Rzeź wołyńska a polska szkoła

Inscenizacja rzezi wołyńskiej w Radymnie na Podkarpaciu /Maciej Goclon /East News

- Odpowiedzialny nauczyciel historii powinien tłumaczyć uczniom, dlaczego mówi się o rzezi wołyńskiej, jak to może być wykorzystane politycznie i dlaczego powstają wokół tego kontrowersje. Kluczowe jest jeszcze jedno pytanie - nie czy, a jak się o tym mówi - podkreśla w rozmowie z Interią Jacek Staniszewski, nauczyciel historii, dyrektor Akademii Dobrej Edukacji, bloger doklasy.pl.

Reklama

Łukasz Szpyrka, Interia: Polska szkoła podejmuje temat zbrodni wołyńskiej?

Jacek Staniszewski: - Szkoła nie jest cały czas taka sama. Każdy nauczyciel do tej pory mógł sobie rozbudowywać akcenty, szczególnie jeśli chodzi o II wojnę światową. Teraz to się zmieni, bo wchodzi nowa podstawa programowa. Do tej pory, przy omawianiu II wojny światowej, niektórzy zwracali uwagę na kwestie militarne, inni na polskie podziemie, a jeszcze inni mówili pewnie sporo o kwestii wołyńskiej. W podręcznikach ten temat ma swoje miejsce i o tym się mówi, choć nie znamy jeszcze wszystkich podręczników do zreformowanej ósmej klasy. Trudno powiedzieć, jak się będzie o tym uczyło, ale należy przypuszczać, znając podstawę programową i nastawienie obecnego rządu, że na pewno ta kwestia będzie dość mocno podkreślona. Nauczyciele, jeśli chcą, mogą o tym uczyć. Myślę, że na ten temat warto poświęcić jedną lekcję. Pytanie - jak nauczyciele mówią o kwestii wołyńskiej? Nie mam niestety żadnych związanych z tym wyników badań.

Reklama

Po reformie edukacji o Wołyniu będzie się mówić w ósmej klasie?

- Tak, teraz to będzie temat w ósmej klasie. Śmiem twierdzić, że będą gorsze warunki, by o tym mówić. Do tej pory II wojna światowa była realizowana w I klasie liceum, a to oznacza, że nauczyciel historii, który prowadził tę klasę, nie musiał się nigdzie spieszyć. Uczniowie dopiero poznawali szkołę, uczyli się, czasu do realizacji różnych tematów było dużo, bo nie wisiały nad nimi żadne widma egzaminacyjne. Teraz istnieje niebezpieczeństwo, że w ostatniej klasie szkoły podstawowej, kiedy uczniowie pod koniec roku zdają egzamin, trzeba się będzie spieszyć z materiałem. Niektóre tematy będą więc pomijane. Obawiam się, że jednym z nich może być właśnie ten, bo tak naprawdę nie należy do "kanonicznych" tematów. Są inne, ważniejsze z egzaminacyjnego punktu widzenia. Może się okazać, że nauczyciel może potraktować tę kwestię nieco po macoszemu.

Zbrodnia wołyńska jest więc tematem dodatkowym, którego realizować nie trzeba?

- Rzeź wołyńska była zarówno w starej podstawie programowej, jest też w nowej. Obowiązek jako taki więc jest, ale wszystko zależy od tego, jak ja to zrobię. Mogę o rzezi wołyńskiej powiedzieć mówiąc przez pięć minut i warunek jest spełniony, ale mogę też mówić o niej przez pół roku. Wszystko zależy od nauczyciela. Podobnych tematów jest sporo.

Na przykład?

- Np. kwestia Powstania Warszawskiego. Nauczyciel przy tym temacie może pozwolić sobie na godzinę, dwie, a pewnie im bliżej Warszawy, to tak właśnie jest. Niektórzy nauczyciele traktują jednak to zagadnienie na zasadzie faktograficznej - było, związane są z tym jakieś kontrowersje i tyle. Tak jak powtarzam - dużo zależy od przyzwyczajeń nauczyciela i, co tu ukrywać, jego preferencji. Jeżeli o czymś lubi lub chce mówić, to powie i będzie mocniej tego wymagał. Jeden będzie wymagał, żeby uczniowie wiedzieli kiedy była rzeź wołyńska, kto brał w niej udział, jak to wszystko przebiegało. Drugi będzie wymagał, by uczniowie po prostu wiedzieli co to jest "rzeź wołyńska". Nie ma stałego kanonu, co na ten temat dziecko powinno wiedzieć.

Skoro w Warszawie chętniej mówi się o Powstaniu Warszawskim, to myśli pan, że na Lubelszczyźnie lub w Bieszczadach więcej czasu poświęca się rzezi wołyńskiej?

- Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że tak. To, gdzie uczymy, ma znaczenie. O Poznaniu ’56 więcej pewnie mówi się w Poznaniu niż na Lubelszczyźnie, a na Pomorzu o Gdańsku ’70. Moim zdaniem powinno mówić się więcej o rzezi wołyńskiej właśnie na wschodnich terenach.

Jak kwestia rzezi wołyńskiej jest lub będzie potraktowana w szkole średniej?

- Na pewno będzie tego więcej, ale teraz kompletnie wróżymy z fusów. Dzieci, które idą nową podstawą programową, wejdą z nią do szkoły średniej i prawdopodobnie będzie ona realizowana w późniejszych klasach. Na dziś więc nie wiemy, jak nauczyciele i podręczniki podejdą do tego tematu.

Polska szkoła powinna mówić o zbrodni wołyńskiej?

- Oczywiście, że tak. Trzeba o tym mówić. Trzeba mówić o wszystkim, co wzbudza współcześnie kontrowersje. Dzieci widzą, że o tym mówi się w telewizji i jest to wykorzystywane politycznie. A jeśli tak jest, to odpowiedzialny nauczyciel historii powinien tłumaczyć swoim uczniom dlaczego się o tym mówi, jak to może być wykorzystane politycznie i dlaczego powstają wokół tego kontrowersje. Kluczowe jest jeszcze jedno pytanie - nie czy, a jak się o tym mówi. Sama nazwa "rzeź wołyńska", "ludobójstwo", pozostawia po sobie jakieś konsekwencje.

Jak pan, nauczyciel historii, podszedłby do tego tematu?

- Zacząłbym od przedstawienia wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego, ale dla kontrastu pokazałbym też wypowiedź strony ukraińskiej, która uważa, że idziemy w drugim kierunku. Nie chodzi o to, żeby relatywizować problem, ale żeby pokazywać, że są różne wersje tego samego wydarzenia. Musimy nauczyć dzieciaki tego, by nie przyjmowały jednoznacznie tego, co mówią media lub politycy. Muszą nauczyć się krytycznie patrzeć na historię i współczesność. Krótko mówiąc - im bardziej trąbią o tym politycy, tym bardziej trzeba o tym mówić, ale nie z punktu widzenia indoktrynacyjnego, ale fachowego. Nasze dzieci są na to przygotowane.

Jacek Staniszewski - nauczyciel historii, założyciel i dyrektor innowacyjnej szkoły podstawowej Akademia Dobrej Edukacji w Warszawie, współprowadzi bloga dla nauczycieli historii doklasy.pl.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje