Reklama

Reklama

Porządki Theresy May

Theresa May jest premierem Wielkiej Brytanii dopiero od wczoraj, a już zdążyła podjąć kilka kontrowersyjnych decyzji, które nie spodobały się między innymi szefowi Parlamentu Europejskiego. Jego zdaniem May, zamiast na przyszłości Wielkiej Brytanii, skoncentrowała się na interesach partyjnych. Czy faktycznie na Wyspach doszło do politycznego trzęsienia ziemi, a decyzje nowej premier są zaskoczeniem? Na te pytania w rozmowie z Interią odpowiada ekspert ds. Wielkiej Brytanii dr Tomasz Czapiewski z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Pierwszą decyzją, którą kancelaria nowej premier ogłosiła całemu światu, było powołanie zwolennika Brexitu Borisa Johnsona na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Polityk słynący z ciętego języka jest dość szokującym wyborem na tę pozycję.

Reklama

- Rzeczywiście, nowa funkcja Borisa Johnsona może szokować. Ale pamiętać należy o kilku elementach - zaznacza dr Czapiewski. - Po pierwsze, Boris Johnson nie jest politycznym klaunem, tylko czasem takiego odgrywa. Jako człowiek, który spędził kawał swojego życia jako dziennikarz rozumie różne mechanizmy budowania zainteresowania i popularności. Proszę pamiętać, że Boris Johnson generalnie wygrywa wszystkie wybory i referenda, w których uczestniczy - czy to na mera Londynu - w mieście ostatnio konserwatystom nieprzychylnym - czy jako de facto lider kampanii Brexitu - uważa ekspert. 

Według dr Czapiewskiego warto się jednak zastanowić nad postawą Johnsona po tym, jak ogłoszono wyniki referendum. - Rzadko polityk tej rangi emanuje niepewnością i zagubieniem, kiedy technicznie udało się mu zrealizować swój cel w kampanii - mówi specjalista. 

Inny układ, nowe reguły

Jednym z najpoważniejszych zarzutów, jakie pojawiają się w kontekście Borisa Johnsona, jest "styl" jego wypowiedzi. Przez całą swoją kadencję burmistrza Londynu, zdążył obrazić najważniejszych polityków świata. Do historii przeszły już jego skandaliczne słowa o Hillary Clinton, w których porównał ją do "sadystycznej pielęgniarki", czy wypominanie Barackowi Obamie jego kenijskich korzeni. W opinii dr Czapiewskiego Theresa May tak ułożyła swój rząd, że Johnson nie będzie mógł sobie pozwolić na kolejne frywolne i skandaliczne uwagi. Dlaczego?

Theresa May powołując specjalne ministerstwo ds. Brexitu, na którego czele postawiła Davida Davisa, ograniczyła tym samym rolę Johnsona w całym procesie. - Choć funkcja szefa MSZ uznawana jest za jedną z czterech najważniejszych w brytyjskim systemie politycznym, to w tym konkretnym układzie politycznym i rządowym będzie silnie ograniczony - wyjaśnia dr Czapiewski. - Ogromna będzie także rola Liama Foxa, który będzie negocjował umowy handlowe z krajami spoza UE, a i sama May znana jest jako polityk, który lubi dokładnie kontrolować swoich podwładnych - dodaje. 

Jak w każdej partii, tak i wśród konserwatystów, trwa walka o władzę. Theresa May przejmując przywództwo, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nowe nominacje na stanowiska ministrów, są wynikiem także układów wewnątrzpartyjnych. Jak przypomina ekspert ds. Wielkiej Brytanii, Boris Johnson ma wielu zwolenników w partii, a partia uważnie też liczy jak wielu zwolenników Brexitu jest w rządzie. 

- Jeżeli za tym kryje się większy pomysł May, to może jakaś próba budowy nowego wizerunku Wielkiej Brytanii w świecie, bardziej nowoczesnej, mniej skostniałej - konstatuje dr Czapiewski. - Bo skoro kluczowe kompetencje w kwestii Brexitu będą poza Johnsonem, to jego rola będzie miała w sobie mniej ze statusu politycznego decydenta, a bardziej z kreowania wizerunku i promocji Wielkiej Brytanii w świecie. W pierwszym rzędzie jednak Johnson będzie musiał odrobinę "dociążyć" swój wizerunek, przekonać Brytyjczyków i obserwatorów ze za barwną fasadą kryją się kompetencje do zajmowania najważniejszych funkcji w państwie - uważa autor książki "Od Thatcher do Blaira. Wielka Brytania na przełomie XX i XXI wieku".

Pozbyła się "zdrajcy"

Dzisiaj media obiegła informacja, że ze stanowiskiem pożegnał się wieloletni współpracownik Davida Camerona i gorący zwolennik Brexitu, Michael Gove. Gove, jeszcze zanim doszło do referendum w sprawie Brexitu, miał niemal nieskazitelną reputację i uważany był za człowieka honoru. To jednak uległo drastycznej zmianie po tym, jak bez zahamowań zdradził Borisa Johnsona.

Mimo że wcześniej był uważany za najważniejszego sojusznika byłego burmistrza Londynu, po głosowaniu ws. Brexitu ogłosił, że z żalem doszedł do wniosku, iż Johnson nie zdoła wykazać się przywództwem koniecznym podczas negocjowania warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i dlatego sam zgłasza swoją kandydaturę na fotel premiera i szefa Partii Konserwatywnej. W tym kontekście jego dymisja nie dziwi. Dodatkowo, jak przypomina dr Czapiewski, Theresa May nigdy nie darzyła Gove'a przesadną sympatią. 

- Theresa May jest znana jako polityk ceniący kompetencję ponad osobiste animozje, ale jeżeli z kimś w rządzie Camerona miała silny i emocjonalny konflikt, to właśnie z Govem. Konflikt, który ku zaskoczeniu wielu skończył się odejściem Gove'a z rządu Camerona (w 2014 roku z funkcji ministra edukacji, wrócił po roku jako minister sprawiedliwości - przyp. red.), choć wówczas uchodził wręcz za przyjaciela Camerona. Co gorsza, Gove w świetle wydarzeń z kampanii o przywództwo w Partii Konserwatywnej uzyskał renomę "zdrajcy", człowieka, który nie ma zahamowań przed wbiciem politycznego noża w plecy swoich najbliższych sojuszników - wyjaśnia ekspert. 
 
Ścieżki May i Gove'a rozchodzą się także w przypadku kwestii programowych i ideologicznych. -Brytyjska premier deklaruje raczej podejście bliższe politycznemu centrum, które opiera się na założeniu, że społeczeństwo jest punktem wyjścia, a nie jednostka. U Gove'a zaś widoczna jest silna inspiracja ideologią thatcheryzmu - mówi ekspert, zaznaczając jednocześnie, że zarówno May i Gove "mają na swoim koncie silne ideologiczne wolty". 

- W mojej opinii największym zaskoczeniem jest brak George'a Osborne'a w rządzie. Choć oczywiście był to potencjalny konkurent w walce o przywództwo po Cameronie - ale jednocześnie też związał swoje losy na trwałe z losami Camerona - to wydawało się że jego doświadczenie, kompetencje i siła poparcia w partii pozwolą mu pozostać w rządzie - mówi dr Czapiewski. 

George Osborne, który był szefem resortu finansów od 2010 roku został zastąpiony przez byłego szefa dyplomacji Philipa Hammonda.

Pierwszy cios przyszedł od Schulza

"Decyzja nowej premier mniej koncentruje się na przyszłości Wielkiej Brytanii, a bardziej na spójności w partii. Zjednoczone Królestwo musi wyjść z tego niebezpiecznego błędnego koła, które ma bezpośredni wpływ na resztę Europy" - powiedział dzisiaj szef Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. Skąd aż tak mocne słowa? 

- Schulz na tym etapie prowadzi własną polityczną grę, obliczoną na utrzymanie swojej pozycji. Zbliża się prawdopodobnie okres przetasowań personalnych na czele instytucji europejskich, a pozycja Schulza ostatnio wydaje się osłabiona. Sam zarzut moim zdaniem jest chybiony nie dlatego, że źle opisuje rzeczywistość, bo opisuje ją celnie, ale dlatego, że utrzymanie spójności w partii jest od wielu dekad jednym z podstawowych celów każdego brytyjskiego premiera - wyjaśnia specjalista ds. Zjednoczonego Królestwa. 

Doktor Czapiewski wyjaśnia jednocześnie, że pozycja brytyjskich posłów, nawet tych z ostatnich ław poselskich, nazywanych backbenchers'ami, wobec lidera partii jest dużo silniejsza niż ma to miejsce na przykład w Polsce.  - To przecież właśnie ci backbenchers'i wymusili na Cameronie referendum europejskie, co ostatecznie pogrążyło jego karierę polityczną. Po drugie, partia torysów z referendum europejskiego wyszła podzielona i skonfliktowana - przecież politycy tej partii przewodzili de facto kampaniami obu stron sporu. Podstawowe oczekiwanie członków i polityków Partii Konserwatywnej to teraz, obok sprawnego przejścia przez Brexit, zapewnienie partii jedności. Nie byłoby to możliwe bez uwzględnienia różnych frakcji i grup w składzie rządu. W jego składzie dominują doświadczeni politycy, o bogatym rządowym CV - wyjaśnia ekspert ds. Wielkiej Brytanii dr Tomasz Czapiewski z Uniwersytetu Szczecińskiego. 

Nie trzeba daleko szukać, aby znaleźć poparcie dla tej tezy. Niemal każdy z polityków, który na pewnym etapie był konkurentem Theresy May do objęcia przywództwa partii i fotela premiera, w nowym rządzie dostał jakieś stanowisko. Dotyczy to m.in. 54-letniego Liama Foxa, którego powołała na ministra ds. handlu międzynarodowego, a także Andrei Leadsom, która otrzymała stanowisko minister środowiska. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje