Reklama

Reklama

Negocjacje liderów Zjednoczonej Prawicy. To może być koniec Emilewicz

Po jednej stronie stołu Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki. Po drugiej Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki. Do tego Jarosław Gowin oraz Marcin Ociepa. W czwartek po południu liderzy Zjednoczonej Prawicy przystąpili do negocjacji nowej umowy koalicyjnej. Miało być krótko, ale rozmowy się przedłużyły. Miały dotyczyć m.in. powrotu szefa Porozumienia do rządu. A ten oznacza koniec kariery Jadwigi Emilewicz.

PiS potrzebuje liftingu. Bo chociaż Andrzejowi Dudzie udało się wygrać wybory prezydenckie, wielu działaczy partii rządzącej było zawiedzionych wynikiem wśród młodych. Kierownictwo formacji doskonale zdaje sobie z tego sprawę. - Nie przekonamy młodych ludzi do naszej konserwatywnej wizji świata, wyłącznie twierdząc, że nasze wartości są lepsze - powiedział niedawno Michał Moskal, szef Forum Młodych PiS i dyrektor biura prezydialnego partii.

Reklama

Rekonstrukcja rządu ma na celu przede wszystkim usprawnienie pracy Rady Ministrów. Taka jest oficjalna wersja. Nieoficjalnie słyszymy, że chodzi też o wzmocnienie pozycji premiera Mateusza Morawieckiego. Od pewnego czasu mówi się nawet, że szef rządu ma zostać wiceprezesem PiS. To na pewno zła wiadomość. Dla Zbigniewa Ziobry.

Jak już pisaliśmy, od zakończenia zwycięskiej kampanii wyborczej politycy Solidarnej Polski ruszyli z frontalnym atakiem. Akcentowali przywiązanie do tradycji i wartości konserwatywnych, ale także nie przebierali w słowach, próbując podszczypywać Morawieckiego. U największego koalicjanta jest to postrzegane jako atak na rząd Zjednoczonej Prawicy.

- W PiS zachowanie Solidarnej Polski jest odbierane jako wojna wewnętrzna. Porozumienie jest trochę z boku - tłumaczy Interii jeden z polityków obozu rządzącego. - Wolta wyborcza Gowina (chodzi o przesunięcie terminu wyboru ze względu na koronawirusa - red.) to coś zupełnie innego. A poza tym się udało, zwycięzców się nie sądzi - dodaje.

Ziobryści wiedzą, jak widziana jest ich ofensywa w centrali przy Nowogrodzkiej. Za mocną kartę w swojej talii uznają jednak lojalność względem większego koalicjanta. - Ważne są głosowania. Na tym polu nigdy nie zawiedliśmy - jeszcze niedawno podkreślał bliski współpracownik Zbigniewa Ziobry. Tylko czy to wystarczy?

Wiadomo, że PiS próbowało wpływać na ziobrystów, kolportując informacje o rzekomym porozumieniu z PSL. - Jesteśmy otwarci na każdego posła, czy grupę posłów, którzy chcieliby przyłączyć się do Zjednoczonej Prawicy - mówił w rozmowie z telewizją wPolsce.pl wicepremier Jacek Sasin. Podkreślał, że takie wzmocnienie nie jest po to, żeby "eliminować kogokolwiek z dotychczasowego grona" koalicji.

Jak się zagrywa w PiS

Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania liderów, politycy Zjednoczonej Prawicy przekonywali Interię, że w czwartek na pewno nie uda się dojść do konsensusu. - Jeśli spojrzymy na proporcje w Sejmie, nasi koalicjanci mają 15 proc. W związku z tym, nie należy im się więcej niż dwa ministerstwa - wyjaśnia ważny polityk PiS. 

Zarówno Solidarna Polska, jak i Porozumienie mają jednak swoją taktykę. - Koledzy mają bardzo prostą strategię. Skoro zapowiadane są straty, to trzeba obronić stan posiadania, a nie domagać się czegoś więcej. Prawda jest taka, że PiS nie dogadał się wcześniej na prezydium Komitetu Politycznego - zdradza jeden z posłów znający szczegóły negocjacji.

Sytuacja może się okazać szczególnie trudna dla ziobrystów. Jeśli będą mieli do obsadzenia jeden resort, trudno się spodziewać, że zrezygnują z Ministerstwa Sprawiedliwości. Resort środowiska Michała Wosia jest im z kolei potrzebny, żeby budować struktury terenowe partii.

- Decyzja będzie należała do koalicjantów, ale nie wyobrażam sobie Solidarnej Polski bez ministerstwa, któremu szefuje obecnie Zbigniew Ziobro - słyszymy w PiS. - Chociaż nie ma jeszcze szczegółów, takie decyzje będą należeć do naszych koalicjantów - dodaje nasz informator.

 Co z przyszłością Jadwigi Emilewicz? Jak dowiedziała się Interia, leży ona w rękach Porozumienia. Od jakiegoś czasu krążą plotki, że wicepremier ma odejść do biznesu. - Nigdzie się nie wybieram. Mam jeszcze kilka ważnych spraw do realizacji w Ministerstwie Rozwoju. Nie wiem, kto snuje takie plotki - powiedziała nam Emilewicz.

Trudne decyzje

Wiadomo, że Jarosław Gowin ma wrócić do rządu. Chcą tego zarówno struktury Porozumienia, jak i sam polityk. Z naszych informacji wynika, że nie ma mowy o tym, żeby lider partii wrócił do rządu jako wicepremier bez teki.

A jeszcze kilka miesięcy temu obecna szefowa resortu rozwoju planowała odebrać Porozumienie Gowinowi, jednak nie udało jej się uzyskać wymaganego poparcia w terenie. Co zatem czeka teraz Emilewicz? - Może na przykład zostać szefową struktur w Wielkopolsce. To dla niej dobre miejsce - wyzłośliwia się jeden z polityków Porozumienia. 

Czwartkowe rozmowy rozpoczęły się o godz. 17. Początkowo wszyscy zakładali, że potrwają jedynie chwilę, ale dyskusja się przedłużyła. Liderzy debatowali blisko pięć godzin. Jedno jest pewne: politycy wyszli ze spotkania i uśmiechali się do kamer. Szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski przyznał, że rozmowy przebiegały w bardzo dobrej atmosferze. 

- Jesteśmy pełni optymizmu, że wkrótce zawrzemy nową umowę koalicyjną i będzie realizowany ambitny program dla Polski. Dlatego jestem przekonany, że to są dobre informacje dla naszych rodaków - potwierdził Jaki. Z kolei Ociepa mówił o "ambitnej umowie koalicyjnej". Szczegóły mają zostać ustalone w poniedziałek.

Do tej pory, w ramach specjalnego zespołu, nad nową umową koalicyjną mieli dyskutować młodzi politycy Zjednoczonej Prawicy ze wszystkich partii koalicyjnych. Zespół Marcina Ociepy, Michała Wosia i Łukasza Schreibera powstał jeszcze pod koniec lipca. Tak naprawdę niewiele udało się ustalić, bo decyzje mają zapadać na szczeblu ścisłego kierownictwa.

- Zespół spotykał się kilka razy, może trzy. Można powiedzieć, że to było ustalanie stanu gry. Spotkania miały spore znaczenie dla programu i tego, co będzie się działo w przyszłości - mówi nam jeden z wpływowych polityków prawicy. Część jego kolegów ma zupełnie inne zdanie: - To był tylko ruch pozorny. Przecież i tak zdecyduje prezes.

Aktualnie mamy 20 resortów. Jarosław Kaczyński zapowiadał jednak, że może być ich ok. 12.

Jakub Szczepański  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje