Reklama

Reklama

Artykuł 200. Jedno zdanie, które wprowadza chaos

Krytyczna analiza krakowskich karnistów na temat obecnie nowelizowanego Kodeksu karnego spowodowała nerwową reakcję ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Spór toczy się o szereg kwestii, ale największą uwagę zwrócono na artykuł 200 Kodeksu karnego. A w nim decydujące jest jedno zdanie.

Sprawa nowelizacji Kodeksu karnego pojawiła się natychmiast po emisji filmu braci Sekielskich. Przedstawili oni wiele przykładów seksualnego wykorzystywania dzieci przez duchownych. W polskim Kościele zawrzało. Oburzenie przeniosło się także na korytarze Ministerstwa Sprawiedliwości, które zapowiedziało walkę z pedofilią. W tym celu przedstawiono gigantyczną nowelizację Kodeksu karnego, która - jak wynikało z zapowiedzi - umożliwi surowsze karanie czynów pedofilskich.

Reklama

Na marginesie walki z pedofilią wprowadzono także szereg innych zmian, niezwiązanych z dyskutowanym problemem, takich jak: bezwzględne dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwolnienia, czy surowsza kara za pomówienie w mediach. Z ostatniego przepisu minister sprawiedliwości zdążył się już wycofać, w odpowiedzi na falę krytyki, jaka pojawiła się wokół artykułu 212.

Artykuł 200

W kwestii artykułu 200 minister Ziobro nie robi jednak kroku wstecz, krytycznie odnosząc się do zarzutów, jakie w swojej analizie przygotował Krakowski Instytut Prawa Karnego.

W analizie ośmiorga karnistów Instytutu czytamy o licznych nieprawidłowościach i nieścisłościach wynikających z procedowanej właśnie nowelizacji. Szczególną uwagę poświęcono jednak artykułowi 200.

Zgodnie z obowiązującym prawem:

"Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszcza się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej lub doprowadza ją do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12".

Po nowelizacji przepis brzmi następująco:

§ 1. Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 15.

§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 dotyczy małoletniego poniżej lat 7, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 3 do 20.

§ 3. Kto dopuszcza się wobec małoletniego poniżej lat 15 innej czynności seksualnej lub doprowadza go do poddania się takim czynnościom albo do ich wykonania, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

§ 4. Jeżeli czyn określony w § 3 dotyczy małoletniego poniżej lat 7, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 15.

Niespójność, zdaniem krakowskich karnistów, tkwi w jednym zdaniu, które z dawnego przepisu zostało przerzucone do trzeciego paragrafu nowej ustawy. Prawnicy wskazują, że w tak skonstruowanym przepisie brakuje istotnego zdania na samym początku artykułu. "Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 15" - brzmi paragraf pierwszy. Zdaniem karnistów, prawidłowe brzmienie powinno zawierać: "Kto obcuje płciowo z małoletnim poniżej lat 15 lub doprowadza go do poddania się takim czynnościom albo ich wykonania, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 15".

Brak takiego zapisu - głosi analiza prawników - powoduje, że osoby, które doprowadzają dziecko do poddania się obcowaniu płciowemu ze sprawcą czynu pedofilskiego, nie podlegają karze. Co, zdaniem krakowskich karnistów, powoduje zasadnicze złagodzenie prawa w tym konkretnym przypadku.

Minister Ziobro odpowiada

Do analizy grupy prawników odniósł się na specjalnie zwołanej konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. W emocjonalnych słowach skrytykował uwagi pod adresem pracy jego resortu, nazywając je "kłamstwami" i "manipulacją". "Naprawdę, ktoś się chyba szaleju najadł, skoro takie rzeczy opowiada" - uznał.

Merytoryczne uzasadnienie jednak nie padło z ust ministra, a przekazało je Ministerstwo Sprawiedliwości w komunikacie przesłanym Interii. Zgodnie z nim: przestępstwo, którego nie zawarto w artykule 200, "przyjmie formę pomocnictwa zawartą w innym artykule kodeksu".

Zgodnie z wykładnią prawa, za pomocnictwo w dokonaniu danego czynu zabronionego grozi taka sama kara jak za sprawstwo. Czyli w przypadku pomocnictwa w obcowaniu płciowym między sprawcą a dzieckiem, "pośrednik" będzie podlegał karze od 2 do 15 lat pozbawienia wolności.

Nie jest jednak jasne, dlaczego osobny przepis pomocnictwa zostanie zastosowany w przypadku paragrafu pierwszego, a już w trzecim znalazła się pełna forma zapisu. Można jedynie przypuszczać, że to błąd redakcyjny podczas tworzenia nowelizacji, do którego Ministerstwo Sprawiedliwości nie chce się przyznać. Zarzuty o tworzonym w ten sposób chaosie legislacyjnym nie znajdują jednak uznania w resorcie Ziobry.

Prof. Antoni Dudek: Ziobro nie ma zaplecza

- Sposób procedowania tej nowelizacji na pewno wpłynie na obniżenie rangi władzy ustawodawczej, a już jest bardzo źle z jakością legislacji w Polsce i stosunkiem Polaków do prawa. Politycy mają też taką manierę, która nasila się przed wyborami, że chcą się wykazać sprawnością działania. PiS jest w tym rekordzistą. Wcześniej też się to zdarzało, choćby pamiętne słowa Donalda Tuska o chemicznej kastracji pedofilów. Jednak poprzedni obóz raczej ograniczał się do mówienia na konferencjach, a później niewiele działo się w Sejmie. Z kolei PiS chce pokazać swoją sprawczość, więc ilekroć pojawia się poważna sprawa, to wyciągana jest nowa ustawa - komentuje w rozmowie z Interią prof. nauk humanistycznych Antoni Dudek.  

Zdaniem eksperta, błyskawiczny proces legislacji powoduje liczne błędy w procedowaniu prawa, a jego celem jest jedynie "wykazanie się przed wyborcami".

- Myślę, że będziemy brnąć w takim kierunku, dopóki duża liczba wyborców nie odczuje na własnej skórze skutków takiego stanowienia prawa. Kiedy miliony ludzi to odczują i ich to zaboli, wtedy pokażą politykom, co sądzą o takim systemie - dodaje.

Prof. Dudek przekonuje także, że obecna władza jest "głęboko przekonana, że robi tak, jak trzeba". - Skoro jakaś sprawa jest w mediach w poniedziałek, to we wtorek już się ogłasza, że w środę będzie posiedzenie Sejmu, na którym uchwalimy nowe przepisy, a w czwartek prezydent je podpisze. Uważają to za symbol sprawnego państwa. To jest oczywisty populizm i on się musi źle skończyć - prognozuje.

- Nie jestem zwolennikiem zupełnie odmiennego rozwiązania, gdzie z kolei nie można jakiegoś przepisu uchwalić latami. PiS popadł jednak w tę pierwszą skrajność. Nasz system polityczny choruje na ewidentną biegunkę legislacyjną, a leki na to mają w ręku wyborcy - kontynuuje.

"Hipoteka ministra Ziobry mocno obciążona"

Pytany o działania ministra Ziobry, krytycznie odnosi się do przygotowywanych w jego resorcie przepisów. - Hipoteka ministra Ziobry jest bardzo mocno obciążona, chociażby słynną nowelizacją ustawy o IPN, teraz dokładany jest kolejny kamyczek. Nie wykluczam, że jeśli wygra PiS, to przy okazji tworzenia nowego rządu prezes Kaczyński uzna, że warto się Ziobry pozbyć - mówi.

- Jak wyglądają te słynne prace w ministerstwie Ziobry? Otóż tak, że Ziobro wzywa urzędników i każe im przygotować zmiany. Oni niby to robią, Ziobro dostaje dokumenty na biurko i sam nie jest w stanie ich ocenić. Ma problem, bo ewidentnie brak mu w ministerstwie zaplecza. Myślę, że trwa tam strajk włoski, większość go tam nie lubi. Poza ministerstwem, w kręgach prawniczych, także nie ma poparcia. W związku z tym jest skazany na nieliczną grupkę swoich współpracowników, w tym wiceministra Patryka Jakiego, który nie jest prawnikiem. Jaki może dużo krzyczeć w telewizji, ale nie ma pojęcia o legislacji. Ministerstwo bojkotuje Ziobrę i z braku odpowiedniego zaplecza biorą się te wszystkie błędy legislacyjne. Jedyne, co ma minister Ziobro, to większość w Sejmie, żeby przepychać takie przepisy i krzyczeć, że jest dobrze, a liczne uwagi to nieusprawiedliwiona krytyka. A po cichu się to później znowelizuje i te błędy zatuszuje. Najlepszym dowodem siódma już nowelizacja ustawy o SN - dodaje.

Jak wskazuje prof. Dudek, "marność legislacji zaczęła się wcześniej niż w 2015 roku", ale "wymiar sprawiedliwości jest coraz bardziej zdewastowany i procesy destrukcji nasilą się jeszcze mocniej". - W Polsce jest nadmiar ustaw, zbyt wiele spraw usiłuje się załatwić w taki sposób, zamiast użyć przepisów niższego rzędu. Efekt jest taki, że mamy coraz gorsze prawo - objętościowo jest go więcej, ale jego jakość jest niska. Gdy dojdziemy do dna... nastąpi reset - przewiduje ekspert.

- Ostatni reset mieliśmy w 1989 roku, kiedy zaczęło się masowe uchylanie różnych przepisów z poprzedniego systemu. Teraz też do tego dojdziemy i w końcu zacznie się przestrzegać zasad prawidłowej legislacji, które spowodują, że prawo na nowo będzie wzbudzać szacunek - podsumowuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy