Reklama

Reklama

Opozycja się ośmieszyła. Posłowie dostaną po kieszeni

Aż 30 posłów opozycji zabrakło podczas głosowania nad "ustawą kagańcową", która ma za zadanie dyscyplinować polskich sędziów. Ze względu na to, że na sali plenarnej brakowało posłów PiS, opozycja mogła wygrać to głosowanie. Koalicja Obywatelska i Lewica zapowiadają kary dla nieobecnych. Koalicja Polska-PSL-Kukiz’15 przekazała, że "będzie o tym dyskutować".

Jak się okazuje, na porannym głosowaniu największą absencją (spośród polityków opozycji - red.) wykazali się posłowie Koalicji Obywatelskiej. Nie było aż jedenastu osób. Chodzi m.in. o Joannę Kluzik-Rostkowską, Pawła Poncyljusza czy Grzegorza Napieralskiego. W rozmowie z Interią Borys Budka, przewodniczący klubu parlamentarnego KO zapowiada kary.

Reklama

- Klub nałożył najwyższą karę finansową za nieusprawiedliwioną nieobecność. Chodzi o kwotę 1000 zł - usłyszeliśmy od Budki. - Tu nie ma tłumaczenia. Dwie osoby dużo wcześniej wzięły urlop i zgłosiły to u marszałka. Inni zapłacą - dodał.

Jeśli chodzi o Lewicę, zabrakło dwunastu posłów. Wśród nich nie było Macieja Gduli czy rzecznik klubu Anny Marii Żukowskiej, która demonstrowała wczoraj w obronie sądów. - Sekretarz klubu zbiera w tej chwili wyjaśnienia od posłanek i posłów nieobecnych. W przypadku nieusprawiedliwionej nieobecności będą wyciągane konsekwencje regulaminowe - powiedziała nam Żukowska. Chodzi o upomnienie, naganę, bądź karę finansową. Zdecyduje prezydium klubu.

Sama Żukowska przyznała, że nie było jej na głosowaniu z "powodów życiowych", których nie dało się przewidzieć. Nieco bardziej rozmowny okazał się za to jej klubowy kolega, Maciej Gdula. - Wcześniej zajmowałem się dziećmi. Nie było alertu, że trzeba być wcześniej. Waga tych głosowań jest przeceniana, PiS i tak postawiłby na swoim - wypalił w rozmowie z portalem oko.press.

Jak nieobecnych potraktuje Koalicja Polska? Wśród członków klubu na sali zabrakło siedmiu posłów, m.in. Pawła Kukiza, Jolanty Fedak czy wicemarszałka Piotra Zgorzelskiego. - Nieobecność wynikała przede wszystkim z tego, że przesunęło się posiedzenie zespołu, w którym uczestniczyło kilku posłów. Część nie dojechała z powodów osobistych, nie było ich na porannym posiedzeniu klubu i nie byli w stanie przyjechać od początku posiedzenia - przekazał Interii Miłosz Motyka, rzecznik PSL.

Jego wersję potwierdza Jolanta Fedak, była minister pracy w rządzie PO-PSL. - Nie byłam, bo leciałam porannym samolotem. Była mgła, więc się spóźniłam. Rzadko kiedy są głosowania o 10 rano, samolot nie usiadł - tłumaczy nam posłanka, która, jak mówi, ma 500 km drogi do pracy. - To bardzo nieelegancko głosować coś takiego rano, a później opłatki robić - dodała.

Wynik głosowania to 195:204.

Jakub Szczepański

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje