Reklama

Reklama

Watykan wiedział o skłonnościach abpa Paetza? "To wiadomość przełomowa"

Skłonności homoseksualne Juliusza Paetza zostały rozpoznane w Watykanie, a sam duchowny przyjechał w 1983 roku jako biskup do Łomży, bo Stolica Apostolska chciała się go pozbyć - stwierdził Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej. - To wiadomość przełomowa i nie mamy podstaw, by wątpić w prawdziwość tych słów - komentuje w rozmowie z Interią ks. prof. Andrzej Kobyliński.

"Abp Paetz miał naprawdę wysokie stanowisko w Watykanie i do Łomży pojechał na zesłanie. To był podstawowy błąd, bo te jego skłonności [homoseksualne - red.] zostały już rozpoznane w Watykanie. Watykan chciał się go pozbyć. To był jeden z motywów nominacji" - mówił Przeciszewski podczas panelu dyskusyjnego "Kościół na krawędzi", który odbył się w piątek w ramach 35. Ogólnopolskiego Forum Młodych we Wrocławiu.

Reklama

W spotkaniu wzięli udział: prymas Polski abp Wojciech Polak, siostra Małgorzata Chmielewska ze wspólnoty Chleb Życia, prowincjał dominikanów o. Paweł Kozacki, ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski, ks. prof. Grzegorz Sokołowski z PWT oraz Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny KAI. Poprowadziła je red. Agnieszka Bugała, redaktor naczelna Niedzieli Wrocławskiej.

"Nie mamy podstaw, by powątpiewać w prawdziwość tych słów"

- Wypowiedź pana Marcina Przeciszewskiego jest niezwykle ważna, można powiedzieć przełomowa. Co więcej, jej bezpośrednim świadkiem był arcybiskup Wojciech Polak, który uczestniczył w tej dyskusji panelowej. Z ust prymasa Polski nie padło żadne dementi po szokującej wypowiedzi prezesa KAI. W związku z tym nie mamy żadnych podstaw, żeby w jakikolwiek sposób powątpiewać w prawdziwość tych jakże mocnych słów - komentuje w rozmowie z Interią ks. prof. Andrzej Kobyliński.

Ks. Kobyliński jest filozofem i etykiem z UKSW w Warszawie. W latach 1998-2011 był wykładowcą i wychowawcą w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku. Jest autorem m.in. kilkudziesięciu artykułów naukowych i publicystycznych na temat wykorzystywania seksualnego.

Duchowny zaznacza, że do wyjaśnienia pozostaje kilka spraw. - Po pierwsze, dlaczego w ostatnich dziesięcioleciach doszło do wielu skandalicznych nominacji biskupich w Kościele katolickim? Po drugie, czy po 2002 roku Watykan rzeczywiście prowadził jakiekolwiek postępowanie sądowe w sprawie arcybiskupa Paetza i w której watykańskiej kongregacji znajdują się dokumenty z tego procesu? Po trzecie, niezwykle ważną kwestią jest nie tylko symboliczne przeproszenie ofiar, ale wypłacenie im przez władze kościelne wysokich odszkodowań finansowych. Z obecnie prowadzonej debaty w Niemczech wynika, że każda z ofiar pedofilii klerykalnej może otrzymać ok. miliona złotych - wylicza.

Paetz jak McCarrick

- Juliusz Paetz to nasz polski kardynał McCarrick i do jego sprawy należy podejść tak, jak problem byłego amerykańskiego duchownego potraktował papież Franciszek - komentuje rozmówca Interii.

Pod koniec tego roku albo na początku przyszłego Watykan ma opublikować kilkusetstronicowy raport, dotyczący byłego amerykańskiego kardynała Theodore'a McCarricka. W dokumencie będzie precyzyjnie wyjaśniony skandaliczny proces mianowania przez Stolicę Apostolską przestępcy seksualnego biskupem, arcybiskupem i kardynałem.

- Na ten raport czekają katolicy w USA, którzy są wściekli, bo już pod koniec lat 90-tych zgłaszali oni Rzymowi swoje zastrzeżenia. Niestety, pomimo negatywnych opinii Stolica Apostolska awansowała McCarricka na kolejne szczeble kariery kościelnej. Uważam, że tego rodzaju precyzyjny raport jest pilnie potrzebny także w sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza. Tylko w ten sposób można sprawiedliwie ocenić działalność tego ważnego dostojnika kościelnego w Watykanie, w diecezji łomżyńskiej oraz w archidiecezji poznańskiej. Bez takiego raportu Kościół katolicki w Polsce utraci dużą część swojej wiarygodności - mówi ks. Kobyliński.

"Nie wystarczy powiedzieć, że to błąd"

Sprawę skomentował też publicysta Tomasz Terlikowski.

"Jeśli ktoś sądził, że debata nad zachowaniem Kościoła w sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza dobiegła końca, i że można spokojnie przejść nad nią do porządku dziennego, to ostatnia wypowiedź prezesa KAI Marcina Przeciszewskiego powinna wyprowadzić go z błędu" - napisał w mediach społecznościowych.

"Nie wystarczy powiedzieć, że to błąd. Trzeba jasno powiedzieć, kto za niego odpowiada. A potem jasno za niego przeprosić. Ofiary, wiernych, których uznano za karę dla biskupa, który nie sprawdził się w Watykanie, okłamywanych księży" - zaznaczył.

Zobacz też: Abp Gądecki: Przepraszam

Juliusz Paetz i molestowanie kleryków

Pochodzący z Poznania Juliusz Paetz niedługo po święceniach wyjechał do Rzymu, gdzie studiował, a później pracował w kościelnych strukturach. Był współpracownikiem Sekretariatu Stanu i Rady ds. Publicznych Kościoła oraz delegacji Stolicy Apostolskiej ds. stałych kontaktów roboczych z rządem PRL, a w latach 1976-1982 prałatem antykamery papieskiej na bezpośredniej służbie papieży: Pawła VI, Jana Pawła I i Jana Pawła II.

W grudniu 1982 roku został mianowany biskupem łomżyńskim, a w kwietniu 1996 r. - arcybiskupem poznańskim.

W 2002 roku złożył rezygnację z urzędu i przeszedł na emeryturę.

Abp Paetz ustąpił ze stanowiska metropolity poznańskiego, po oskarżeniach o molestowanie seksualne kleryków i księży. Nigdy oficjalnie nie przyznał do zarzucanych mu czynów. Nie przedstawiono także wyników dochodzenia komisji watykańskiej, ani powodu przyjęcia rezygnacji.

Zobacz też: Ks. Piotr Studnicki: Sprawa abpa Paetza wymaga publicznego wyjaśnienia


Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje