Reklama

Reklama

Co się dzieje z Kim Dzong Unem? Ekspert komentuje falę spekulacji

Od dwóch tygodni Kim Dzong Un nie pokazał się nigdzie publicznie, co wywołało szereg spekulacji na temat stanu jego zdrowia. Pojawiły się także plotki o tym, że północnokoreański przywódca nie żyje. - Nie zdziwiłoby mnie, gdyby za kilka dni przeprowadzono test rakietowy, a obecne działania byłyby odbierane w Korei Płn. na zasadzie "myślcie sobie dalej, a my robimy swoje" - komentuje w rozmowie z Interią dr Oskar Pietrewicz, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Falę spekulacji wywołała nieobecność Kim Dzong Una podczas obchodów rocznicy urodzin założyciela KRLD Kim Ir Sena 15 kwietnia. 20 kwietnia telewizja CNN, opierając się na źródłach w amerykańskiej administracji, poinformowała o pogarszającym się stanie zdrowia Kim Dzong Una. Według jej informatorów, miał on przejść poważną chirurgiczną operację. Japońskiego tygodnik "Shukan Gendai" podawał dodatkowo, że przywódca jest "w stanie wegetatywnym", a Agencja Reutera informowała, powołując się na trzy anonimowe źródła, że Chiny wysłały do Korei Północnej zespół ekspertów medycznych, który miał doradzać w sprawie zdrowia przywódcy. 

Reklama

Oficjalna północnokoreańska prasa nie odniosła się do pogłosek o zdrowiu Kima. Nie potwierdził ich również Biały Dom, ani urzędnicy z Korei Płd., którzy przekazali, że nie zaobserwowali żadnych nadzwyczajnych sygnałów z Północy. 

Temat "zastępczy"?

Jak podkreśla w rozmowie z Interią dr Oskar Pietrewicz, analityk PISM - wszelkie informacje może potwierdzić jedynie Korea Północna, pozostałe doniesienia są w sferze spekulacji.

- Często, gdy na dany temat pojawia się tyle informacji, szukamy teorii spiskowych, a być może chodzi tu jedynie o specyfikę mediów. Moje pierwsze odczucie było takie, że CNN znudził się tematem koronawirusa i wymyślono temat zastępczy - stwierdza ekspert, przypominając sprawę domniemanej egzekucji północnokoreańskiego generała sprzed kilku lat, którą - jak się później okazało - wymyślili dziennikarze z Hongkongu.

- Tak naprawdę historia o śmierci Kim Dzong Una opiera się na wątpliwych źródłach, a w zasadzie na braku źródeł do zweryfikowania. Do tego Korea Północna nigdy nie odnosi się do plotek, nie potwierdza ich i nie dementuje - dodaje.

Ekspert przypomina, że już wcześniej północnokoreańskiemu przywódcy zdarzały się nieobecności podczas różnych ważnych uroczystości - np. w 2014 r. po operacji kolana nie pojawił się na obchodach 66. rocznicy proklamowania KRLD i  69. rocznicy powstania Partii Pracy Korei. Wówczas również pojawiały się plotki o złym stanie jego zdrowia czy zamachu na jego życie.

- Pomimo aktualnych spekulacji Korea Północna nie zrobiła nic, by potwierdzić te doniesienia lub im zaprzeczyć. Jednak nieobecność Kima na najważniejszym święcie państwowym 15 kwietnia, będącym pewnym rytuałem politycznym, to niewątpliwie poważny argument, że "coś się stało" - mówi Pietrewicz. Podkreśla, że jego zdaniem to nie jest jednak równoznaczne z tym, że Kim jest w ciężkim stanie lub nie żyje.

Wśród spekulacji analityków pojawia się wątek koronawirusa i możliwej izolacji, jakiej poddaje się Kim Dzong Un. Zdaniem dra Pietrewicza to możliwe, a przemawiać za tym może skromna oprawa tegorocznych obchodów 15 kwietnia.

Spekulacyjny wyścig

 W poniedziałek 27 kwietnia północnokoreańskie media podały jedynie, że przywódca wyraził podziękowania dla robotników budujących strefę turystyczną w Wonsan, co nie rozwiało nagromadzonych w ostatnim czasie wątpliwości na temat stanu zdrowia Kim Dzong Una, a media kontynuowały spekulacyjny wyścig, zastanawiając się, kto przejmie władzę po śmierci Kima.

- Ciężko mi powiedzieć, czy komuś mogłoby zależeć na podgrzewaniu tego wątku. Wydaje mi się, że nie musi tu być żadnego sprawcy na poziomie państwowym. Spojrzałbym na to z nieco innej strony - mówi Pietrewicz i dodaje:

- Biorę pod uwagę możliwość, że Korea Północna obserwuje sytuację i być może będzie chciała utrzymać ten stan dezinformacji, aby sprawdzić jak wyglądają potencjalne reakcje poszczególnych państw na takie wiadomości. Szczególnie tych, na których zależy władzom w Pjongjangu: czyli jak reaguje administracja prezydenta USA Donalda Trumpa, jak reaguje Korea Południowa - podkreśla dr Pietrewicz, przypominając przy okazji, że zarówno Trump, jak i prezydent Korei Południowej Mun Dze In postawili na osobistą dyplomację z Kim Dzong Unem.

"Myślcie sobie dalej, a my robimy swoje"?

  - Myślę też, że Korea Północna mogłaby być zadowolona z tego, że świat skupia się na czymś innym, niż tym, co reżim właśnie robi. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby za kilka dni przeprowadzono test rakietowy, a obecne działania byłyby odbierane w Korei Płn. na zasadzie "myślcie sobie dalej, a my robimy swoje" - dodaje ekspert PISM, zwracając uwagę na to, że rozmowy o denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego stoją w miejscu, a Korea Północna wciąż się zbroi.

- W ostatnich dniach mamy wiele sprzecznych wiadomości na temat Kim Dzong Una - z jednej strony informacje o jego śmierci, z drugiej sygnały, że przywódca ma się dobrze. Żadnych z nich nie jesteśmy w stanie zweryfikować. Dlatego do wszystkich doniesień należy podchodzić krytycznie. Nie lekceważyć, ale i nie przesadzać. Moim zdaniem, należy po prostu poczekać - podsumowuje dr Oskar Pietrewicz, ekspert PISM.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje