Reklama

Reklama

Molestowanie i pijaństwo w SOP. Przeniesienie zamiast kary

Kiedy wyszło na jaw, że podczas szkolenia narybku Służby Ochrony Państwa w Raduczu alkohol lał się strumieniami, a instruktor miał molestować kursantkę, wybuchł skandal. Jaka kara spotkała funkcjonariusza, który rzekomo dopuścił się takich zachowań? Trafił do ochrony MSZ.

Do tej pory funkcjonariusze SOP, którzy nie wylewali za kołnierz podczas służby, nie mogli liczyć na taryfę ulgową. Zazwyczaj dostawali propozycję nie do odrzucenia i sami rezygnowali z munduru. W najlepszym przypadku byli zawieszani.

Reklama

Jednemu z instruktorów, który brał udział w szkoleniu w Raduczu, nie tylko zarzuca się spożywanie alkoholu z kursantami, ale także molestowanie seksualne jednej z podopiecznych. Na jego niekorzyść świadczy fakt, że zarówno on jak i kursanci, w ramach wewnętrznego postępowania wyjaśniającego w SOP, przyznali się do pijaństwa.

W trakcie czynności wyjaśniających, które przeprowadzali rzecznicy dyscyplinarni służby, funkcjonariusz przyznał: "Być może w dniu 3 marca zostałem zaproszony przez kursantów mieszkających na parterze naprzeciwko mojego pokoju do siebie" - ujawnił. Zdradził, że podczas imprezy pił i z kursantami, i innymi instruktorami. Przyznał też, kto spożywał alkohol. Jak powiedział, chodziło o "każdego z uczestników" spotkania.

Śledztwo przedłużone, instruktor w ochronie MSZ

Jak już pisaliśmy, jeszcze 23 kwietnia 2020 r. Prokuratura Okręgowa w Łodzi wszczęła śledztwo w sprawie "doprowadzenia 24-letniej pokrzywdzonej, przy użyciu przemocy, do poddania się innej czynności seksualnej". Niedawno zdecydowano o jego przedłużeniu do 23 października.

Niezależnie od tego, instruktor - w przeszłości policjant - wciąż realizuje zadania dla SOP. Jak ustaliła Interia, został przeniesiony do ochrony Ministerstwa Spraw Zagranicznych. - Służy na posterunkach zewnętrznych, czyli "wietrzy się" - mówi jeden z informatorów Interii zbliżonych do formacji.

Doświadczeni funkcjonariusze, z którymi rozmawiamy nieoficjalnie, nie mogą się nadziwić decyzji o przeniesieniu. Przyznają, że instruktor pochodzi z policyjnej rodziny i ma odpowiednie koneksje. Do SOP trafił w czasach, kiedy komendantem był Tomasz Miłkowski (2017-2019), który zasłynął tym, że za jego czasów formację ochraniającą VIP-ów zasiliło wielu policjantów.

Gen. Pawlikowski: Komendant podjął złą decyzję

Z prośbą o komentarz zwróciliśmy się do gen. Andrzeja Pawlikowskiego, byłego szefa Biura Ochrony Rządu: - Komendant Służby Ochrony Państwa podjął złą decyzję. W tej sprawie są dość poważne zarzuty. Gdybym był na jego miejscu, podjąłbym znacznie bardziej radykalne decyzje i zawiesił funkcjonariusza w czynnościach - mówi nasz rozmówca.

Pawlikowski podkreśla, że mianowanie na inne stanowisko źle świadczy o kierownictwie służby. - Sami funkcjonariusze mogą być zniesmaczeni. Świadczy to o tym, że ktoś, kto popełnił czyn zabroniony, tak naprawdę nie został ukarany. To zielone światło dla innych. Bo przecież skoro jedna osoba nie została ukarana, mogą pozwolić sobie na więcej - argumentuje były szef BOR.

Nasz rozmówca uważa, że picie alkoholu podczas szkolenia jest karygodne. - Ten funkcjonariusz cały czas realizuje swoje zadania ustawowe, obecnie przy MSZ. Nie mamy pewności, czy nie zawiedzie na innym stanowisku. Ci, którzy spożywają alkohol na służbie powinni być z niej całkowicie wykluczeni - mówi Pawlikowski. Zwraca jednak uwagę, że sytuację należy dogłębnie wyjaśnić.  

Drogą oficjalną przesłaliśmy pytania dotyczące sprawy do rzecznika prasowego komendanta Służby Ochrony Państwa, płk. Bogusława Piórkowskiego. Chcieliśmy się dowiedzieć m.in., jakie konsekwencje służbowe w związku z marcową imprezą poniósł dotąd funkcjonariusz. Do czasu publikacji tego artykułu nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne