Reklama

Reklama

Franciszek ogranicza sekret papieski. Ks. dr Jan Dohnalik: Władza przeszła na biskupa

Papież Franciszek /Andrew Medichini / POOL / AFP /AFP

- Władzę nad informacjami i dokumentami zgromadzonymi w toku postępowania kościelnego w sprawach wykorzystania seksualnego osób małoletnich lub bezradnych ma teraz biskup lub przełożony zakonny i to w jego gestii leży decyzja o ich ewentualnym ujawnieniu - tłumaczy w rozmowie z Interią prawnik kanonista ks. dr Jan Dohnalik.

Reklama

Justyna Kaczmarczyk, Interia: Papież Franciszek znosi sekret papieski w sprawach dotyczących wykorzystywania małoletnich, przemocy na tle seksualnym oraz pornografii dziecięcej. Rewolucja?

Ks. dr Jan Dohnalik, specjalista prawa kanonicznego, delegat biskupa polowego ds. ochrony dzieci i młodzieży: - To ogromna zmiana w dobrym kierunku. Przyznam, że spodziewałem się raczej złagodzenia sekretu w tych sprawach, niż jego zniesienia, ale w moim przekonaniu to lepszy krok, bo nie pozostawia marginesu na lękliwe interpretacje. Warto podkreślić, że decyzja papieska jest reskryptem, czyli odpowiedzią na prośbę skierowaną do Ojca Świętego.

Reklama

Czyją prośbę w tym przypadku?

- Przedstawił ją bezpośrednio Substytut do spraw ogólnych Sekretariatu Stanu, jednak te postulaty były wyrażane już wcześniej, szczególnie podczas watykańskiego szczytu w lutym tego roku. 

O co dokładnie chodzi w papieskim reskrypcie?

- Największa zmiana polega na tym, że w sprawach dotyczących przestępstw wykorzystania seksualnego osób małoletnich lub bezradnych nie obowiązuje już sekret papieski, który mógł uchylić tylko sam papież. Obecnie obowiązuje tajemnica urzędowa, taka sama, jak przy innych kościelnych procedurach administracyjnych lub sądowych. Oznacza to, że władzę nad informacjami i dokumentami zgromadzonymi w toku postępowania kościelnego ma teraz biskup lub przełożony zakonny i to w jego gestii leży decyzja o ich ewentualnym ujawnieniu.

Sekret papieski wiązał hierarchom ręce?

- To nie jest tak, że wcześniej nie można było współpracować z organami ścigania. Co więcej, dokumenty Kongregacji Nauki Wiary mówiły jednoznacznie, że należy to czynić. Jednocześnie art. 30 § 1 norm "De graviorbius delictis" wydanych przez tę samą Kongregację, zawierał lapidarne sformułowanie: "Sprawy tego rodzaju objęte są sekretem papieskim". Powodowało to poważny problem interpretacyjny, jak ściśle należy rozumieć powyższe zdanie. Nikt nie miał wątpliwości, że sekret papieski nie zwalniał z obowiązku prawnego powiadamiania o przestępstwie i takie powiadomienia kierowane do organów ścigania są dziś powszechną praktyką w diecezjach i zakonach. Problem był z dokumentami kościelnymi i z tym, czy i na ile trzeba mieć zgodę Watykanu, żeby je przekazywać władzom państwowym.

Zdarzyły się przypadki, że biskup wydał dokumenty i spotkał się z karą ze strony Kościoła?

- Sekret papieski funkcjonuje przede wszystkim pod sankcją moralną. Choć trzeba przypomnieć, że § 2 art. 30 cytowanych powyżej norm Kongregacji przewiduje możliwość ukarania. "Ktokolwiek narusza sekret lub, umyślnie albo przez poważne zaniedbanie wyrządza inną szkodę oskarżonemu lub świadkom, winien być ukarany - na wniosek strony pokrzywdzonej lub z urzędu - odpowiednimi karami przez Turnus wyższego stopnia" - mówią przepisy. Nie wiem, jak często miało miejsce wymierzenie takich kar przez Kongregację. Natomiast wbrew temu, co piszą niektóre media, za naruszenie sekretu papieskiego nigdy nie groziła kara ekskomuniki. Taka kara grozi za złamanie tajemnicy spowiedzi, która jak najbardziej obowiązuje i zawsze będzie obowiązywać.

Czy biskupi w świetle nowego reskryptu mogą zdecydować o upublicznieniu jakiejś informacji bez odpowiedniego wniosku organów ścigania? Chodzi o przekazanie wiernym informacji w sprawach wykorzystywania seksualnego małoletnich.

- Tak, przełożeni mogą informować zranioną wspólnotę o zaistniałej sytuacji i niejednokrotnie powinni to zrobić. Decyzja należy do konkretnego biskupa lub przełożonego zakonnego. Co jednak ważne i zostało podkreślone w reskrypcie - nie wolno ujawnić informacji, których przekazanie zagroziłoby bezpieczeństwu wszystkich zaangażowanych osób, godziłoby w ich dobre imię czy naruszało prywatność. Uwzględniając te zastrzeżenia, wciąż mamy możliwość komunikacji. Powinniśmy informować o podjętych działaniach przede wszystkim osobę uznaną za skrzywdzoną. Jednak nie należy też zapominać o tej wspólnocie wiernych, gdzie wydarzył się dramat, a także o szeroko rozumianej opinii publicznej.

- Wydaje mi się, że wielu przełożonych, którzy do tej pory nie ujawniali informacji związanych z przypadkami wykorzystywania seksualnego w Kościele, nie robiła tego z chęci zamiecenia sprawy pod dywan, a z nadmiernie restrykcyjnego traktowania sekretu papieskiego. Jednak abp Charles Scicluna, watykański ekspert od tych trudnych spraw, już od pewnego czasu mówił, że sekret papieski nie dotyczy np. ujawnienia tego, jaką karę poniósł duchowny. Ta informacja jest bardzo potrzebna wiernym, by wiedzieli, że ten ksiądz nie jest już duchownym albo - jeśli decyzją sądu kościelnego wciąż nim pozostał - ma zakaz posługi wobec dzieci i młodzieży. Również w przypadku uwolnienia księdza od fałszywego oskarżenia, sprawa powinna być zakomunikowana wiernym, aby nie dziwili się, że nadal pełni posługę kapłańską. 

W decyzji papieskiej jest jasno podkreślone, że ani świadkowie, ani ofiary nie muszą milczeć. Przecież już wcześniej nie były obarczone takim nakazem.

- W przeszłości zobowiązywano do zachowania milczenia odnośnie tego, o co było się pytanym w ramach kościelnej procedury. To zobowiązanie miało mieć charakter procesowy. Niestety często obarczano je przysięgą i pewnym niedopowiedzeniem, czego to zobowiązanie do końca dotyczy. Nie istniała jedna określona formuła przysięgi, używano różnych tekstów, często nieadekwatnych i zbyt ogólnych. I w ten sposób człowiek zraniony, któremu krzywdziciel powtarzał, żeby nic nie mówił, wychodził z kurii z przeświadczeniem, że zakazuje mu się tego samego. Takie sytuacje dobitnie ukazuje film "Tylko nie mów nikomu".

- W świetle papieskiej decyzji, nie ma dziś żadnych wątpliwości, że nikt - ani osoba zgłaszająca, ani skrzywdzona, ani świadkowie - nie jest zobowiązany do milczenia odnośnie zaistniałych faktów. Nadal można jedynie - ale trzeba to robić bardzo delikatnie i precyzyjnie - zobowiązać zeznającego, by do końca procesu nie zdradzał szczegółów pytań, ani swoich odpowiedzi, i wyjaśnić, że chodzi o to, aby w ten sposób nie wpływał na innych świadków. Sam o to proszę, gdy prowadzę kanoniczne postępowanie, tłumacząc przesłuchiwanym jednocześnie sens takiej procesowej dyskrecji. Na przykład, gdy osoba skrzywdzona mówi, jakich świadków chce powołać, proszę, by nie opowiadała im kolejny raz o wydarzeniach, o jakie będą pytani. Zależy mi na tym, żeby dowiedzieć się od świadka, co widział i o czym wiedział w tzw. czasie niepodejrzanym, czyli wtedy, gdy nikt nie planował jeszcze żadnego procesu.

W punkcie czwartym papieskiego reskryptu mowa o tym, że "tajemnica urzędowa nie stoi na przeszkodzie w wypełnieniu zobowiązań wynikających z ustaw państwowych ustanowionych dla każdego miejsca".

- Dotyczy to powiadamiania o przestępstwie, ale także dalszej współpracy procesowej z odpowiednimi instytucjami państwowymi. Jeśli organ ścigania występuje z żądaniem wydania konkretnego dokumentu, to należy z nim współpracować. Reskrypt papieski określa to jasno w dalszej części cytowanego przez panią punktu czwartego, zgodnie z którym tajemnica urzędowa nie stoi na przeszkodzie "spełnieniu podlegających wykonaniu żądań sądowych władz państwowych".

W jaki sposób ofiara może uzyskać dostęp do informacji w swojej sprawie?

- Decyduje o tym biskup albo przełożony zakonny. W kanonicznej procedurze karnej osoba pokrzywdzona ma status świadka. Nie istnieje osobny status pokrzywdzonego, choć i nad tym są dziś poważne dyskusje w Stolicy Apostolskiej. Osoba podająca się za skrzywdzoną jest niewątpliwie - jeśli można tak powiedzieć - "świadkiem specjalnego znaczenia", zarówno z powodu tego, co przeszła, jak i ze względu na wyjątkową wagę jej zeznań. Jednak formalnie taka osoba ma dostęp jedynie do swojego zeznania, nie do całych akt sprawy. Tym niemniej mądry przełożony, mając dziś władzę nad sekretem urzędowym, może informować osobę skrzywdzoną o wielu kwestiach. Powinien powiadomić, na jakim etapie jest dana sprawa, a po jej zakończeniu - czy i w jaki sposób oskarżony został ukarany. Osoba pokrzywdzona ma też prawo do informacji, jakie zastosowane środki zapobiegawcze, zwłaszcza te, które uniemożliwiają kontakt z dziećmi i młodzieżą. Mówiły o tym już wcześniejsze wytyczne Konferencji Episkopatu Polski. Osobę skrzywdzoną należy traktować z wielką empatią i wykazać zrozumienie wobec jej oczekiwań, jednocześnie gwarantując prowadzącym dochodzenie kanoniczne odpowiednie warunki, by mogli sformułować sprawiedliwy werdykt bez presji z żadnej strony.   

A co jeśli biskup powie: "nie" ofierze czy organom ścigania? Czy są jakieś metody nacisku w tym zakresie?

- W przypadku władzy państwowej papieska decyzja niewiele zmienia, wciąż obowiązują przepisy polskiego prawa. Relacje między Kościołem i państwem są nadal regulowane konstytucyjną zasadą autonomii i współpracy. W przypadku spraw karnych na pierwszy plan wysuwa się zdecydowanie kwestia współpracy. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że według mojej wiedzy, na poziomie diecezji i delegatów w wielu miejscach ta współpraca wygląda bardzo dobrze. Teraz, gdy przełożony będzie mógł przekazać stosowną dokumentację bez pytania Stolicy Apostolskiej o zgodę, powinna ona wyglądać jeszcze lepiej.

- W przypadku osoby skrzywdzonej, niektóre jej uprawnienia wynikają z wytycznych Konferencji Episkopatu Polski, jak np. prawo do informacji o tym, jakie zostały zastosowane środki zapobiegawcze wobec oskarżonego duchownego, a także do powiadomienia, do jakiej pomocy prawnej, psychologicznej i duszpasterskiej ma prawo. Poza tym wiele zależy od rozeznania przełożonego i jego zrozumienia sytuacji, w jakiej znajduje się osoba skrzywdzona. Jeśli taka osoba czuje się zlekceważona i odrzucona, może odnieść się do metropolity, a w przypadku zakonnika - do wyższych władz zakonnych, na przykład do generała zakonu.     

A czy w Kościele są jakieś czynniki przymusu, jeśli przełożony nie informowałby o sprawie organów ścigania?

- W tej sprawie warto przytoczyć fragment art. 1 motu proprio papieża Franciszka "Vos estis lux mundi" z 9 maja br. Przełożony diecezjalny lub zakonny może popełnić przestępstwo, polegające "na działaniach lub zaniechaniach, mających na celu zakłócanie lub uniknięcie dochodzeń cywilnych lub kanonicznych, administracyjnych lub karnych, przeciwko duchownemu lub zakonnikowi w związku z przestępstwami o których mowa". Uważna lektura tego zdania pozwala wychwycić frazę "zakłócanie lub uniknięcie dochodzeń cywilnych". Tu słowo "cywilny" jest używane w znaczeniu kanonistyki włoskiej, jako synonim prawa państwowego. A więc jakiekolwiek działania lub zaniechania przełożonych, przeszkadzające państwowym organom ścigania w ich zadaniu, są karalne w świetle prawa kanoniczego. To otwiera szeroką możliwość działań kanonicznych wobec przełożonych kościelnych, którzy lekceważyliby swoje zadania. Należy jednak od razu przypomnieć, że prawo nie działa wstecz, a więc zaniechania lub uniki, jakie mogły mieć miejsce przed wielu laty, prawdopodobnie nie zostaną ukarane.

Jaką wartość w sensie prawnym mają dokumenty z procesów kanonicznych?

- Dla Kościoła są to bardzo ważne dokumenty urzędowe, jednak dla państwowych organów ścigania będą miały tylko względną wartość. Wynika to między innymi z tego, że w prawie kościelnym na świadku, który by skłamał, ciążą jedynie sankcje moralne i ewentualnie trudne do wyegzekwowania sankcje kanoniczne. Tymczasem zeznając w prokuraturze, świadkowi za składanie fałszywych zeznań grozi kilkuletnie więzienie. Z tego powodu, jeśli świadek jest kluczowy, prokuratura i tak go przesłucha, nawet mając do dyspozycji kościelną dokumentację. Stąd praktyką już stosowaną było opisywanie na potrzeby prokuratury głównych wyników procedury kanonicznej, a także podawanie listy świadków, którzy mogliby jej pomóc. Znam naprawdę wiele przypadków owocnej współpracy delegatów biskupów i państwowych organów ścigania.

Co jest w Watykanie? Wiemy, że od 2001 roku istnieje nakaz, żeby każdą sprawę wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży zgłaszać do odpowiedniej Kongregacji. Jak to wygląda w praktyce?

- To prawo obowiązywało od 2001 r., ale trzeba przyznać, że na początku dominowały sprawy ze świata anglosaskiego, z USA oraz Irlandii. Z czasem świadomość wagi oraz zakresu tego problemu rozwijała się także w pozostałych krajach europejskich. Jeśli chodzi o zgłaszanie spraw z Polski, to w ostatnich latach takich spraw do Watykanu trafiło niemało, choć nie znamy szczegółowych liczb, gdyż Kongregacja nie publikowała danych statystycznych według konkretnych krajów.

- Obecnie w Polsce istnieje prawny obowiązek zgłaszania organom ścigania przestępstw seksualnych wobec małoletnich. Dotyczy on wszystkich, także przełożonych kościelnych. Jednak wiele spraw, które są przesyłane do Watykanu, nie stanowi przestępstwa wykorzystania seksualnego w świetle prawa państwowego. Należy pamiętać, że w Kościele najcięższym przestępstwem jest jakiekolwiek działanie seksualne wobec małoletniego do 18. roku życia, podczas gdy dla polskiego prawa karnego granicą wieku jest 15 lat. Według statystyki opracowanej w tym roku przez Instytut Statystyczny Kościoła Katolickiego, około połowa spraw kościelnych dotyczyła małoletnich po ukończeniu 15. roku życia, a więc czyny te niekoniecznie były przestępstwem w świetle prawa państwowego. Ponadto, w państwie te przestępstwa przedawniają się szybciej niż w Kościele, gdzie przedawnienie występuje dopiero po 20 latach od ukończenia przez osobę skrzywdzoną 18, roku życia, a w szczególnych przypadkach Kongregacja Nauki Wiary może zdecydować o cofnięciu przedawnienia jeszcze dawniejszych spraw.  

A jak wygląda sytuacja, gdy sprawca już nie żyje?

- Zmarły nie podlega kodeksowi postępowania karnego, dlatego żaden prokurator nie będzie wnioskował o wydanie dokumentów, gdy oskarżony już nie żyje. Także sąd kościelny nie przeprowadzi karnego procesu kanonicznego, bo wobec zmarłych takich procesów się nie wytacza.

Takie sprawy niejednokrotnie budzą ogromne emocje, a ofiary od lat czekają na ich wyjaśnienie.

- To kwestie szczególnie istotne. Wytyczne KEP mówią, że w sprawach zmarłych "nie należy wszczynać dochodzenia kanonicznego, chyba, że zasadnym wydawałoby się wyjaśnienie sprawy dla dobra Kościoła". Dobro Kościoła to w tej sytuacji także dobro pokrzywdzonych, którzy oczekują prawdy. Sprawy szczególnie nabrzmiałe trzeba więc wyjaśnić, ale nie zajmą się tym dziś sądy kościelne ani Kongregacja Nauki Wiary. Trzeba znaleźć sposób.

Jeszcze go nie ma?

- Znani i cenieni kanoniści postulują powołanie komisji historycznych, podobnie sugerował abp Charles Scicluna. Problem polega na tym, że ani prawo państwowe, ani prawo kościelne nie przymusza przełożonych ustanowienia takiego gremium. W wytycznych znajduje się  jedynie wskazówka, że należy zrobić dochodzenie.

- Najnowszy reskrypt papieża Franciszka nie dotyczy tego zagadnienia. Nie mam wątpliwości, że aby zdecydować się na takie działanie, potrzeba jeszcze mocniejszego przestawienia myślenia w Kościele na takie, w którym priorytetem jest zajęcie się skrzywdzonymi. Uczyniliśmy to, tworząc Fundację Świętego Józefa, która ma inicjować struktury pomocowe i nieść wsparcie osobom wykorzystanym seksualnie w dzieciństwie lub młodości we wspólnocie Kościoła, a także, w miarę możliwości, pokrzywdzonym w ten sposób w społeczeństwie. Ta Fundacja jest unikalnym rozwiązaniem Kościoła w Polsce, który za chwilę może stanowić wzór dla innych krajów. Podobnie w sprawach wyjaśniania spraw historycznych, warto byłoby wypracować naszą własną procedurę. Tym bardziej, że jeśli za chwilę skrzywdzeni przez zmarłych duchownych zgłoszą się do Fundacji, to kto potwierdzi, że zostali rzeczywiście pokrzywdzeni?

- Myślę, że im bardziej będziemy stawiać na pierwszym miejscu osoby pokrzywdzone, tym szybciej będziemy zmuszeni sprostać temu wyzwaniu. Reskrypyt papieża Franciszka pokazuje, że nie należy się bać nawet radykalnych decyzji, jeśli mają one na celu dobro osób zranionych, które jest tożsame z prawdziwym dobrem Kościoła.

Rozmawiała Justyna Kaczmarczyk.


Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje