Reklama

Reklama

Kpiny, opóźnianie, bezradność. Opozycja na froncie z Kaczyńskim

Wybory prezydenckie mają się odbyć korespondencyjnie w maju. Tak postanowił Jarosław Kaczyński. Ustawa przeforsowana przez PiS trafiła już do Senatu, a izba wyższa ma 30 dni, żeby opóźnić plany PiS. W praktyce to jednak niewiele zmienia. – Nie ma i nie będzie pomysłu, żeby zablokować Kaczyńskiego. Przecież to jest niemożliwe – załamuje ręce Krzysztof Gawkowski, szef parlamentarnego klubu Lewicy.

Spór dotyczący przeprowadzenia wyborów prezydenckich w dobie globalnej pandemii jest na tyle gorący, że wywołał pęknięcie w obozie Zjednoczonej Prawicy. O napięciach w obozie mówił nawet szef KPRM, Michał Dworczyk. Trudno je ukryć, skoro Jarosław Gowin zrezygnował z funkcji wicepremiera. Porozumienie zaproponowało też zmianę konstytucji. Andrzej Duda miałby rządzić siedem lat, ale nie mógłby ubiegać się o reelekcję. Opozycja wykpiła ten pomysł.  

Reklama

- Propozycja Gowina jest idiotyczna, ale na szczęście mam lepszą. Wróćmy do Konstytucji 3-maja i przywróćmy monarchię elekcyjną. Królem zostanie Jarosław Kaczyński. I tak wszystko wskazuje na to, że długo nim nie pobędzie - ironizuje w rozmowie z Interią Marek Sawicki z PSL. Uważa, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest ogłoszenie stanu klęski żywiołowej. Może to jednak zrobić PiS, a nie opozycja.

Urszula Pasławska, wiceszefowa ludowców wraca do koncepcji ograniczenia liczby kandydatów. Jak nietrudno się domyślić, jej zdaniem, jedynym skutecznym kandydatem byłby Władysław Kosiniak-Kamysz. - Jest drugi w sondażach. Badania pokazują, że ma najmniejszy negatywny elektorat i jest w stanie przekonać do siebie konserwatywnych wyborców - mówi nam Pasławska. Aby wariant z jednym kandydatem zagroził PiS, wybory musiałyby jednak dojść do skutku.

Opozycja bez szans

- Na gierki Kaczyńskiego nikt nie ma wpływu. Wybory można powstrzymać jedynie stanem klęski żywiołowej. Mechanizmy prawne są ograniczone. W stanie klęski żywiołowej nie zmienia się konstytucji, nie mogą się odbyć wybory - przekazał Interii Robert Kropiwnicki z PO. Uważa, że o zmianie konstytucji można rozmawiać.

W ocenie polityka Platformy, propozycja Gowina jest jednak niemożliwa do zrealizowania. - Żeby to zrobić (zmienić konstytucję - red.), od wpłynięcia projektu, musi upłynąć 30 dni. Potem prace w Sejmie, następnie Senat. Dlatego ani przed 10, ani 17 maja nie da się legalnie zmienić konstytucji - uważa Kropiwnicki.

Jak dotychczas, Małgorzata Kidawa-Błońska namawia swoich wyborców do bojkotu wyborów. Nie wycofała się jednak z wyścigu o Pałac Prezydencki. - Nie może zrezygnować. Zobaczymy, co wydarzy się w najbliższych tygodniach. Na pewno wybory nie powinny się odbyć 10 maja. Po świętach na pewno będą bardziej czytelne komunikaty - powiedział nam Kropiwnicki.

Podobnego zdania jak klubowy kolega z Koalicji Obywatelskiej jest Katarzyna Lubnauer, niegdyś szefowa .Nowoczesnej.

- Technicznie opozycja nie ma szans na zablokowanie wyborów. Blokować można jedynie czas, w którym ustawa wejdzie w życie. Jest to konieczne ze względu na to, że wybory w jakiejkolwiek formie zagrażają życiu i zdrowiu Polaków - mówi posłanka. - PiS zapewnił nawet pozakonstytucyjną możliwość przesunięcia wyborów przez marszałek Elżbietę Witek o tydzień. Tylko jaka jest różnica pomiędzy 10, a 17 maja, skoro Polska i tak będzie w szczycie pandemii? - pyta Lubnauer.

Wybory wykończą PiS?

Większość polityków opozycji, z którymi rozmawialiśmy uważa, że PiS powinno wziąć na barki odpowiedzialność za ewentualny wzrost liczby zgonów po wyborach. - Nieufność do partii rządzącej będzie rosła. Im więcej zachorowań i śmierci, tym większa odpowiedzialność po stronie PiS. Ludzie ich za to ocenią. Lewica będzie cały czas apelować o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej - poinformował Gawkowski.

W kwestii odpowiedzialności za liczbę zachorowań, z szefem parlamentarnego klubu Lewicy zgadzają się ludowcy. - Jeśli chcą mieć prezydenta wybranego po trupach, niech robią wybory. O terminie 10 maja zdecydują biologia i koronawirus, a nie wódz Kaczyński - mówi Sawicki.

Nawet jeśli wybory miałyby się odbyć w maju, część opozycji szuka szansy w ich potencjalnym unieważnieniu. W środę politycy Konfederacji zwrócili się do Senatu, żeby projekt dotyczący zmiany Kodeksu wyborczego trafił najpierw do Sądu Najwyższego. Chcą sprawdzić czy głosowanie korespondencyjnie nie naruszy praw wyborczych Polaków przebywających za granicą. Bo część z nich najprawdopodobniej nie będzie mogła zagłosować przez opóźnienia legislacyjne (głosowanie korespondencyjnie zgłasza się konsulowi 14 dni przed wyborami, nowe przepisy najpewniej zostaną uchwalone później - red.).

- Sąd Najwyższy nie może zablokować tych wyborów, ale jeżeli jego opinia będzie taka, że naruszają prawa obywatelskie, sprawa jest jasna. Wybory będzie można unieważnić - mówi Interii Konrad Berkowicz z Konfederacji.

Pojawiły się także głosy, że wybory przeprowadzone innego dnia niż 10 maja będą nieważne. Dlaczego? Bo dotychczas podpisy poparcia dla kandydatów zbierano właśnie na ten dzień.

- Przecież zbieranie podpisów musi się odbywać w zgodzie z Kodeksem wyborczym, który nakazuje wpisanie w formularzu daty wyborów - wpisali ją. I nagle władze zmieniają tę datę - to jest nieprawidłowość która niewątpliwie rzutuje na status tych osób w wyborach - w rozmowie z RMF FM ocenił Wojciech Hermeliński, były szef PKW.

Hamulec Gowina

Jarosław Gowin już raz zadeklarował, że jego formacja nie poprze zmian Kodeksu wyborczego forsowanego przez PiS, ale obietnicy nie dotrzymał. W rozmowie z Interią jego współpracownicy zapewniają, że Porozumienie jeszcze może się sprzeciwić: - Jeśli sytuacja epidemiologiczna będzie tego wymagała, Jarosław Gowin zaciągnie hamulec bezpieczeństwa przed 10 maja - powiedział nam Michal Wypij, wiceszef klubu parlamentarnego PiS z Porozumienia.

Sęk w tym, że posłowie opozycji nie wierzą gowinowcom. - Jarosław Gowin jest całkowicie niewiarygodny. Wyszedł na konferencję, zapowiadał, że będzie głosował przeciwko ustawie (dot. wyborów korespondencyjnych - red.). Później się wstrzymał, a na końcu wyjął kartę - mówi Interii Krzysztof Gawkowski.

Marek Sawicki: - W tak trudnym czasie trudno rozmawiać o niepoważnej propozycji Jarosława Gowina. Facet został sam, z Bortniczukiem (Kamil, poseł i były wiceminister funduszy i polityki regionalnej - red.). Kaczyński zabrał mu żołnierzy. Niech poprze naszą uchwałę dotycząca powołania stanu klęski żywiołowej i sprawa będzie rozwiązana - uważa poseł Koalicji Polskiej-PSL-Kukiz’15.

Stan klęski żywiołowej to jednak niełatwe rozwiązanie z punktu widzenia finansów państwa. - Być może polski budżet stać jest na to przez jeden, dwa, może trzy miesiące. Ale na pewno nie dłużej - podczas rozmowy z przedstawicielami Związku Miast Polskich, ujawnionej przez TVN24, przyznał Gowin.

Marszałek Senatu prof. Tomasz Grodzki z PO poinformował, że izba wyższa wykorzysta 30 dni, żeby rozpatrzeć ustawę proponowaną przez PiS. W takim wypadku, po przegłosowaniu przez Sejm, przepisy mogą wejść w życie 7 maja, czyli trzy dni przed proponowanym obecnie terminem wyborów.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje