Temat aborcji w Sejmie. Jaką drogą podąża posłowie?

W czwartek na sejmową mównice powrócił temat aborcji. Zdaniem ekspertów, znaczna część Polaków do aktualnej debaty podchodzi sceptycznie. Komu zależy na podgrzewaniu światopoglądowego sporu, kto może na nim coś ugrać, a kto stracić i czy istnieje społeczna potrzeba zmian aktualnego prawa - pytaliśmy prof. Rafała Chwedoruka i dr hab. Norberta Maliszewskiego.

Do opinii publicznej powróciła dyskusja na temat aborcji. W Sejmie wylądowały dwa przeciwstawne projekty, jeden, zgłoszony przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Stop Aborcji", zakłada zaostrzenie przepisów aborcyjnych, drugi, za którym stoi lewicowy komitet "Ratujmy Kobiety", postuluje liberalizację aktualnego prawa.

Reklama

Zdecydowana większość posłów zdeklarowała, że nie poprze projektu środowisk lewicowych. Trudno o jednoznaczne stanowiska, kiedy w grę wchodzi projekt "Stop Aborcji". Kluby deklarują brak dyscypliny partyjnej i głosowanie w zgodzie z własnym sumieniem.

Temat znów żyje, choć jak wskazują dość zgodnie eksperci, nie jest na rękę partii rządzącej.

"Partie, które rządzą, nie chcą rozstrzygać"

- Polityk, który chce wygrać wybory, musi być człowiekiem partii, która zajmuje się gospodarką, bezpieczeństwem, polityką społeczną itd. W ten sposób sukces wyborczy odniósł PiS. Z natury rzeczy partia, która rządzi, nie chce rozstrzygać kwestii światopoglądowych - tłumaczy politolog z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Rafał Chwedoruk.

Zdarza się jednak, że politycy traktują tematy światopoglądowe instrumentalnie, by odciągnąć uwagę opinii publicznej.

- W przypadku PiS jest zupełnie odwrotnie - zauważa. - Partia rządząca zawisła między dwoma porządkami. Z jednej strony dokonania władzy, sukcesy sondażowe, koncentracja na gospodarce - obligują do tego, by pozbyć się tematu aborcji. Z drugiej, wyborców PiS-u - zwłaszcza tych najwierniejszych - łączy tożsamość skupiona wokół tradycyjnych wartości, a część z nich jest wrażliwa na przekaz Kościoła - wskazuje.

Z kolei specjalista ds. marketingu politycznego, psycholog społeczny, prof. nadz. UKSW Norbert Maliszewski zauważa, że jeśli PiS jednoznacznie opowie się po stronie chcących zaostrzenia przepisów, może stracić w sondażach. - Z drugiej strony partia musi pamiętać o poparciu Kościoła, które wpłynęło na wygraną jesienią 2015 roku - przypomina.

"PiS nie ma w tym interesu"

- W samym PiS-ie mamy część polityków, dla których utrzymanie kompromisu nie będzie wystarczające i zostanie on uznany za pewne złamanie wartości - ocenia prof. Chwedoruk. Aborcja już raz spowodowała poważny konflikt w tej partii. W latach 2005-2007 z powodu braku woli prezesa Kaczyńskiego, by do konstytucji wprowadzić zapis o pełnej ochronie życia od momentu poczęcia, z partii odszedł Marek Jurek.

- PiS nie ma interesu w tym, żeby w Polsce wybuchł spór kulturowy, nawet jeśli udałoby się go wygrać - wskazuje prof. Chwedoruk.

W jego opinii, na tym konflikcie skorzystać może Nowoczesna, jako partia będąca zwolennikiem liberalizacji przepisów aborcyjnych. - PO w tej materii opowiada się za zachowaniem dotychczasowego kompromisu. Kwestie kulturowe nie wyznaczały jej tożsamości - zauważa politolog.

Co dalej?

Jaką drogą podąży więc partia obozu władzy? Moi rozmówcy są zgodni.

- Ścieżka, którą prawdopodobnie wybierze PiS, będzie przechowanie ustaw w komisjach, by formalnie nie opowiadać się po żadnej ze stron, a w przypadku nacisków, obrać drogę kompromisową. Byłoby nim przesunięcie na prawo aktualnego kompromisu i pewne zaostrzenie ustawy np. wyłączając tzw. aborcję eugeniczną - mówi prof. Maliszewski.

- Działania będą przebiegały między dwoma biegunami, pierwszym z nich jest sejmowa zamrażarka - w której jak długo się da, ten projekt będzie trzymany - stwierdza prof. Chwedoruk. W jego ocenie, drugą możliwością jest wprowadzenie drobnych zmian w aktualnej ustawie jak np. zmiana frazeologii, czy minimalne zaostrzenie jednego z wybranych paragrafów.

- Wydaje mi się, że wielu księży może nie do końca chcieć zaostrzenia prawa, zdając sobie sprawę, że tak mocny skręt w stronę restrykcji może spowodować powrót dyskusji i wychylenie wahadła w drugą stronę. To pewien paradoks, ale nawet bardziej konserwatywna część Episkopatu może mieć pewien interes w tym, żeby nie popierać radykalizacji postaw wokół aborcji - przekonuje prof Chwedoruk.

Polacy nie chcą, by państwo się wtrącało

Do tematu aborcji dość sceptycznie podchodzi wielu Polaków. Jak wskazuje najnowsze badanie TNS Polska, 42 procent uważa, że ustawa regulująca możliwość przeprowadzania aborcji, powinna pozostać bez zmian.

- Czasy z początku transformacji, kiedy konflikty kulturowe rzeczywiście bardzo mocno dzieliły społeczeństwo, co wynikało z gwałtownej zmiany usytuowania Kościoła w życiu publicznym i otworzeniu dyskursu, którego unikały władze PRL, już nie wrócą - wskazuje prof. Chwedoruk.

Jak wskazuje, obywatele oczekują, że politycy będą zajmować się gospodarką, polityką społeczną czy międzynarodową itd., a nie kwestiami światopoglądowymi. W Polsce nastąpiła "prywatyzacja życia społecznego" i ludzie nie chcą, by państwo ingerowało w ich prywatność.

Dowiedz się więcej na temat: aborcja w Sejmie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje