Reklama

Reklama

Bojkot TVP był błędem? Święcicki mocno o wyniku KE

Marcin Święcicki /fot. Andrzej Iwanczuk /Reporter

Zaniedbany teren, ryzykowny bojkot TVP i program, który nie przebił się dostatecznie do wyborców. Poseł PO Marcin Święcicki w rozmowie z Interią wskazał główne przyczyny porażki z PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Reklama

W niedzielnych wyborach do Parlamentu Europejskiego zwyciężyło PiS z wynikiem 45,38 proc. Na drugim miejscu uplasowała się Koalicja Europejska, uzyskując 38,47 proc. Trzecie miejsce zdobyła Wiosna Roberta Biedronia z wynikiem 6,06 proc. 

Rozkład mandatów do PE wygląda następująco: PiS - 27, Koalicja Europejska - 22, a Wiosna - 3. Poniżej progu wyborczego znalazły się: Konfederacja (4,55 proc.), Kukiz’15 (3,69 proc.) oraz Lewica Razem (1,24 proc.).  

Reklama

Wynik Koalicji Europejskiej, choć relatywnie wysoki, nie został w największej partii tworzącej KE dobrze przyjęty. Zdaniem posła Marcina Święcickiego popełniono szereg błędów, które zdecydowały o takim wyniku.  

- Nie wiem, kto zawinił i kto podejmował konkretne decyzje. Wiem natomiast, że ci kandydaci, którzy jeździli, byli w terenie, w powiatach, na wsiach, na festynach, na bazarkach, swoją pracę wykonali dobrze. Jak Bartosz Arłukowicz, który startował z drugiego miejsca i wygrał z Joachimem Brudzińskim albo Elżbieta Łukacijewska, która startowała z 10. miejsca i wzięła mandat na Podkarpaciu - mówi Interii Święcicki.  

- Była jakaś taka generalna rachuba, że w wyborach europejskich biorą udział duże miasta i trzeba się na nie nastawić. Rzeczywiście to zadziałało, ale okazało się, że wieś też poszła do wyborów, a tam nas nie było. Ani plakatów, ani spotkań, poza jakimiś drobnymi wyjątkami. Oznacza to, że zaniedbaliśmy teren. Jest to do odrobienia. Trzeba uderzyć się w piersi - dodaje. 

Niejasny program i bojkot TVP

Niemal przez całą kampanię podnoszono, że koalicjanci są tak od siebie różni, że trudno wypracować wspólne hasło lub chwytliwy program. Gdy PiS ogłaszał kolejne "piątki" i przedstawiał pomysły dla różnych grup społecznych, kandydaci koalicyjni powtarzali jak mantrę, że "trzeba odsunąć PiS od władzy". Konkretów nie przedstawiano, a nawet jeśli, nie przebijały się do świadomości wyborców. 

- Program? Trzeba jasno ludziom mówić, powtarzać, że to co zrobił dobrego PiS to my zostawimy, a to, co zrobił źle, czyli zaniedbania w oświacie, zdrowiu, sądownictwie, stosunkach z Unią Europejską, naprawimy. Ten przekaz może nie dotarł do ludzi dostatecznie, ale powinien być jasny: to co dobrego zrobił PiS zostawiamy, a to co zrobił źle naprawimy - powtarza poseł PO. 

Święcicki, jako prawdopodobnie jedyny poseł Platformy Obywatelskiej, zwraca uwagę, że problematyczna jest kwestia bojkotu TVP. Przypomnijmy, że od stycznia posłowie PO nie pojawiają się w studiu telewizji publicznej i w ostrym tonie wypowiadają się na temat metod TVP, która to, ich zdaniem, pod przewodnictwem Jacka Kurskiego miała się stać "tubą propagandową rządu". 

Święcicki ocenił ten ruch jako ryzykowny, który też mógł mieć wpływ na porażkę z PiS w ostatnich wyborach.  

- Ważna jest też sprawa bojkotu TVP. Z jednej strony jest za co bojkotować tę telewizję, a z drugiej jest to właściwie jedyna telewizja dla jednej trzeciej kraju i to również właśnie na prowincji. Czyli do części ludzi nasz przekaz w ogóle nie dociera - dodaje nasz rozmówca. 

Co dalej z Koalicją Europejską?

Po wyborach do Parlamentu Europejskiego sami członkowie Koalicji Europejskiej sami zadają sobie pytanie, czy warto kontynuować ten projekt. Jego gorącym zwolennikiem jest jedynie szef SLD Włodzimierz Czarzasty, którego sprytne manewry wprowadziły do PE ludzi lewicy. Przegranym wydaje się natomiast PSL, a niebawem wewnątrz tej partii zapadnie decyzja, czy w wyborach do parlamentu krajowego także wystąpić pod wspólnym szyldem.  

Święcicki: - Byłbym za utrzymaniem obecnej koalicji. Do parlamentu krajowego znacznie bardziej opłaca się tworzyć koalicje ze względu na technikę przeliczania głosów na mandaty. Tym bardziej powinniśmy wystąpić w dużym bloku. 

- PSL ma podjąć decyzję. Mam nadzieję, że jednak będą z nami, bo samodzielnie ryzykują, że spadną poniżej 5 proc. i wtedy w ogóle nie będzie ich w parlamencie - ostrzega nasz rozmówca. 

Już w trakcie wieczoru wyborczego politycy KE mówili, że gdyby Robert Biedroń i jego Wiosna przyłączyli się do Koalicji, wygrana z PiS-em stałaby się faktem. Mówił o tym m.in. Sławomir Nitras, który zachęcał Biedronia do szybkiego wyciągnięcia wniosków i dołączenia do KE.  

Święcicki jest z kolei innego zdania i nie widzi miejsca dla Wiosny w Koalicji Europejskiej. Proponuje natomiast podpisanie z Biedroniem czegoś w rodzaju "aktu o nieagresji".  

- Koalicja jest szeroka i ja bym jej nie poszerzał. Biedroń prezentuje dość radykalny program. Niech startuje oddzielnie, niech ma swoich wyborców. Trzeba z nim może zawrzeć pakt o nieagresji, to by się przydało, ale nie łączyłbym tych list, bo zrobiłoby się za szeroko - uważa Święcicki.  

- Jeśli chodzi o Senat to oczywiście trzeba zawrzeć koalicję ze wszystkimi, nawet i z Biedroniem - dodaje. 

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje