Marciniak: Opozycja w politycznym klinczu

- Partie opozycyjne znalazły się w pewnym politycznym klinczu, bo z jednej strony powinny - jak wszyscy Polacy - aprobować i celebrować tę rocznicę, z drugiej zaś strony czując, że ograniczana jest im swoboda wyrażania poglądów, demonstrują swoją niezgodę na to, bojkotując Zgromadzenie Narodowe - ocenia w rozmowie z Interią prof. Ewa Marciniak.

Piątek. Na Placu Zamkowym w Warszawie stanął ogromny namiot. W nim o godzinie 12:00 rozpoczęło się uroczyste Zgromadzenie Narodowe. Przybyli najważniejsi rangą urzędnicy państwowi, senatorowie, zagraniczni goście oraz posłowie obozu Zjednoczonej Prawicy, Kukiz’15, a także Nowoczesnej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Reklama

Uroczyste orędzie wygłosił prezydent Andrzej Duda. Tego punktu nie doczekali jednak posłowie Nowoczesnej i PSL. Zaraz po odśpiewaniu hymnu ostentacyjnie opuścili namiot. Przedstawiciele Nowoczesnej mieli koszulki z napisem "konstytucja", a wychodząc nieśli w dłoniach egzemplarze ustawy zasadniczej.

"Mamy do czynienia z wygaszaniem opozycji, z kneblowaniem nas, zastraszaniem przy pomocy wysokich kar finansowych. W związku z tym kpiną jest obchodzenie 550-lecia parlamentaryzmu w momencie, w którym ten parlamentaryzm chce się zakończyć" - mówiła liderka Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer. Piątkowe Zgromadzenie Narodowe określiła mianem "pogrzebu i stypy parlamentaryzmu".

W słowach nie przebierał też lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. "Dziś nie ma czego świętować, bo parlamentaryzm jest w głębokim kryzysie" - przekonywał.

"Parlament nie jest miejscem debaty, ale miejscem potwierdzania decyzji prezesa PiS" - dodał.

Na Placu Zamkowym w ogóle nie pojawili się politycy Platformy Obywatelskiej, którzy - wespół z Nowoczesną - o godzinie 11:00 zainaugurowali własne obchody 550-lecia, czyli Obywatelskie Zgromadzenie Narodowe. Poza posłami obecnej kadencji w alternatywnych uroczystościach uczestniczyli też prominentni politycy związani z PO jak Bronisław Komorowski, Radosław Sikorski czy Jerzy Buzek. 

Lider PO Grzegorz Schetyna argumentował, że w sytuacji kiedy "PiS niszczy demokrację" miejsce PO jest poza "polityczną szopką organizowaną przez marszałków Kuchcińskiego i Karczewskiego".

"Powód do dumy i troski"

- Obchodząc to święto polskiego parlamentaryzmu mamy powód do dumy, ale i do troski. Bo mamy jedno 550-lecie i dwa sposoby jego celebrowania, przez dwie przeciwne sobie siły polityczne. To świadczy o głębokim i niedobrym podziale. Zarówno opozycja jak i partia rządząca powinny wykorzystać ten 13 lipca, żeby zrobić coś wspólnie - ocenia prof. Ewa Marciniak, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

- 550-rocznica parlamentaryzmu w Polsce powinna napawać dumą wszystkich polityków i wszystkich obywateli. Mamy za sobą ponad pół tysiąca lat historii, z których powinniśmy czerpać naukę, by rekonstruując polski parlamentaryzm, dostrzec, jakie są jego mocne strony i co wymaga naprawy - wyjaśnia.

A jak wskazuje Marciniak, jest co naprawiać. - Ostatnia kadencja jest szczególnie ograniczająca, jeśli chodzi o pozycję w debacie parlamentarnej opozycji - przyznaje.

"Polityczny klincz"


- Partie opozycyjne znalazły się w pewnym politycznym klinczu, bo z jednej strony powinny - jak wszyscy Polacy - aprobować i celebrować tę rocznicę, z drugiej zaś strony czując, że ograniczana jest im swoboda wyrażania poglądów, demonstrują swoją niezgodę na to, bojkotując Zgromadzenie Narodowe - wskazuje.

Jednocześnie Marciniak przyznaje, że opozycja ma dziś ograniczone możliwości prowadzenia rzeczowej debaty parlamentarnej. - Nakłada się kary, wyłącza mikrofony - wylicza.

- Tymczasem w państwie, w którym 550 lat praktykujemy formę rządzenia, polegającą na tym, że wszystkie grupy interesów politycznych są reprezentowane w parlamencie, to taką ideę trzeba kultywować, dając tym grupom możliwość równego artykułowania swoich interesów  - kontynuuje.

Nierealizowana obietnica PiS

Przypomina jednocześnie, że to właśnie Prawo i Sprawiedliwość, będąc przez lata w opozycji, potem w kampanii wyborczej w 2015 roku piętnowało marginalizowanie przeciwników politycznych, zapowiadając wprowadzenie tzw. pakietu demokratycznego. Po pakiecie do dziś nie ma śladu.

- Skoro PiS podkreśla, że realizuje swoje obietnice, to warto, by przypomniało sobie i o tej. Gdyby ją zrealizowano moglibyśmy tę 550. rocznicę świętować w zupełnie innych okolicznościach - wskazuje.

Przyznaje jednocześnie, że obecne podziały nie są dobrym prognostykiem na 11 listopada, kiedy powinniśmy wspólnie obchodzić stulecie niepodległości.

- Znowu pojawią się przepychanki czyja to niepodległość. A ona jest wspólna - nasza. Wydaje mi się, że politycy powinni podjąć refleksję, że ich przynależność partyjna to nie wszystko. Są momenty, w których powinniśmy umieć pokazać, że jesteśmy wspólnotą państwową - mówi Marciniak. Choć jak sama przyznaje - w aktualnej sytuacji - nie brzmi to zbyt realnie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje