Reklama

Reklama

Niewygodna nowela. Prezydent w patowej sytuacji?

Prezydent Andrzej Duda /Jacek Domiński /Reporter

Andrzej Duda wciąż wstrzymuje się z podpisaniem noweli przyznającej TVP i Polskiemu Radiu prawie 2 mld zł publicznych pieniędzy. Dlaczego? – Zaczyna liczyć głosy, bo widzi, że jego kampania trochę ugrzęzła, a ta sprawa może mu ciążyć zwłaszcza w drugiej turze – ocenia prof. Antoni Dudek. Zdaniem dr. Jacka Sokołowskiego, sytuacja głowy państwa jest patowa.

Reklama

To już trzeci tydzień, od kiedy ważą się losy ustawy, gwarantującej mediom publicznym 1,95 mld zł rekompensaty z tytułu utraconych wpływów z abonamentu.

13 lutego w Sejmie odbyła się burzliwa debata. Mimo ogromnej fali krytyki ze strony opozycji, posłowie obozu rządzącego odrzucili poprawki Senatu. By pieniądze popłynęły do mediów publicznych, brakuje już tylko aprobaty prezydenta.

Reklama

Jednak Andrzej Duda wstrzymuje się z podpisaniem ustawy. Zgodnie z procesem legislacyjnym, decyzję w tej sprawie musi podjąć w ciągu 21 dni.

Targ o prezesa TVP?

Na razie prowadzi konsultacje. W minionym tygodniu spotkał się z przedstawicielami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, przedstawicielami regionalnych ośrodków TVP i Polskiego Radia, a także prezesami Telewizji Polskiej i Polskiego Radia. W poniedziałek z kolei, jak informowała Wirtualna Polska, w Pałacu Prezydenckim odbyło się spotkanie Andrzeja Dudy z szefem Rady Mediów Narodowych Krzysztofem Czabańskim. Według informatorów portalu, prezydent miał uzależnić podpisanie noweli od odwołania ze stanowiska prezesa TVP Jacka Kurskiego.

I choć z formalnego punktu Rada Mediów Narodowych jest organem, który odwołuje prezesa TVP, obserwatorzy sceny politycznej nie mają wątpliwości, że decyzja w tej sprawie nie leży w gestii Krzysztofa Czabańskiego.

- Gdyby prezydent rzeczywiście postawił takie ultimatum, to rozmawiałby z Jarosławem Kaczyńskim, a nie z Krzysztofem Czabańskim, który tak samo jak i prezydent chce się pozbyć Jacka Kurskiego. Przecież pamiętamy przed laty słynny zamach Czabańskiego. Prezydent może jedynie negocjować jakieś zmiany, np. zwiększenie pluralizmu w telewizji publicznej - uważa prof. Antoni Dudek, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

W sierpniu 2016 roku Rada Mediów Narodowych rzeczywiście odwołała Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP. Taki stan rzeczy utrzymał się zaledwie kilka godzin. Jeszcze tego samego dnia Rada zmieniła zdanie, informując, że jej uchwała nie wchodzi w życie od razu, a dopiero po rozstrzygnięciu konkursu na nowego prezesa TVP. Konkurs ten wygrał nie kto inny jak Jacek Kurski.

Ten zwrot akcji był przypisywany interwencji samego Jarosława Kaczyńskiego. I tym razem, jak pisała WP, prezes PiS o dymisji Kurskiego nie chce słyszeć.

- Jeśli Andrzej Duda rzeczywiście próbował coś wytargować i zostało to ucięte przez tzw. szeregowego posła PiS-u, to prezydent wypada blado jako polityk i lider - stwierdza politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Jacek Sokołowski.

- Gdyby tę ustawę skończono procedować wcześniej, to pewnie prezydent by ją podpisał. Dziś zaczyna liczyć głosy, bo widzi, że jego kampania trochę ugrzęzła, a ta sprawa może mu ciążyć zwłaszcza w drugiej turze - ocenia z kolei prof. Antoni Dudek.

Jednak jak wskazuje, przeciąganie decyzji rodzi tylko kolejne spekulacje.

Pytanie o polityczne koszty

Na jaki ruch zdecyduje się więc prezydent? Podpisze ustawę, zawetuje ją, a może skieruje do Trybunału Konstytucyjnego?

Tu pojawia się jeszcze jedno pytanie - jakie koszty polityczne będą wiązały się z jego decyzją? Trwa kampania prezydencka, a jak wynika z sondażu United Surveys dla "DGP" i RMF FM, niemal 62 proc. ankietowanych ogółem uważa, że Andrzej Duda nie powinien ustawy podpisywać, z czego 47,2 proc. chce weta, a 14,7 proc. niepodpisywania i skierowania do TK.

Z badania wynika też, że aż jedna piąta ankietowanych nie ma wyrobionej opinii w tej sprawie, a tylko niecałe 15 proc. jest za podpisaniem noweli przez prezydenta.

- Andrzej Duda potrzebuje swojego obozu, który finansuje jego kampanię, więc nie może zanadto przeciwko niemu występować. Ale z drugiej strony, żeby wygrać, potrzebuje też więcej głosów niż jego macierzysta partia. Dlatego musi próbować się od niej zdystansować i pokazać, że - zgodnie z mitem stworzonym bardzo umiejętnie przez Aleksandra Kwaśniewskiego - jest prezydentem wszystkich Polaków. Tylko, że moment na udowodnienie, że wyrasta się ponad swój obóz był w trakcie urzędowania, a nie kampanii wyborczej - mówi dr Sokołowski.

- Prezydent ma tak duży bagaż hipoteki niesamodzielności, że będzie mu niesamowicie trudno zrzucić go w ciągu paru tygodni trwania kampanii  - ocenia z kolei prof. Dudek.

TK zamrozi niewygodny w kampanii temat?

Andrzej Duda znalazł się w dość patowej sytuacji uważa dr Jacek Sokołowski.

- Jeśli w sytuacji "win-win" wygrywa każdy, to tutaj mamy do czynienia z sytuacją "lose-lose" (z ang. przegrywać). Koszty widać z każdej strony. Prezydent nie zawetuje ustawy - utwierdzi swój wizerunek długopisu Jarosława Kaczyńskiego, zawetuje - wywoła dezorientację w obozie władzy. Po pierwsze, do weta w tej chwili wzywa opozycja, która taką decyzję przedstawi jako swój sukces. Po drugie, weto zbije z tropu głównie wyborców PiS, wysyłając sygnał, że w obozie rządzącym istnieje konflikt - uważa politolog.

Weta nie spodziewa się także prof. Antoni Dudek. Jego zdaniem najbardziej prawdopodobne jest skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

- Tym samym prezydent zyska na czasie, zamrażając niewygodny w kampanii temat - mówi politolog z UKSW.

- Po wyborach będzie można temat odmrozić. Prezes PiS może w stosownym momencie poprosić panią Julię Przyłębską, żeby orzekła, że ustawa jest zgodna z konstytucją i wówczas prezydent złoży podpis, a telewizja dostanie pieniądze - podsumowuje Antoni Dudek. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje