższymi. Wiem, że rozważali wszystkie "za" i "przeciw". Sądzę, że to była najtrudniejsza decyzja polityczna, jaką podjął. Mnie zapytał, czy absolutnie może na nas wszystkich liczyć. Zapewniłem, że tak.

Funkcja przewodniczącego klubu i szefa partii to stanowiska do pogodzenia?

- Dodatkowo jestem jeszcze jednym z wielu "ambasadorów" Rafała Trzaskowskiego, ale lubię ciężką pracę. Pracuję w terenie, żebyśmy wspólnie wygrali wybory. Kiedy startowałem na przewodniczącego partii, podjąłem ważne zobowiązanie i wziąłem odpowiedzialność. Teraz muszę wymagać od siebie, żeby wymagać od innych. Robię to, co do mnie należy. Dlatego w każdym tygodniu odwiedzam inne województwo, spotykam się z członkami i sympatykami. Tak powinna wyglądać współczesna polityka.

A to nie jest tak, że ambasadorami Rafała Trzaskowskiego zostali Sławomir Nitras, Cezary Tomczyk, Agnieszka Pomaska albo Marcin Kierwiński?

- Oczywiście, pracują w sztabie i bardzo dobrze. Ktoś, kto próbuje nas dzielić nie rozumie, na czym polega zespół. Z Rafałem Trzaskowskim pracują najlepsi z najlepszych. Nie tylko jeśli chodzi o osoby z Koalicji Obywatelskiej, ale również jego współpracownicy z ratusza, samorządowcy. I tak prowadzimy tę kampanię.

Borys Budka należy do słynnej ekipy Rafała?

- Ekipa Rafała, to ekipa Budki. Od samego początku jesteśmy razem. Jeszcze nigdy Platforma Obywatelska nie była tak zjednoczona jak wokół kandydatury Rafała Trzaskowskiego. Tę pozytywną energię pokazuje na przykład wczorajszy dzień, kiedy razem z Grzegorzem Schetyną wieszaliśmy banery naszego kandydata.

Nie odmawiam panu racji. Ale tak po ludzku - każdy facet ma ambicje. Pan nie?

- Mam ambicje. Moją ambicją i celem jest, aby Polska miała najlepszego prezydenta. Jestem przekonany, że będzie nim Rafał Trzaskowski.

Rafał Trzaskowski, który uratował pańskie przywództwo w PO. Nawet politycy PiS ubolewają, że udało się zmienić kandydata.

- Lidera partii ocenia się po efektach - po tym, czy skutecznie prowadzi zespół. Mieliśmy zadyszkę kampanijną, widzieliśmy co się dzieje. Trzeba było podjąć stanowcze działania. Teraz dzięki wspólnej pracy z Rafałem mamy realną szansę, aby wygrać wybory prezydenckie i odsunąć PiS od władzy. Wierzę, że po wygranych wyborach prezydenckich, wygramy wybory parlamentarne.

Wcześniej częściej pojawiał się pan z Rafałem Trzaskowskim w mediach. Co się stało?

- To nie ja startuję w wyborach prezydenckich tylko Rafał. Mamy strategię kampanii, celowo obraną przez sztabowców i uzgodnioną przez nas obydwu. Rafał Trzaskowski jest samodzielnym politykiem europejskiego formatu. Ja jestem szefem partii i klubu Koalicji Obywatelskiej. Musimy rozdzielać role oraz zadania i aktywnie wspierać Rafała tam, gdzie nie jest w stanie dotrzeć.

To znaczy?

- Rozpoczynaliśmy razem w Poznaniu, byliśmy również w województwie śląskim czy w Radomiu. Wszędzie tam, gdzie jestem potrzebny, jestem do dyspozycji sztabu Trzaskowskiego. Staramy się jednak dzielić zadnia, bo kampania jest bardzo krótka i dynamiczna. Wczoraj Rafał był w Warszawie, a ja na Dolnym Śląsku, dziś zajęty jest organizacją sztabu kryzysowego w stolicy, wieczorem będzie na Lubelszczyźnie, a jutro na Podkarpaciu. On jest na południu Polski i na wschodzie, ja na północy. Chcemy maksymalizować efekt dotarcia do wyborców. Zresztą, strategia kampanii opiera się też na zaangażowaniu samorządowców, również tych spoza Koalicji Obywatelskiej. Rafał jako prezydent Warszawy bardzo poszerza elektorat potrzebny w drugiej turze.

Mówi pan, że Rafał Trzaskowski jest niezależny. To także część strategii?

- Każdy, kto zna Rafała wie, że ma bardzo silną osobowość i - w przeciwieństwie do obecnego prezydenta - nie da sobie niczego narzucić. Ale nie odcinamy się od siebie. Rafał Trzaskowski jest kandydatem nie tylko Koalicji Obywatelskiej, ale i również wielu samorządowców. Jest też wiceszefem Platformy, był europosłem, ministrem, jest samorządowcem. Bardzo ważne, żeby zachować odpowiednie proporcje. Ludzie nie lubią hipokryzji. Doskonale pamiętam, jak podczas kampanii samorządowej w Warszawie Patryk Jaki sztucznie "darł" partyjną legitymację. Jedynym, czego będę troszkę żałował po wyborach wygranych przez Rafała Trzaskowskiego, jest to, że nie będzie mógł dalej należeć do PO.

Proszę opowiedzieć o incydencie z długiego weekendu. Złośliwi mówią, że Sławomir Nitras zabronił panu występować razem z waszym kandydatem podczas wiecu wyborczego.

- Prawdopodobnie takie bzdury opowiada ktoś nieodpowiedzialny, kto próbuje nas skłócić. Sztabowcy Rafała, w tym Sławek, chcieli byśmy razem wystąpili na konferencji prasowej w Gliwicach. Wtedy zaproponowałem, żeby o górnikach i ich problemach rozmawiać w Rybniku wspólnie z gospodarzem miasta, czyli prezydentem Piotrem Kuczerą. I tak zrobiliśmy.

Na pańskiej ziemi? Chyba mi pan nie powie, że do Rybnika jeździ pan w gości?

- W Rybniku czuję się nieomal jak w domu, bo od kilkunastu lat prowadzę tam zajęcia dla studentów. Jestem Ślązakiem, choć urodziłem się w Czeladzi. Całe życie mieszkam na Śląsku, zanim w 2011 roku zostałem posłem, byłem samorządowcem. Nie mam powodów do kompleksów. Ale dywersyfikujemy działania kampanijne, taką mamy strategię i tego się trzymamy. Natomiast Rafał Trzaskowski nie potrzebuje specjalnego przewodnika po Śląsku. Ma wspaniałą żonę (Ślązaczkę - red.) i Rybnik zna lepiej niż ja. Stamtąd pochodzą jego teściowie.

Złośliwi gadają?

- Kiedy idzie dobrze, zawsze znajdą się tacy, którzy próbują dyskredytować sukcesy. Śmieję się z niektórych sformułowań w prasie, bo chyba nigdy nie współpracowało mi się tak dobrze w kampanii z nikim, jak ze sztabem Rafała Trzaskowskiego.

Wróćmy do Sejmu. Kto będzie szefem klubu parlamentarnego?

- W tej chwili nie ma takiego tematu. Po wakacjach będziemy się zastanawiać, jak ułożyć pracę klubu. Na razie mamy ciężką i dynamiczną kampanię. Wygaszenie Sejmu przez PiS na kilka miesięcy, opóźniło pewne działania. Parlamentarzyści intensywnie się szkolą, pracują w terenie. O wszelkich decyzjach personalnych będziemy rozmawiać po wakacjach, kiedy klub będzie mógł się spotkać w tradycyjnej formule. Wtedy przedstawię swoje propozycje.

Czuje pan na plecach oddech Grzegorza Schetyny?

- O moją pozycję nie muszę się martwić. Widzę zaangażowanie Grześka w kampanię Rafała, widzę ciężką pracę parlamentarzystów. Do pewnych spraw nie ma powrotu, dużo wspólnych projektów przed nami. Z Grzegorzem rozmawiamy o problemach międzynarodowych, jest zawsze bardzo otwarty. Mogę na niego liczyć. Nawet jeśli są czasem jakieś wewnętrzne spory, ważne żeby dostosować się do decyzji, które zapadły.

Doskonale pamiętam jak jeszcze kilka tygodni temu "karcił" pan Schetynę w TVN24 w kontekście wymiany kandydatki. To określenie, którego w rozmowie z Interią użył jeden z pańskich bliskich współpracowników.

- O niektórych rzeczach trzeba jasno mówić, żeby coś wyjaśnić i zamknąć temat. Ważne, że udało nam się sprawnie przejść przez proces zmiany kandydata. Moja determinacja była bardzo duża, mogłem liczyć na większość w zarządzie.

Lodówka na wino z gabinetu przewodniczącego PO się znalazła? Cygara?

- Nie zarządzałem poszukiwań. Cygar nie palę.

Zastanawiam się, jak starsi koledzy pana odbierają, kiedy następca Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny mówi, że mu cygara śmierdzą?

- To nie jest kwestia pokoleniowa, tylko pewnej filozofii. Mam bardzo dobre relacje, zarówno z posłami, którzy są w Sejmie od kilku miesięcy, jak i z tymi, którzy przy Wiejskiej są od samego początku.

To niech pan powie na koniec: jak Rafał Trzaskowski mógł zapomnieć, że był posłem?

- Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie popełnił błędu. Cieszę się, że sprawa została wyjaśniona.

Podwyższenie wieku emerytalnego to powód do wstydu?

- To zamknięta sprawa. Polacy wybrali określony model. Teraz do rządzących należy wprowadzenie takiego systemu, który będzie zachęcał do pracy, ale nie do niej zmuszał. I dlatego w programie Koalicji Obywatelskiej są zapisy umożliwiające zwolnienie ze składki emerytalnej i wyższą emeryturę. PiS oszukuje, kiedy mówi, że wcześniejsze przejście na emeryturę to wyższe świadczenie.

To wstyd czy nie?

- Politycy muszą uszanować wolę społeczeństwa.

A popierają państwo związki partnerskie?

- W programie Koalicji Obywatelskiej mamy związki partnerskie. Ale to nie to samo, co małżeństwa jednopłciowe.

Jakub Szczepański

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy