Reklama

Reklama

Sądny dzień dla PO. Rozliczenie i rozmowy o przyszłości

Zaledwie w kilka godzin Borys Budka chce uporać się z demonami przeszłości i automatycznie przejść do ofensywy. Błyskawiczne tempo prac nie podoba się części parlamentarzystom Platformy Obywatelskiej i wszystko wskazuje na to, że we wtorek nie poznamy nazwiska nowego szefa klubu KO. Jeśli jednak jakimś cudem tak by się stało, kolejne miesiące w największej partii opozycyjnej wciąż będą nerwowe.

- Co może zdarzyć się we wtorek? - pytamy kolejnych posłów Platformy Obywatelskiej.

Reklama

- Wszystko - odpowiadają niemal jednogłośnie.

Wtorek jest sądnym dniem dla Platformy Obywatelskiej. O godz. 11 zebrał się zarząd krajowy partii, a o godz. 15 rozpoczęło się posiedzenie klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiego. Tematów jest co niemiara, bo to dopiero pierwsze tego typu spotkania po wakacjach i pamiętnym głosowaniu ramię w ramię z PiS za podwyżkami dla polityków.

W partii od dłuższego czasu wrze. Kością niezgody są przede wszystkim niejasności związane z głosowaniem sprzed miesiąca. Jednym nie podoba się, że Borys Budka po cichu dogadywał się z PiS, innym, że tak łatwo się wycofał. Budka będzie musiał odpowiadać na trudne i niewygodne pytania, ale posadę szefa partii zachowa. Odda natomiast sterowanie klubem parlamentarnym, co zresztą zapowiedział już kilka tygodni temu. Czy do zmiany dojdzie już we wtorek? To wątpliwe.

Trzy scenariusze

Scenariusze są trzy. Pierwszy zakłada błyskawiczne przepchnięcie kandydatury Cezarego Tomczyka. Drugi oznacza wyznaczenie terminu wyboru nowego szefa klubu w najbliższych dniach, prawdopodobnie podczas tego posiedzenia Sejmu. Trzeci to rozpisanie całej demokratycznej procedury wyborczej, z odpowiednim czasem na zgłaszanie kandydatur i wewnętrzną kampanię.

Parlamentarzyści KO przyjechali we wtorek do Warszawy niemal w ciemno. Czy tego dnia wybiorą nowego przewodniczącego klubu? Nie wiadomo. Czy powstanie kalendarz wyborczy? Nie wiadomo. Czy będzie można zgłaszać kandydatury? Nie wiadomo. Obecna sytuacja komunikacyjna w partii przypomina nieuprzątnięty pokój nastolatki - rodzice i znajomi mają problem, by coś w nim znaleźć, ale i sama nastolatka jest roztrzepana. Szuka, szuka, a po chwili zapomina, czego szukała.

We wtorek powinno dojść do dwóch wydarzeń - rezygnacji Budki ze stanowiska szefa klubu oraz wyznaczenia terminu wyborów nowego szefa klubu. W tej materii informacje są sprzeczne. Początkowo mówiono, że będzie to październik. W poniedziałek rzecznik PO Jan Grabiec powiedział, że skoro pojawił się kandydat (Cezary Tomczyk - red.), to procedura może zostać przyspieszona.

- Zrobienie wyborów we wtorek to jakaś katastrofa. Nie mamy przecież zwołanego klubu wyborczego, ale zwykłe posiedzenie. Może zostać przyjęty jedynie kalendarz. Przeprowadzenie wyborów w tym tygodniu to też misja samobójcza, robienie czegoś na kolanie - mówi nam jeden z posłów.

Sytuacja ekstremalna, ale możliwa

Rzeczywiście, gdyby we wtorek nazwisko nowego szefa klubu okazało się jasne, byłaby to sytuacja ekstremalna z formalnego punktu widzenia. Posłowie PO nie rozmawiali jeszcze o problemach, które piętrzyły się przez ostatnie tygodnie, nie wyjaśnili spornych kwestii, także personalnych, Borys Budka oficjalnie nie poddał klubu, a nowe wybory nie zostały rozpisane. Partia, która na sztandarach nosi demokratyczne przymiotniki, po raz kolejny naraziłaby swoją, i tak nadwątloną, reputację.

Teoretycznie jednak taka sytuacja jest możliwa, bo Cezary Tomczyk ma uzyskać poparcie przewodniczącego Budki, a w związku z tym potrzebuje jeszcze jednego głosu, by kandydować na szefa klubu (poparcia udzieli mu zapewne Rafał Trzaskowski). Kandydaci, których nie popiera przewodniczący, muszą uzbierać 60 głosów wśród parlamentarzystów KO. Czy wobec tego Tomczykowi urośnie kontrkandydat?

Może tak się stać, bo od trzech tygodni poważnie wziął się do pracy Grzegorz Schetyna, który chce wystawić swojego człowieka przeciwko kandydatowi Budki. "Ma Sławka (Neumanna - red.), może też poprzeć Tomka (Siemoniaka - red.). Ma swój plan, rozmawiał z ludźmi" - przekonuje nasz informator.  

Wybory bez wyborów?

W grze pozostaje też cały zastęp innych parlamentarzystów, którzy prawdopodobnie podjęliby rękawice, gdyby w ogóle wiedzieli, jaki jest plan na przeprowadzenie tych wyborów i wybrnięcie z sytuacji. Błyskawiczne wybory temu nie służą, a są jeszcze przecież koalicjanci, którzy mogą postawić weto i przedstawić swoje zdanie.

- Mam wrażenie, że ktoś chciałby zrobić wybory bez wyborów, a nie na to umawialiśmy się w Koalicji. Albo są poważne wybory, albo jest farsa. Jeśli ma być farsa, to mało kto będzie się chciał w farsę pakować. A wtedy to i Czarkowi nie zazdroszczę kierowania takim klubem - podkreśla nasz rozmówca.

Tymczasem w zupełnie innej atmosferze odbywają się wybory na szefa senackiego klubu PO. Po rezygnacji z funkcji Leszka Czarnobaja kandydują Bogdan Zdrojewski i Marcin Bosacki. Nazwisko nowego przewodniczącego ma być znane pod koniec września.

W klubie parlamentarnym KO pewnym paradoksem jest fakt, że od tygodni mówi się o nazwisku nowego szefa, ale dotychczasowy wciąż dzierży tę funkcję. Jeśli we wtorek Budka zrezygnuje i będzie chciał błyskawicznie przeforsować swojego kandydata, może przysporzyć sobie kolejnych oponentów. Pytanie więc, czy znów podejmie ryzyko.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy