Reklama

Reklama

Główny inspektor pracy przyznał sobie gigantyczną nagrodę. Nie chwali się, za co

Główny inspektor pracy Wiesław Łyszczek przyznał sobie w tym roku już 20 tys. złotych nagrody. Nie chce się jednak pochwalić, za jakie osiągnięcia nagrodził sam siebie.

Do tej pory główny inspektor pracy Wiesław Łyszczek i jego koledzy z kierownictwa, w formie nagród, dostawali średnio po 100 tys. zł rocznie. W tym roku Łyszczek zaoszczędził. Tyle że na kolegach, a nie na sobie. Szef PIP zainkasował 20 tys. zł, a swoim zastępcom nie przyznał nic.

Wątpliwości wokół PIP

Reklama

Interia wielokrotnie pisała o tym, co dzieje się w Państwowej Inspekcji Pracy. Informowaliśmy m.in. o oskarżeniach dotyczących nowych stanowisk dla działaczy PiS oraz znajomych Łyszczka z Podkarpacia. Nasi czytelnicy mogli się również dowiedzieć o gigantycznych nagrodach dla głównego inspektora i jego kolegów (czytaj więcej na ten temat). Jak się dowiedzieliśmy, w tym roku szef PIP zdecydował, że nie wynagrodzi swoich współpracowników z kierownictwa. Sam wziął pieniądze.

Nagrody w inspekcji pracy dzielą się na okolicznościowe i te za szczególne osiągnięcia. Wysokość tych pierwszych jest ustalana co roku ze związkami zawodowymi na poziomie ogólnokrajowym. W 2020 r. wynosi maksymalnie 5 tys. zł. O wiele bardziej pożądane są jednak nagrody za szczególne osiągnięcia. Bo nie ma tu limitu, a o rozdysponowaniu środków decyduje bezpośrednio minister Łyszczek. Tegoroczna pula, którą dysponuje główny inspektor pracy, wynosi 600 tys. zł.

Zastrzeżenia NIK

Jak udało nam się ustalić, dotychczas, w 2020 roku, szef PIP przyznał sobie 20 tys. zł. To nagroda za szczególne osiągnięcia. Jakimi może się pochwalić Wiesław Łyszczek? - Mam w tej chwili spotkanie, proszę wystąpić (z pytaniami - red.) pisemnie - zbył nas główny inspektor pracy, kiedy chcieliśmy poznać jego dokonania z tego roku. Chociaż sam Łyszczek jest dość tajemniczy, o wiele bardziej rozmowni byli urzędnicy Najwyższej Izby Kontroli. Bez oporów zrecenzowali pracę inspektora. Nie byli do końca zadowoleni.

- W ocenie NIK nieprawidłowości (w wykonaniu budżetu PIP - red.) w 2019 roku wynikały z niedostatecznego nadzoru głównego inspektora pracy w obszarze zamówień publicznych - mówił przedstawiciel izby podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów z 14 lipca 2020 r. W dyskusję włączył się wówczas Jarosław Urbaniak z PO.

Polityk podkreślał, że instytucje kontrolne powinny być "jak żona Cezara". - Polscy podatnicy (przez niezapewnienie ciągłości realizacji zadań publicznych przez PIP - red.) stracili 549 800 zł. Gdybym chciał się wcielić w rolę niektórych kolegów, powiedziałbym, że ponad tysiąc dzieci straciło 500 plus - grzmiał wówczas Urbaniak. Wpadki z 2019 r. najwyraźniej nie przeszkodziły jednak w przyznaniu nagród za kolejny rok.

Zresztą problem nagród w PIP wcale nie jest nowy. W ubiegłym roku, podczas posiedzeń Rady Ochrony Pracy, współpracownicy Łyszczka tłumaczyli m.in., że o przyznawaniu wysokich nagród dla szefostwa decyduje Kolegium Głównego Inspektora Pracy.

Sami sobie dają

"Nagrody dla kierownictwa Państwowej Inspekcji Pracy, w tym Głównego Inspektora Pracy i jego zastępców, na tych samych zasadach i w porównywalnej wysokości były wypłacane również w latach 2013, 2014 i 2015 r. (...) nie dostrzegam niczego nagannego w stosowaniu od wielu lat systemu nagród dla Państwowej Inspekcji Pracy" - czytamy w piśmie, które pod koniec ubiegłego roku otrzymała posłanka PO Katarzyna Izabela Mrzygłocka z Rady Ochrony Pracy.

Sęk w tym, że o przyznawaniu nagród dla siebie samego obecnie decyduje... minister Łyszczek. - Decyzje w tej sprawie podejmuje sam główny inspektor pracy i - co budzi moje zażenowanie - nie widzi on w tym nic niestosownego. Zwłaszcza teraz, gdy mamy do czynienia z trudnościami finansowymi, działania wysokich funkcjonariuszy państwowych powinny być nie tylko zgodne z prawem, ale także ze wszech miar etyczne - komentuje dla Interii Mrzygłocka.

Poczucie niesprawiedliwości przy przyznawaniu nagród w PIP narasta od dawna. - Pracownicy wytypowani przez przełożonych do nagród okolicznościowych i nagród za szczególne osiągnięcia otrzymali średnio po 3 tys. zł - zdradza informator Interii. - Dyrektorzy i wicedyrektorzy wytypowani przez Łyszczka i jego zastępców dostali ok. 5 tys. zł - obrusza się nasz rozmówca z PIP.

Potwierdzają to choćby nagrody dla kierownictwa Departamentu Kadr i Szkoleń. Tak jak pisaliśmy, nie istniał wcześniej w strukturze PIP. Kiedy jego wicedyrektorką została Iwona Hadacz, niegdyś asystentka Łyszczka, nasi informatorzy sugerowali, że to żaden przypadek. Małgorzata Wysocka, która jest szefową tego departamentu, dostała 5 tys. zł nagrody. Hadacz, oficjalnie wicedyrektor, zainkasowała... 10 tys. zł.  

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne