Reklama

Reklama

Pytamy o selfie w Sejmie. "To był sygnał dla naszych wyborców"

Niektórzy politycy Koalicji Obywatelskiej podczas czwartkowych obrad Sejmu nie przepuścili okazji, by w mediach społecznościowych pokazać się w maseczkach i rękawiczkach. - To nie przystoi - upomniał kolegów Grzegorz Schetyna w RMF FM. - Wielu z nas, dzięki temu zdjęciu, potwierdziło swoją obecność. To sygnał dla naszych wyborców, że się nie uchylamy od odpowiedzialności - stwierdził Bartłomiej Sienkiewicz. - Prawdziwym lansem byłaby praca z kanapy - odpowiada z kolei Franek Sterczewski.

Posłanka mierząca odstęp między kolegami popularną metrówką, dłonie w rękawiczkach wzniesione w geście tryumfu na tle napisu "Sejm Rzeczypospolitej Polskiej", czy telefon wyciągnięty do selfie na sali plenarnej. Takie obrazki serwowali swoim wyborcom niektórzy parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej.

Reklama

"Sytuacja jest zdecydowanie poważna. Ale jest też inna niż zwykle, więc chyba niektórzy, nie do końca czując powagę sytuacji, chcieli udokumentować swoją obecność w Sejmie w takim szczególnym momencie" - ocenił Grzegorz Schetyna, kiedy Robert Mazurek zapytał go na antenie RMF FM o selfie w maseczkach w Sejmie. Były szef Platformy Obywatelskiej stwierdził, że "nie przystoi" robić takich zdjęć. Autorzy fotografii nie do końca zgadzają się z byłym przewodniczącym PO.

Jest remont, trzeba miarki

- Ma rację, jeśli chodzi o salę sejmową. Tam oczywiście nie było potrzeby noszenia maseczek. Myśmy je nosili, bo stłoczono nas w małych pomieszczeniach - tłumaczy Interii Bartłomiej Sienkiewicz. Jak mówi, przed czwartkowym posiedzeniem politycy czuli dużą presję, by pojawić się w budynku parlamentu. - Wielu z nas, dzięki temu zdjęciu, potwierdziło swoją obecność. To sygnał dla naszych wyborców, że się nie uchylamy od odpowiedzialności - powiedział były szef MSW w rządzie PO.

Jednak politycy nie tylko dokumentowali swoją obecność, pokazując twarze. Na zdjęciach można było zobaczyć, jak Katarzyna Piekarska z Koalicji Obywatelskiej mierzy odległość dzieląca ją od Sienkiewicza. Używa do tego popularnej metrówki.

- Przeprowadzam remont, więc noszę miarkę, bo chodzę po supermarketach. Kiedy byłam w Sejmie, chciałam pokazać, ile to 1,5 m. To wszystko, wtedy zrobiono zdjęcia. Miarki nie przyniosłam tylko do parlamentu. Idąc do Sejmu, coś robiłam - przekazała Interii Piekarska. - Bardzo się cieszę, że prezydium Sejmu zaopatrzyło nas, biorąc pod uwagę stan, w jakim znajdują się Polska i Europa, w maski i rękawiczki oraz płyn dezynfekujący - dodała.

Kontrowersje wzbudziły fotografie z Barbarą Nowacką. Posłanka KO podnosiła telefon na sali plenarnej. Pojawiły się głosy, że robiła sobie selfie w maseczce. - Nagrywałam film, który można obejrzeć na moim fanpage'u. Pokazuję w nim, jak wygląda sala plenarna. Live można było oglądać na moim Facebooku. Zapraszam, żeby zobaczyć to, co robię podczas wielu posiedzeń Sejmu. Mam ponad 100 tys. oglądających - usłyszeliśmy od Nowackiej.

Posłanka przekonuje, że selfie robili sobie politycy wielu opcji. W tym PiS czy Lewicy. Jej zdaniem o wiele większym problemem są ci, którzy nie przestrzegają zasad bezpieczeństwa. Zakładają maseczki na czoła, dotykają rękawiczką wnętrza masek czy "ostentacyjnie dłubią w oku". Chodzi o takich polityków PiS jak m.in. Tadeusz Cymański, Marek Suski lub wicemarszałek Sejmu Małgorzata Gosiewska.

Lansem praca z kanapy

Sporo emocji wywołała fotografia opublikowana przez Franka Sterczewskiego. Zamieścił on zdjęcie z klubową koleżanką, Małgorzatą Tracz (formalnie w KO, szefowa partii Zielonych - red.). Zdaniem polityka, problemem była forma obrad.

- Bardzo źle się stało, że wcześniej rząd nie przygotował nas do zdalnego obradowania - uważa Sterczewski. Jak mówi, maseczki nosili nie tylko posłowie, ale pracownicy Sejmu. - W związku z zasadami BHP, jakie teraz funkcjonują, nie mieliśmy wyboru - przekonuje Interię poseł. Jak mówi, wraz z koleżanką relacjonował pracę z Sejmu. Usłyszeliśmy też, że polityk "nie miał zamiaru zwracać uwagi na maseczkę".

- Gdybyśmy obradowali z domu, maski w ogóle nie byłyby potrzebne. Wydaje mi się, że nikt nie miał zamiaru tutaj... Nie wiem, jak to skomentować. Do końca nie rozumiem zarzutu - powiedział nam Sterczewski pytany o słowa Schetyny, które padły na antenie RMF. Kiedy chcieliśmy poznać jego zdanie w kwestii oskarżeń o sejmowy lans, odpowiedział: - Prawdziwym lansem byłaby praca z kanapy, z domu.

O komentarz poprosiliśmy także Małgorzatę Tracz. - Uważam, że część osób skupiła się na mniej istotnych rzeczach, jeśli chodzi o przekaz dziennikarski - powiedziała posłanka. Jak mówi, najważniejsze było głosowanie dotyczące zmian regulaminu Sejmu i poprawki złożone przez opozycję.

Kiedy próbowaliśmy dopytać o zarzuty dotyczące poselskiej autopromocji, Tracz szybko ucięła dyskusję. - Przepraszam, ja muszę... Loguję się do tego systemu (do głosowania w Sejmie - red.) i dopiero mi się załadowało. Także będę chyba musiała się rozłączyć, żeby popróbować - usłyszała Interia.

Jakub Szczepański 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy