​Plan (na) Morawieckiego

W środę premier Beata Szydło ogłosiła zmiany w rządzie, które poprzedziła burzliwa dyskusja i rosnące napięcie, jakie zostało wywołane przez określenie "rekonstrukcja". Szumnie zapowiadana rewolucja, okazała się raczej ewolucją, bo stanowisko stracił tylko jeden człowiek - Paweł Szałamacha. Jego miejsce zajął Mateusz Morawiecki, a wraz z tą zmianą, sztandarowy plan rządu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju dostał zielone światło.

Superpremier Morawiecki stanie na czele dwóch resortów: Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Rozwoju. Zaskoczenie? Raczej solidnie i konsekwentnie realizowany plan. Politycy PiS już od jakiegoś czasu uprzedzali w mediach, że taki scenariusz jest możliwy. W tę narrację wpisał się m.in. minister Jarosław Gowin, który na antenie TVN24 otwarcie stwierdził, że zakres władzy Morawieckiego jest zbyt mały. 

Reklama

-  W mojej ocenie zakres władzy premiera Morawieckiego jest niewystarczający. To wymaga jasnego, formalnego podporządkowania ministrów gospodarczych ministrowi rozwoju. Tak bywało w przeszłości - taką władzę miał Leszek Balcerowicz czy Grzegorz Kołodko. Plan Morawieckiego to wielka szansa i trzeba schować osobiste ambicje, podporządkować własne plany temu planowi głównemu - mówił. 

Prawdą jest, że wcześniej zdarzało się, aby minister finansów koordynował całą politykę gospodarczą prowadzoną przez państwo. Robili to Leszek Balcerowicz, Grzegorz Kołodko, Marek Belka czy Zyta Gilowska. Pierwszy raz we współczesnej historii Polski mamy jednak do czynienia z sytuacją, w której minister finansów sprawuje jednocześnie inną funkcję ministerialną.

- Pierwszym wyzwaniem dla Mateusza Morawieckiego na stanowisku ministra finansów będzie utrzymanie deficytu sektora finansów publicznych w ryzach i ograniczenie negatywnych skutków niebezpiecznych, populistycznych pomysłów rządu - wyjaśnia w komentarzu dla Interii Aleksander Łaszek, Główny Ekonomista z Forum Obywatelskiego Rozwoju. 

Jak zaznacza ekspert, najbardziej szkodliwym pomysłem obecnie dyskutowanym jest "obniżenie wieku emerytalnego, które zaszkodzi zarówno finansom publicznym jak i szerzej rynkowi pracy oraz wzrostowi polskiej gospodarki".

- Zadanie Morawieckiego będzie utrudnione, ponieważ sam, jako minister rozwoju, jest autorem licznych, kosztownych dla finansów publicznych pomysłów. W Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju jest bardzo dużo mowy o wspieraniu firm, sektorów, regionów etc., ale w ogóle bez refleksji nad kosztami tych działań.  Morawiecki tym samym znajdzie się w podwójnej roli - z jednej strony kontroluje Ministerstwo Rozwoju, które wymyśla jak wydać pieniądze podatnika, a z drugiej Ministerstwo Finansów, które ma tych pieniędzy pilnować - tłumaczy Łaszek. 

Wicepremier od slajdów

O tym, że Morawiecki ma plan, wiemy od początku tego roku. Szczegóły strategii poznaliśmy w drugiej jego połowie. Do tej pory mogliśmy jedynie zobaczyć prezentację składającą się z 66 slajdów. To właśnie dzięki niej złośliwi zaczęli nazywać ministra "specem od slajdów". 

Rządowy Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju to strategia zrównoważonego rozwoju gospodarczego kraju na najbliższe 25 lat. W lutym tego roku plan został przyjęty przez rząd, a następnie ruszyły prace nad uszczegółowieniem dokumentu, przy których pomagały inne resorty.

Program rozwojowy "Żwirko i Wigura", zakładający produkcję pełnej gamy polskich dronów, program "Batory" - zakładający budowę polskiego promu pasażerskiego, czy program "Cyberpark Enigma" - zakładający rozwój polskich firm w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, to tylko niektóre założenia, jakie znalazły się w dokumencie.

Plan Morawieckiego zwraca jednak przede wszystkim uwagę na pięć pułapek, w jakie według ministra wpadła Polska. Zalicza się do nich pułapkę średniego dochodu, pułapkę braku równowagi, pułapkę przeciętnego produktu, pułapkę demograficzną i pułapkę słabości instytucji. 

Rozwój gospodarczy Polski ma być z kolei oparty na pięciu filarach.

Nietrudno zauważyć, że pojedyncze słupki w planie nie są zależne jedynie od kompetencji ministra rozwoju. W grę wchodzą także finanse, czy infrastruktura. Zmiana rozkładu sił w rządzie Beaty Szydło, zdecydowanie wyszła na korzyść ministrowi Morawieckiemu, poszerzając wachlarz jego kompetencji. 

Zobacz Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju

Jeszcze więcej kompetencji Morawiecki zyska po tym, jak obejmie przewodnictwo w Komitecie Ekonomicznym Rady Ministrów. Dzięki temu będzie mógł sprawować nadzór nad resortami infrastruktury i budownictwa, cyfryzacji, czy rolnictwa.

Sam Komitet Ekonomiczny nie jest żadną nowością. Po raz pierwszy został powołany w 1997 roku. Przestał z kolei istnieć w 2001. Za jego rozwiązanie odpowiadał ówczesny rząd Leszka Millera.

Test dla Morawieckiego

Pytamy ekonomistę o to, jakie jest największe wyzwanie dla Mateusza Morawieckiego, które ostatecznie może okazać się największym testem dla jego umiejętności. 

- Największy test przyjdzie wraz ze spowolnieniem gospodarczym. Obecny rząd odziedziczył po poprzednikach gospodarkę w dobrym stanie. Deficyt sektora finansów publicznych, choć duży, to spadał, bezrobocie spadało, polski eksport i import były zrównoważone. W tej sytuacji nawet nieodpowiedzialne działania jak program rodzina 500 plus nie doprowadziły do dużych problemów - mówi ekspert, choć, jak zaznacza, w dłuższym okresie program ten spowoduje według szacunków Cenei ubytek 235 tys. osób z rynku pracy. 

- Jednak gospodarka rozwija się cyklicznie i z czasem należy oczekiwać spowolnienia, które na skutek działań rządu takich jak wzrost wydatków, szybkie zadłużanie się i niepewność co co do zmian prawa, będzie jeszcze głębsze. Wtedy dalsze finansowanie kosztownych projektów jak obniżenie wieku emerytalnego czy Rodzina 500 plus będzie znacznie trudniejsze. Skoro przy relatywnie dobrej koniunkturze rząd zakłada, że w 2017 roku dług publiczny wzrośnie z 53,5 proc. do 54,9 proc., to jak szybko będzie rósł w recesji? - pyta ekspert z FOR. 

"Pomazańcy Kaczyńskiego"

- Oboje z Mateuszem jesteśmy pomazańcami Jarosława Kaczyńskiego. To Jarosław Kaczyński desygnował mnie, zaproponował Komitetowi Politycznemu i PiS, żebym była kandydatem na premiera i zaproponował Mateuszowi Morawieckiemu, żeby w naszym rządzie był wicepremierem odpowiedzialnym za sprawy gospodarcze - przyznała na konferencji prasowej zorganizowanej wspólnie z nowym superministrem, Beata Szydło, zamykając usta opozycji, która w Morawieckim upatruje poważną konkurencję dla Szydło. 

Dlaczego opozycja podchwyciła właśnie ten wątek? Bo Jarosław Kaczyński pokłada w Mateuszu Morawieckim wielkie nadzieje. Postawił wszystko na jego plan. Sam to przyznał. - Musimy odrzucić ostatecznie nieszczęsne koncepcje szkodnika Balcerowicza, postawić na Morawieckiego w gospodarce - mówił prezes na lipcowym kongresie partii. 

Kaczyński o planie Morawieckiego mówił, że to jest podłoże dla rewolucji przemysłowej w Polsce i to dzięki niemu powstanie nowa, IV Rzeczpospolita. 

Tabloidy jednocześnie z wielkim umiłowaniem piszą o "tajnych planach Kaczyńskiego", które raz zakładają, że Morawiecki stanie do walki o fotel prezydenta Warszawy, innym razem, że superminister zastąpi Beatę Szydło, a nawet - idąc dalej - że jeśli sprawdzi się w swojej roli, ma szansę zostać prezydentem, bo "Andrzej Duda nie jest na zawsze" - jak powiedział jeden z polityków z otoczenia szefa PiS w rozmowie z "Super Expressem".  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje