Reklama

Reklama

PO: Można pić w pracy. Byle mało i do obiadu

Schłodzone i orzeźwiające, z bąbelkami, a do tego przyjechało do Polski prosto z Belgii! Tak zacnym trunkiem raczył się niedawno Sławomir Neumann. Pewnie nie byłoby w tym nic złego, gdyby polityk nie pił w pracy, podczas posiedzenia Sejmu. Jak usłyszała Interia, poseł nie ma się jednak czego bać. "Co innego, gdyby ktoś wziął piwo na salę sejmową czy próbował pić w kuluarach. To uważałbym za niestosowne" – komentuje Borys Budka, przewodniczący klubu PO-KO.

Wtorek, 12 listopada. Świeżo upieczeni posłowie IX kadencji ciężko pracują. Wszak to pierwszy poważny dzień przy Wiejskiej po wyborach. Niedługo przed godz. 16 politycy zdecydowali, że marszałkiem Sejmu zostanie Elżbieta Witek z PiS oraz jak liczne będzie Prezydium Sejmu.

Reklama

Zanim jednak doszło do wyboru wicemarszałków, posłowie znaleźli czas na przerwę. I piwko. "Fakt" opublikował bowiem jednoznaczne zdjęcie, na którym widać jak Sławomir Neumann, jeszcze niedawno szef klubu parlamentarnego PO, moczy usta w kuflu ze złocistym trunkiem. - Mam 18 lat i mogę wypić piwo do obiadu. Jestem świadomy tego, co robię - skomentował polityk.

Koledzy potwierdzają: Do obiadu można

Elżbieta Witek komentowała później, że podpijających polityków można oczywiście dyscyplinować, ale muszą być "twarde dowody". Słowem: posłowi trzeba udowodnić, że jest pod wpływem alkoholu. Alkomatów zaś w Sejmie nie ma. - Fatalne zachowanie - obruszyła się marszałek Sejmu. Politycy PO mają jednak zupełnie inne zdanie.  

- Jako rzecznik dyscypliny nie będę się tym zajmować. Właściwie w całej Europie jest przyjęte, że do obiadu można wypić kieliszek wina czy małe piwo. Wszystko w rozsądnych ilościach - mówi nam Katarzyna Izabela Mrzygłocka, rzecznik dyscypliny i etyki klubu.

Podobnego zdania jest Borys Budka, przewodniczący klubu parlamentarnego PO-KO. Potwierdza, że widział zdjęcia z Neumannem pijącym alkohol. - Z tego, co pamiętam, wypił koło godz. 17 czy 18. Nikt później nie prowadził. A to, że wrócił na głosowania? Szczerze mówiąc, nie widziałem w tym nic zdrożnego - usłyszeliśmy. - Przecież, kiedy podawany jest oficjalny obiad w godzinach pracy i przyjeżdża delegacja to normalne, że kelnerzy proponują na przykład lampkę białego wina do ryby, czy lampkę czerwonego wina do mięsa. Też można powiedzieć, że to picie w pracy - dodaje.

Jak mówi polityk, najistotniejsze jest, żeby się nie upijać. Jest przekonany, że w Polsce, wzorem Europy Zachodniej, przyzwyczajenia się w końcu zmienią: - Mam nadzieję, że lampka wina albo małe piwo do obiadu będą traktowane jako normalność  - uważa Budka. - W lokalu, w którym był Sławomir Neumann, podawane są belgijskie piwa po 0,3 l w kuflu. Co innego, gdyby ktoś wziął piwo na salę sejmową czy próbował pić w kuluarach. To uważałbym za niestosowne - tłumaczy.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy